Archwium > Numer 392 (04/2006) > Dominikanie na niedziele > Jaka nadzieja, taka przyszłość

Jaka nadzieja, taka przyszłość
Dz 10,34a.37-43 Ps 118 Kol 3,1-4 Łk 24,13-35

Przed laty filozof krakowski, ks. Józef Tischner w jednym z esejów pisał, że wszystko, co najważniejsze w naszym życiu, zależy od nadziei. Jaka nasza nadzieja, taka nasza przyszłość. Z małej nadziei rodzą się ułomne spotkania. Natomiast wielka nadzieja daje wielką miłość. Można zatem rzec: jaka nasza nadzieja, taka nasza miłość. Być może nic wielkiego i nadzwyczajnego się nie dzieje w naszym życiu, ale od czasu do czasu bywa tak, że czujemy, iż coś jest nie tak z naszą nadzieją. Zamiast radości i pokoju ogarnia nas smutek i niepokój. Kiedy przyszłość zachodzi za horyzont ludzkich problemów, zmagań, walk, ambicji, pozostaje już tylko gorzki smak rozczarowania. Z uporem powtarzamy, że jesteśmy zniechęceni i zmęczeni życiem. W miejsce ufnego i pełnego napięcia oczekiwania pojawia się minimalizm życiowy sprowadzony do przetrwania. W takiej sytuacji jakże bliskie naszym sercom staje się doświadczenie uczniów idących do Emaus – „A myśmy się spodziewali”. Ileż to już razy się spodziewaliśmy... Na iluż to osobach się zawiedliśmy...

Jednakże na przekór temu wszystkiemu dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że to doświadczenie jest nam potrzebne, tak jak było potrzebne uczniom. W ich życiu nie zaistniałaby wielka Nadzieja i wielka Miłość, gdyby nie przeszli przez doświadczenie Wielkiego Piątku i pustego grobu. Rozgoryczenie życiem i spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem przy łamaniu chleba i słuchaniu słowa Bożego pozwoliło uczniom dojrzewać w nadziei. W godzinie największej ciemności i opuszczenia odkrywają światło i bliskość Chrystusa.

Otóż chrześcijanin dojrzewa w miarę, jak coraz bardziej dojrzała staje się jego nadzieja. „W miejsce nadziei płytszej – pisze ks. Tischner – pojawia się nadzieja głębsza, w miejsce nadziei przemijającej – nadzieja trwała, w miejsce nadziei, która ziścić się nie może, nadzieja, która się urzeczywistnia. Tak rośnie w człowieku nadzieja dojrzała, wyłaniająca się z konfliktów i upadków nadziei, które okazały się zbyt wiotkie”.

Nie możemy więc zadowalać się płytkimi czy ulotnymi nadziejami i rozpaczać po ich utracie. Chodzi o coś więcej niż tylko o przetrwanie. Podobnie jak uczniowie, mamy dojrzewać w nadziei. Życie wciąż stawia nas wbrew naszej woli w sytuacjach konfliktowych i od czasu do czasu przeżywamy kolejne zawiedzione i niespełnione nadzieje. Jeżeli jednak nie godzimy się na minimalizm życiowy i chcemy wzrastać, to nie może w naszym życiu zabraknąć spotkania ze zmartwychwstałym Chrystusem w Eucharystii i słowie Bożym. Dzięki Niemu, krok po kroku, rodzimy się do wielkiej Nadziei i wielkiej Miłości.


Andrzej Morka OP - ur. 1969, dominikanin, dr teologii PAT, duszpasterz akademicki, opiekun katechumenatu. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Boże talenty

JEDNA OWCZARNIA I JEDEN PASTERZ

Stare i nowe wartości

"Nie mam się z czego spowiadać"

NA POCZĄTKU BÓG...


komentarze



Facebook