Archwium > Numer 538 (06/2018) > Rozmowa w drodze > WYGRAĆ Z ARMIĄ CZERWONĄ

WYGRAĆ Z ARMIĄ CZERWONĄ
Piłka nożna jest sportem masowym i chętnie pokazywanym. Dla mniej demokratycznych krajów to okazja, by się uwiarygodnić. Są jednak w historii futbolu przykłady na to, że sport służył nie tylko oprawcom, ale i ofiarom.

FOT. MAREK WIELGUS / REPORTER


Radosław Nawrot: Czy jest pan przekonany, że Władimir Putin wie, co robi, organizując mistrzostwa świata w piłce nożnej u siebie? Przecież reprezentacja Rosji zajmuje 66 pozycję w rankingu FIFA i jest tak słaba, że trudno się spodziewać jej sukcesu?

Zbigniew Rokita: Rzeczywiście, w Rosji w znacznie lepszej kondycji są kluby niż reprezentacja. W piłkę klubową inwestuje się coraz większe sumy, sprowadza się zagraniczne gwiazdy, więc łatwiej o sukces. Reprezentacja musi liczyć na siebie. Prognozuje się ostrożnie, że wyjście z grupy będzie sukcesem.

Rosyjskie media mają już z pewnością gotowe wytłumaczenia ewentualnej porażki. Pojawiają się memy przypominające narrację Kremla z czasu, gdy Rosja dokonała aneksji Krymu, a oficjalne kanały informacyjne twierdziły, że to „nie nasi żołnierze”. Że to nie Rosjanie, a takie mundury, jakie oni noszą, można kupić w każdym sklepie z militariami. Może się teraz okaże, że to nie rosyjscy piłkarze przegrają, a jacyś przebierańcy, bo stroje reprezentacji kraju też można kupić w każdym sklepie sportowym.

Rosjanie są nieźli w odwracaniu kota ogonem. Ale tak na serio – po co Putinowi mundial?

Putin na mistrzostwach świata zyska wewnętrznie. Po pierwsze – potrzebuje nacjonalistycznego paliwa, a start Rosji na mundialu go dostarczy. To igrzyska dla obywateli, z którymi Putin na początku swoich rządów zawarł rodzaj niepisanej umowy: wy nie wtrącacie się do polityki i moich poczynań, a ja gwarantuję wam w miarę sensowne warunki życia. Dopóki były pieniądze, dopóty nie trzeba było szukać międzynarodowych wyzwań. W momencie, kiedy się skończyły, Rosja zaangażowała się militarnie w Krym, a potem w Syrię. Igrzyska są po to, by rekompensować ludziom niedostatki życia.

Poza tym nie zapominajmy o tym, że mundial dla Putina i popierających go oligarchów może być też znakomitym łupem finansowym. To okazja do zdefraudowania ogromnych sum pieniędzy i ich przepływu w niekontrolowany sposób.

Bo sportowo nie wygląda to dobrze. Rosja wykluczana jest z kolejnych imprez sportowych za afery dopingowe, a zimowe igrzyska w Soczi w 2014 roku przyniosły jej klęskę w narodowym sporcie, jakim jest hokej. I to jeszcze z kim! Z Finlandią.

Finlandia – rozumiana w Rosji jako była prowincja imperium – upokorzyła wtedy rosyjskich hokeistów, strzelając im trzy bramki, a sama tracąc tylko jedną. Putinowi wyszło jednak z kalkulacji, że może przełknąć porażkę na rzecz sukcesu pozasportowego. Rosja jest bardzo dobrym organizatorem, trzeba jej to przyznać. Igrzyska w Soczi były zorganizowane wzorowo i mundial również taki będzie. Owszem, jakieś wpadki na pewno się zdarzą, ale przecież pojedyncze uchybienia mają miejsce podczas każdego turnieju.

