Archwium > Numer 542 (10/2018) > Rozmowa w drodze > PROTAZY, JANUSZ I SYNTIA

PROTAZY, JANUSZ I SYNTIA
Liter uczyłem się na imionach dzieci z Elementarza Mariana Falskiego. Pamiętam do dziś, że koło domu Stefanka spacerowali parami: Ala, Bronka i Celinka, Danka, Edek, Filipinka, mały Gutek i Halinka, Irka, Janek, Karolinka.

FOT. RAFAŁ OLEKSIEWICZ / REPORTER


Piotr Świątkowski: Podobno przedstawiając się, nie używa pan imienia. Dlaczego?

prof. Jerzy Bralczyk: W moim pokoleniu było mnóstwo Jerzych. Być może banalność tego imienia sprawiła, że niechętnie go używałem. Natomiast zawsze lubiłem i lubię swoje nazwisko. Często się przedstawiałem po prostu „Bralczyk”. Teraz mój tytuł naukowy zastępuje moje imię. Zamiast „Jerzy Bralczyk” ludzie mówią „profesor Bralczyk”. Przyjaciele zwracają się do mnie zwykłym „Bralczyk”.

Dwa zdrobnienia imienia Jerzy były mi szczególnie niemiłe – Jerzyk i Juruś. Skrzętnie natomiast wychwytywałem z historii sławnych Jerzych i bardzo byłem z nich dumny. Wielu angielskich królów było Jerzymi, chociaż nie wszyscy byli w pełni zdrowi na umyśle.

Mój przyjaciel Radosław jest ważnym menedżerem. Gdy dzwoni do kogoś lub gdy odbiera telefon, wita się radosnym i prostym „Radek”. Rozmowa z nim staje się łatwiejsza. Używa imienia jak zaklęcia?

To zwyczaj anglosaski, który preferuje Bobów i Willów kosztem Robertów i Williamów. Zdrobnienie z całą pewnością upraszcza kontakt. Może nawet ociepla wizerunek. W przypadku Radosławów niektórych razi zbytnia słowiańskość tego imienia. Radosław mógł się wydawać pretensjonalny, dlatego zmienił się w Radka. Przypomina się Radek z Syzyfowych prac. Tylko że to było nazwisko. Radek Żeromskiego miał na imię Andrzej.

Minister Radek Sikorski zmienił się w Radosława.

Radek powstał analogicznie do Marka i Leszka. Są Marek, Leszek i Radek. Jeszcze jest Jacek. Właściwie Jacenty, który przeszedł w Hiacynta, a ten w Jacka.

A gdybym się panu przedstawił nie jako Piotr Świątkowski, ale doktor Piotr Świątkowski? Co by to zmieniło?

Przypomniałby mi się doktor Piotr z nieszczęsnego Żeromskiego. Piotrek jest bardziej swojski, łobuzerski. Piotruś może być czarny. No i czarny, krwiożerczy Piotr z Bajek Czukowskiego w tłumaczeniu Broniewskiego. Rozumiem, że chodzi panu o używanie tytułów przed imieniem i nazwiskiem. Jeśli ktoś chce mnie uhonorować w nekrologu – oby jak najpóźniej – to wtedy tytuły i funkcje są usprawiedliwione. Są społeczne okoliczności, które sprawiają, że nie jest to szczególnie natrętne. Kiedy ktoś w rozmowie telefonicznej zwraca się do mnie „panie Jerzy” – zgodnie z obecnym zwyczajem – to nie jestem kontent. Mało kto w moim pokoleniu lubi, żeby się zwracać do niego „panie Józefie” czy nawet „panie Józiu”. Ale z drugiej strony nie mamy niemieckiego zwyczaju zwracania się z użyciem nazwiska i nikt nie powie do mnie „panie Bralczyk”. Może zdarzy się to czasem w szpitalu. Jeśli chodzi o Piotra, o św. Piotra, to proszę pamiętać, że Jezus powiedział dokładnie tak: „Ty jesteś Piotr [czyli Opoka] i na tej opoce zbuduję Kościół mój”. Opoka, skała to petra. Tłumacze próbowali wprowadzić do języka słowo „petra”. Wyszedł z tego Piotr. Czasem św. Piotra nazywano Petrem.

Przywołał pan Józia. Kiedyś imię Józef było bardzo popularne.

Byli Józefowie od księcia Józefa Poniatowskiego i od Józefa Piłsudskiego. Zastąpili ich Józefowie od Stalina, którzy mogli się podawać za Józefów od Piłsudskiego. Po Cyrankiewiczu wysypu Józefów nie było.

Więc jak się zwracać, żeby nie mówić „panie Józefie” albo „panie Marku”?

Najlepiej „proszę pana”. Ale w normalnych, proszę pana, sytuacjach, to „proszę pana” może brzmieć różnie, proszę pana. Nawet protekcjonalnie. Nie wiem, czy pan to słyszy. „Proszę pana” może mieć również funkcję retardacyjną, opóźniającą. Kiedy podczas przeprowadzania wywiadu rozmówca mówi do redaktora „panie redaktorze”, to wiemy, że daje sobie chwilę do namysłu. W Krakowie starsi pamiętają „panów mecenasów” i „panów radców”. Tak się tam tytułuje – „panie mecenasie”, „panie radco”. Niedawno, kiedy byłem w Wilnie, zwróciła się do mnie pewna pani, przypominając, że kiedyś mówiono do nauczyciela „panie nauczycielu”. Nastąpiła pauperyzacja tego zawodu. „Panie nauczycielu” przestało brzmieć jak honorowanie tytułem. To tak, jakbyśmy do lekarza powiedzieli „panie lekarzu”. Niby wszystko w porządku, ale jednak nie. Do hydraulika nie powiemy „panie hydrauliku”, do masarza nie powiemy „panie masarzu” ani do grabarza „panie grabarzu”.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


prof. Jerzy Bralczyk - ur. 1947 roku, językoznawca, profesor nauk humanistycznych. Członek Rady Języka Polskiego. Odpowiada za uchwały ortograficzne rady. Prowadzi ogólnopolskie i regionalne dyktanda. Zbiera wszystkie wydania Pana Tadeusza Adama Mickiewicza oraz podręczniki dobrego zachowania i mówienia. Prowadzi stronę internetową bralczyk.com. (wszystkie teksty tego autora)

Piotr Świątkowski - ur. 1980, autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, w 2017 roku w Domu Wydawniczym Rebis opublikował książkę reporterską "Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja Kraju Warty". Razem z Jarosławem Burchardtem napisał książkę o agencie CIA z Leszna "Szpieg, który wiedział za mało. Tajemnice kontrwywiadu PRL". Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Skórzewie pod Poznaniem. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

WYSPY KOŚCIÓŁKOWEJ POPRAWNOŚCI

RUSKA ZABIERZE CI MĘŻA

ZAWÓD: RECYKLING

TERAZ TRZEBA ŻYĆ NIE TYLKO ZA SIEBIE

ON PIERDOŁA, ONA FAJNA


komentarze



Facebook