NADZY PRZED SOBĄ
Jeśli dopuszczenie męża do mojego ciała w pełnym świetle mnie nie peszy, któż może zabronić mi zamontować w sypialni najmocniejszy reflektor? Wskazania Kościoła nie określają liczby dozwolonych watów.

FOT. LINNEA GRONDALEN/FLICKR.COM


Zwarte w czułym uścisku nagie ciała kobiety i mężczyzny na białym prześcieradle. Przy kostkach kobiety zaplątana bielizna. Głowy spoczywają na żółtej poduszce. Ale czy to faktycznie tylko poduszka? A może… aureola?

To skojarzenie przy tak śmiałym przedstawieniu, jasno sugerującym moment stosunku płciowego, przyjdzie do głowy tylko osobom, które wiedzą, że oglądany przez nie obraz nosi tytuł Ikona małżeńska. Będzie też oczywiste dla tych, którym nieobca jest twórczość Ventzislava Piriankova. Jeden z obrazów tego pochodzącego z Bułgarii artysty znany jest jako symbol ruchu Spotkania Małżeńskie.

Patrząc na kochającą się parę z płótna Piriankova, możemy raz jeszcze (albo po raz pierwszy) zadziwić się nad tym, jak wielką rangę Kościół katolicki nadaje ludzkiej seksualności – tej właśnie dziwnej choreografii złączonych ciał. Według Jana Pawła II para małżeńska to najlepsza analogia dla miłości między osobami Trójcy Świętej. O małżonkach mówił papież: „Jedno, chociaż nadal dwoje”, jak w przypadku Trójcy moglibyśmy powiedzieć: „Jedno, chociaż nadal Troje”. Najtęższe umysły teologiczne nie wyrażą tej tajemnicy tak dobrze, jak robią to swym życiem mąż i żona, a swój niebagatelny udział ma w tym także seksualne zjednoczenie.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Ewa Kiedio - ur. 1984, redaktor w wydawnictwie i kwartalniku "Więź", założycielka magazynu "Dywiz. Pismo Katolaickie", autorka książki "Osobliwe skutki małżeństwa". Od 2008 roku żona Marcina. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Królewska mowa

Drodzy Czytelnicy,

WOLNOŚĆ

PORTFEL NAWRACA SIĘ OSTATNI

Oby Pan dał ducha


komentarze



Facebook