Proszę też pamiętać, że Rosja potrzebuje międzynarodowej akceptacji. Putinowi bardzo zależy na tym, aby pokazać, że jego kraj nie jest izolowany na arenie światowej. Ma kłopoty z powodu Krymu i Ukrainy, wykluczono go z G8, a tu proszę – mundial. Cały świat przyjeżdża, wszystkie oczy zwrócone na Rosję. Gdyby coś było z nami nie tak, nie dostalibyśmy tego mundialu – mógłby powiedzieć Putin, który późno zrozumiał, jak wielką wartość propagandową ma sport.

Ciekawie sprawę namawiania Putina na zimowe igrzyska w Soczi opisał rosyjski dziennikarz Michaił Zygar, przez lata związany z niezależną telewizją Dożd. Powołując się na swoje rozmowy z kremlowskim rzecznikiem Dmitrijem Pieskowem, twierdził, że najpierw do organizacji igrzysk były przekonane wyłącznie osoby z otoczenia Putina. To one doprowadziły do tego, że tam, gdzie przywódca się pojawiał, wieszano wielkie billboardy z hasłami „Igrzyska w Soczi”, „Chcemy igrzysk w Rosji”. Tylko na trasach jego przejazdu, nigdzie więcej. W stacji radiowej podstawieni słuchacze dzwonili z pytaniami, czy Rosja będzie się ubiegała o tę imprezę. I Putin, widząc i słysząc to, się zgodził.

To niezbyt pasuje do wizerunku Putina jako faceta poskramiającego tygrysy, zakładającego nelsona niedźwiedziom i ujeżdżającego rekiny. Wygląda na to, że da się nim manipulować.

Da się. A na pewno da się go oswoić z pewną myślą czy ideą. Przecież Putin kiedyś w ogóle nie interesował się sportami drużynowymi, był zwolennikiem sportów walki. Od niedawna jednak pokazuje się na przykład na lodowisku i hokej stał się bardzo modny, to sport prezydencki. Po prostu wypada w niego grać.

Piłka nożna także traktowana jest w Rosji instrumentalnie. Putin nie jest kibicem piłkarskim, co jeszcze nie znaczy, że nie może nim zostać.

Przeanalizowałem wszystkie dotychczas rozegrane mundiale, od turnieju w 1930 roku w Urugwaju. Wygląda na to, że po raz pierwszy turniej zorganizuje kraj, który toczy wojnę. Nawet w 1978 roku w Argentynie, choć rządziła junta wojskowa, to regularną wojnę z Wielką Brytanią o Falklandy rozpoczęto dopiero w 1982 roku.

Z formalnego punktu widzenia moglibyśmy podciągnąć pod to kryterium mistrzostwa świata w piłce nożnej z 2002 roku w Japonii, która wciąż nie podpisała traktatu pokojowego z Rosją, kończącego drugą wojnę światową.

Obecna sytuacja Rosji jest specyficzna, nie ma bowiem formalnej wojny między nią a Ukrainą. Ukraina nie wprowadziła nawet stanu wojennego. Ale Rosja prowadzi tam wojnę. Mamy też wojnę w Syrii, w którą Rosja jest zaangażowana. Zatem – tak, można powiedzieć, że piłkarskie mistrzostwa świata organizuje kraj, który prowadzi wojny. A to z kolei rodzi szereg pytań.

Na przykład?

Na przykład takie (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Zbigniew Rokita - absolwent Instytutu Rosji i Europy Wschodniej UJ, redaktor dwumiesięcznika "Nowa Europa Wschodnia". Współautor wywiadu rzeki z prof. Andrzejem Pisowiczem "Na końcu języka". Ostatnio wydał "Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium". Kibic Piasta Gliwice, Górnika Zabrze i kilku innych śląskich klubów. (wszystkie teksty tego autora)

Radosław Nawrot - ur. 1973, studiował prawo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dziennikarz, autor wielu książek o tematyce sportowej. Mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Barwy honoru

GULASZ, LECZO I BŰVÖS KOCKA

CZY PAN MNIE SŁYSZY?

ŁOWCA MOTYLI

RAZ JESZCZE TELEFON DO PRZYJACIELA


komentarze



Facebook