Archwium > Numer 505 (09/2015) > Orientacje > DAWNO TEMU W KLASZTORZE

DAWNO TEMU W KLASZTORZE
Krzysztof Pałys OP, Szymon Popławski OP, "Zapach pomarańczy. Życie dominikańskie z innej perspektywy", Wydawnictwo W drodze Poznań 2015, s. 212. Książka dostępna od 11 września na www.wdrodze.pl.

FOT. ARCHIWUM REDAKCJI


Nie czarujmy się, żaden dominikanin raczej nie pachnie pomarańczami. A jednak zapach pomarańczy wielokrotnie pojawia się w dominikańskich legendach i anegdotach. Na przykład w historii o drzewku pomarańczowym zasadzonym przez św. Dominika albo o konfiturze robionej przez św. Katarzynę ze Sieny dla papieży przebywających w niewoli awiniońskiej. W swoich listach bł. Jordan z Saksonii tak opisywał przeniesienie ciała św. Dominika do nowego miejsca: „Cudowny zapach unosił się ze świętego ciała, dając wszystkim dobitne świadectwo, że ten człowiek był dobrą wonią Chrystusa”. Natomiast redaktorzy portalu dominikanie.pl podkreślają: „Pomarańcze to owoce stworzone do dzielenia. Zdaje się, że właśnie dlatego są one tak bliskie dominikanom – tym, którzy kontemplują i dzielą się z innymi owocami kontemplacji”. Takim owocem przeznaczonym do dzielenia się może być najnowsza propozycja Wydawnictwa W drodze Zapach pomarańczy autorstwa dominikanów: Krzysztofa Pałysa i Szymona Popławskiego.

Byli sobie dominikanie

Chyba każdy pamięta serię animowanych historyjek z cyklu Było sobie życie. Mistrz, wielki uczony, opowiadał historię życia na Ziemi, a jego przyjaciele pomagali zobrazować to, o czym opowiadał mądry staruszek. Czytając Zapach pomarańczy, nie mogłam się uwolnić od obrazu tamtej bajki. I jest to porównanie jak najbardziej pozytywne. Informacje – o historii, człowieku czy Ziemi – były w tej francuskiej produkcji podane w sposób rzeczowy, ale przystępny i zabawny. Każdy temat obrazowały scenki odgrywane przez głównych bohaterów. Autorzy Zapachu pomarańczy zaznaczają, że ich celem nie było stworzenie naukowej rozprawy, ale pokazanie dominikańskiej historii przez pryzmat charyzmatu, w którym istotną rolę odgrywa pewna niepozorna cecha: humor. Ojciec Pałys przed wydaniem Zapachu pomarańczy dzielił się pewnymi obawami na swoim blogu: „Jak bowiem opisać coś, czym oddycha się na co dzień, co nadaje sens, opisać, nie popadając jednocześnie w patos, naukowy żargon lub frazes?”. Rozwiązaniem okazało się właśnie poczucie humoru. Bo oprócz garści faktów historycznych, podanych w przystępny sposób, oraz przemyśleń tak charakterystycznych dla blogowych wpisów ojca Pałysa, książka składa się z wielu zabawnych opowieści wziętych z dominikańskiego podwórka. Wszystko okraszone jest komiksowymi ilustracjami przedstawiającymi humorystyczne scenki i sytuacje z życia braci kaznodziejów.

