Archwium > Numer 538 (06/2018) > Kiedy się modlisz > CZTERDZIEŚCI LAT PUSTYNI

CZTERDZIEŚCI LAT PUSTYNI
Przejście przez Morze Czerwone czy też trwająca czterdzieści lat wędrówka przez pustynię wynikały z konieczności Objawienia. By się dowiedzieć, kim jest Bóg, potrzebny był czas, doświadczenie Jego ratującej mocy, ale też Jego gniewu i przebaczenia.

FOT. EDDIE STIGSON / UNSPLASH.COM


Łukasz Popko OP

Wyjście Izraelitów z Egiptu, zwłaszcza w skali, w jakiej przedstawia to autor biblijny, przekracza ramy historycznego prawdopodobieństwa. Wiemy, że Semici wielokrotnie przemieszczali się z Bliskiego Wschodu do Dolnego Egiptu i wielokrotnie go opuszczali. Również Księga Rodzaju wspomina o tym, że jeszcze przed wejściem synów Jakuba Abraham zawitał do Egiptu, kiedy był nękany głodem. Choć plemiona obcokrajowców nieraz wkraczały do Egiptu i wychodziły z niego, i to na różne sposoby, wyjściu opisanemu w Księdze Rodzaju nie odpowiada żadne wydarzenie znane nam dziś ze źródeł pozabiblijnych.

Historycy łamią sobie też głowę nad wejściem Izraela do Ziemi Obiecanej. Nawet jeśli mniej więcej da się ustalić czas, kiedy w Cisjordanii pojawiły się nowe osady, nie jest jasne, która z nich to „Izrael”, ani nawet, czy byli to przybysze z zewnątrz, czy miejscowi. Pismo przedstawia nam obraz dobrze zorganizowanego i określonego narodu: są policzeni, podzieleni na plemiona i wszyscy identyfikują się z nazwą „Izrael”. Tymczasem rzeczywistość musiała być o wiele bardziej złożona. Być może to mieszanka plemion z Zajordanii, a trochę miejscowych? Ponieważ i wyjście, i wejście umykają archeologom i historykom, ustalenie czasu pobytu na pustyni jakiejś określonej populacji z precyzją do czterdziestu lat jest raczej niemożliwe.

Pismo Święte dużo bardziej niż rekonstruowaniem szczegółów przeszłości jest zainteresowane konstruowaniem tożsamości swojego czytelnika. Przesłanie maksymalistycznego obrazu, w którym cały naród, liczny nawet jak na współczesne warunki, przechodzi przez Morze Czerwone, ma za zadanie przekazać dwojakie twierdzenie. Po pierwsze, jeśli jesteś Izraelitą, jakakolwiek jest dziś twoja sytuacja, ty lub twoi przodkowie byli kiedyś niewolnikami i nomadami, musieli przejść przez morze i pustynię. Po drugie, w konsekwencji: jeśli ty lub twoi przodkowie byliście prowadzeni Bożą ręką i przeszliście przez pustynię i morze, to jesteście Izraelem. Mam nadzieję, że po tym koniecznym wstępie czytelnik z większym zaangażowaniem przeczyta dalszą część tego tekstu, ponieważ zdecydowanie Pismo Święte chce opowiadać o życiu każdego, kto po nie sięga.

Po raju

Sześćset tysięcy pieszych mężczyzn, nie licząc dzieci” według Wj 12,37 wyruszyło z Egiptu ku pustyni. Autor nie podaje liczby kobiet, ale to właśnie mężczyźni będą nas interesować, bo to oni są przyczyną tego, że droga do Ziemi Obiecanej trwała czterdzieści lat. Chociaż w niektórych późniejszych tekstach pojawia się z rzadka obraz drogi przez pustynię jako czasu sielankowej bliskości z Bogiem (Jr 2,2), jest to raczej wyjątkowa interpretacja. W Piśmie Świętym pustynia jest miejscem nieprzyjaznym, gdzie nikt z własnej woli się nie zapuszcza. To miejsce uciekinierów, zbójców, ewentualnie podróżujących kupców, ale również i innych nieposkromionych istot: „lwicy i lwa, żmii i latającego serafa” (Iz 30,6) albo nawet Azazela (Kpł 16,10). Na pewno nie jest to przestrzeń kojarzona z bezpieczeństwem i dostatkiem, których z natury poszukujemy. Ponieważ pustynia jest zaprzeczeniem tego, czym jest ogród, w opowieści o czterdziestu latach Izraela na pustyni znajdujemy się jakby w opowieści „Po raju”. Słowem, jest to historia o naszym świecie.

Bóg nie prowadził Izraela drogą najbardziej oczywistą i najkrótszą, to znaczy blisko wybrzeża Morza Śródziemnego ku Gazie. Izraelici wcale nie musieli przechodzić przez Morze Trzcin. Prowadzący ich Bóg sam postawił ich „pod ścianą” lub raczej między Scyllą i Charybdą: między wojskami faraona a wodami morza. Znamy oczywiście dalszy bieg tej opowieści. Konkluzja jest jedna: drogi Boga nie wynikają z konieczności geograficznej, ale raczej z Jego planów. Jego motywacją jest nie tylko doraźne dobro Izraela. Długa droga, podczas której ludzie zależą bezpośrednio od Boga, objawia im, kim są oni sami oraz, co ważniejsze, kim jest Ten, który ich prowadzi.

Przejście przez Morze Czerwone czy też trwająca czterdzieści lat wędrówka przez pustynię wynikały z konieczności Objawienia. By się dowiedzieć, kim jest Bóg, który przedstawił się Mojżeszowi w krzewie ognistym, mówiąc tajemniczo „Jestem-Który-Jestem”, potrzebny był czas, doświadczenie Jego ratującej mocy, ale też Jego gniewu i przebaczenia. Bóg naprawdę mógłby umieścić Izraela w Ziemi Obiecanej na tysiąc i jeden sposobów. Skuteczność tej operacji nie była najwidoczniej głównym motywem, który Nim kierował. Ważniejsze od tego, żeby Izrael znalazł się w Ziemi Obiecanej, było to, jaki Izrael się tam znajdzie.

Pedagogia czy kara?

Pismo Święte nie pozostawia wątpliwości, że czterdzieści lat na pustyni było reakcją Boga na postępowanie ludzi. Pustynia jest przestrzenią, w której Izrael nie ma na kogo zrzucić odpowiedzialności, nie ma już wroga, a skoro tak, to nie można zrobić z siebie niewinnej ofiary. Nie ma już prześladowców Egipcjan, nie ma jeszcze Moabitów kusicieli itp.

Pan kieruje się pewną logiką, którą można nazwać pedagogią. Jego reakcje na powtarzające się błędy Izraela podkreślają, jak wielkie znaczenie ma ich kontekst. Kiedy na początku drogi lud prosi o mięso (Wj 16), Pan zsyła mu bez najmniejszego wahania przepiórki. Jednak kiedy później lud ponownie szemrze, domagając się mięsa i powrotu do Egiptu, spada na niego nie tylko warstwa przepiórek „na dwa łokcie wysoko”, ale również i zaraza z Bożej ręki (Lb 11). Podobnie, kiedy przed objawieniem na Synaju (Wj 17) lud domaga się wody i oskarża Boga o złe intencje, On daje mu wodę ze skały bez żadnego wyrzutu. Kiedy ta sama sytuacja powtarza się później w Meriba (Lb 20), Mojżesz ponosi karę.

W tym właśnie kontekście należy czytać historię buntu wywołanego relacją zwiadowców wysłanych przez Mojżesza. Przez czterdzieści dni obserwowali Ziemię Obiecaną. Powrócili z wiadomościami dwuznacznymi: z jednej strony ziemia jest rzeczywiście zaskakująco piękna i żyzna, z drugiej strony jej mieszkańcy napawają grozą. Wojownicy Izraela, którzy myślą, że walka będzie przede wszystkim ich zadaniem, oskarżają Boga o złe intencje i chęć porzucenia ich trupów na pustyni. Chcą zabić Mojżesza i Aarona po to, by pod nowym przywództwem wrócić do Egiptu. To tutaj pojawiają się słowa Pana, w których dźwięczy żelazna konsekwencja między winą a karą: (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Łukasz Popko OP - ur. 1978, dominikanin, biblista, wykładowca w EBAF w Jerozolimie i w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Jerozolimie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ON ŻYJE

ZAMIESZKANIE

NIECH NAS GNIECIE

Miłość nie zazdrości

Otwórz usta


komentarze



Facebook