Ukryty bohater

„Jak ktoś nie ma kompletnie dystansu do siebie, to ja czuję siarkę” – mówi ojciec Jan Andrzej Kłoczowski. Najwyraźniej słowa starszego współbrata miały wpływ na autorów, bo ich dzieło bardziej niż laurkę czy pomnik ku czci przypomina autoportret namalowany z przymrużeniem oka. Zdaje się, że dominikanie dobrze rozumieją, jak ważne jest poczucie humoru w codziennym życiu, bo piszą: „Humor stanowi subtelną nić łączącą braci i siostry wszystkich pokoleń. Jest to specyficzny kod komunikacyjny, który w naturalny sposób pomaga przekazywać i rozumieć to, co w naszej tożsamości wydaje się najistotniejsze. Do dziś w dominikańskich wspólnotach na całym świecie bracia i siostry śmieją się nie tylko z samych siebie, ale i z siebie nawzajem. Te anegdoty są później przekazywane kolejnym pokoleniom, a po czasie stają się istotną częścią zakonnej historii, ściślej scalając dominikańską tożsamość. Uczestniczenie we wspomnieniach jest także zasadniczą częścią ludzkich przyjaźni. Gdy wspólnota zatraci swoje historie, staje się wspólnotą bez tożsamości”. Trzeba jednak podkreślić, że anegdoty i dowcipy są w tej książce tylko tłem dla całkiem poważnej historii Zakonu Kaznodziejskiego. Dominikanie Krzysztof Pałys i Szymon Popławski skupiają się na tym, co stanowi ich zakonną tożsamość: na modlitwie, życiu wspólnym, studiowaniu i głoszeniu. A to wszystko potwierdza, że autorzy wiedzieli, w jaki sposób chcą się podzielić z czytelnikami swoimi cząstkami pomarańczy.

Co w rodzinie, to nie zginie

Już we wstępie autorzy wyjaśniają: „Wszystkie opisane i narysowane historie wydarzyły się naprawdę; niektóre z nich od dawna żyją swoim własnym życiem”. I to chyba najlepsza rekomendacja dla tej książki. Każdy z nas pamięta przecież spotkania przy rodzinnym stole i wspomnienia zaczynające się od słów: „A pamiętacie, jak kiedyś...” – i tu zgrabna historyjka z krewnym w roli głównej. Takie opowiadania po jakimś czasie zaczynają funkcjonować w naszych umysłach tak bardzo, jakbyśmy sami w nich uczestniczyli. Zaciera się granica między tym, co opowiedziane, i tym, co przeżyte. Historia staje się tak bardzo nasza, że sami zaczynamy wierzyć, że to widzieliśmy, że tam byliśmy, że o tym słyszeliśmy. I na tym chyba przede wszystkim polega urok Zapachu pomarańczy – nic tak nie zapada w pamięć i nie łapie za serce, jak momenty, o których po latach opowiadamy z rozrzewnieniem i uśmiechem. Te momenty najczęściej związane są z bliskimi nam ludźmi. Idąc tą drogą, dominikanie opowiadają o dominikanach – czyli o swojej rodzinie – zapraszając czytelników do zapoznania się z nią i z jej nieodłącznym towarzyszem – poczuciem humoru. Autorzy piszą: „Wycieczce po drogach dominikańskiej tożsamości (będziecie zdumieni, jak bardzo dotyczy ona wielu z Was) dyskretnie towarzyszy dominikański humor. To dobry towarzysz, który – chociaż umie zaskoczyć – nie narzuca się i nie męczy, a jak mało kto, potrafi dodać lekkości i pokrzepić, ucząc zarazem dystansu do własnych słabości”. Ten, kto choć trochę zna dominikanów, bez problemu odnajdzie się w historyjkach przedstawiających przygody bohaterów, którzy już za życia stali się legendami, takich jak ojciec Joachim Badeni czy ojciec Jan Andrzej Kłoczowski. Dla kogoś, kto nie zetknął się osobiście z dominikanami, będzie to ciekawe wprowadzenie do świata braci kaznodziejów.

Panuje powszechna opinia, że najwięcej ciekawych rzeczy w trakcie imprezy dzieje się w kuchni. I coś w tym jest. To tutaj toczą się ważne rozmowy, to tu padają wyznania. To właśnie w kuchni jest najbardziej domowo, swojsko, intymnie, rodzinnie. Podtytuł książki, czyli „Życie dominikańskie z innej perspektywy”, jest jak najbardziej trafiony także w tym aspekcie: zakonnicy zapraszają bowiem czytelników do dominikańskiego świata przez kuchenne drzwi. I powinniśmy docenić ten gest: wchodząc przez kuchnię, stajemy się częścią rodziny.


Magdalena Wojtaś - ur. 1986, absolwentka filologii niemieckiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, studentka filologii polskiej. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PRZEMOC W RYTMIE CISZY

POLSKA RZECZPOSPOLITA LUKSUSU

SYNDROM VINCENTA

ŻYCIE JEST NOWELĄ

JAK ODRODZIĆ SIĘ Z POPIOŁÓW


komentarze



Facebook