ZŁO ZŁA
Kara śmierci to rozwiązanie, które nie jest powodem do chluby, nie ma więc powodu, by dążyć do jej utrzymania jako wspaniałego środka służącego zabezpieczeniu dobra wspólnego.

Robert Plich OP

W czasie ostatniej wojny prawowite władze Polskiego Państwa Podziemnego stosowały karę śmierci wobec kolaborantów, którzy z rozmysłem denuncjowali i tym samym wydawali na śmierć żołnierzy, członków organizacji Państwa Podziemnego, a także innych obywateli. Celem tych egzekucji było zapobieganie takim denucjacjom i ochrona życia osób walczących w konspiracji. Gdyby nie kara śmierci, to walka taka byłaby skazana na porażkę, co pociągałoby za sobą negatywne konsekwencje dla okupowanego narodu. Państwo Podziemne nie dysponowało systemem penitencjarnym, oferującym inne środki skutecznie broniące przed kolaborantami i bardziej odpowiadające godności osoby. Czasami w sytuacjach niejasnych stosowano ostrzeżenia. Pomijając więc możliwe błędy, wydaje się, że przynajmniej niektóre z ówczesnych egzekucji mogły spełniać kryteria moralnej dopuszczalności kary śmierci, sformułowane w tradycyjnym nauczaniu Kościoła.

Rewizja

Kara śmierci to rozwiązanie, które nie jest powodem do chluby, nie ma więc powodu, by dążyć do jej utrzymania jako wspaniałego środka służącego zabezpieczeniu dobra wspólnego i znaku rozpoznawczego tradycyjnego porządku moralnego. Według dotychczasowego nauczania Kościoła kara śmierci jest moralnie dopuszczalna jedynie w bardzo ograniczonym zakresie, jako wyjątkowy i skrajny środek ochrony społeczeństwa, o ile nie ma dostępnych innych możliwości i o ile sam wyrok został wymierzony przez prawowitą władzę publiczną w wyniku sprawiedliwego procesu. Ostatnio jednak papież Franciszek zmienił zapis nr 2267 Katechizmu Kościoła katolickiego i uznał w nim karę śmierci za moralnie niedopuszczalną. Czy oznacza to, że do tej pory mogliśmy uważać członków Państwa Podziemnego za niekontrowersyjnych bohaterów, a od teraz mamy uznawać ich czyn wojenny za moralnie skażony haniebnymi wyrokami śmierci, z których korzyści czerpała cała organizacja, a nawet w jakimś stopniu cały uciśniony naród polski?

Ocena powyższego przypadku i jemu podobnych zależy od tego, czy intencją dokonanej przez papieża Franciszka rewizji jest zmiana w rozumieniu kary śmierci z czynu okolicznościowo złego na czyn wewnętrznie zły oraz czy zmiana ta stanowi nauczanie nieomylne. Czyny wewnętrznie złe to takie, które są złe ze swej natury, ze względu na swój przedmiot, bez względu na okoliczności i zamierzone cele. Są więc one złe zawsze i wszędzie. Dlatego są zabronione absolutnymi zakazami moralnymi, które nie dopuszczają nawet jednego wyjątku. Jeśli zatem nie jest intencją papieża określanie kary śmierci jako czynu wewnętrznie złego, to obecna rewizja nie stanowi istotnej zmiany w porównaniu z dotychczasowym nauczaniem. Jeśli zaś chodziłoby o stwierdzenie, że kara śmierci jest czynem wewnętrznie złym, to oznaczałoby, że władze Polskiego Państwa Podziemnego postępowały niegodziwie, stosując najwyższy wymiar kary wobec kolaborantów i że praktycznie jedyną dopuszczalną formą zachowania w takiej sytuacji pozostawało oczekiwanie, aż inne potęgi, które nie przestrzegają nauczania moralnego Kościoła, wyzwolą uciśniony naród spod okupacji i zechcą go traktować godnie.

Zerwanie ciągłości nauczania czy jego rozwój?

Istnieje długa tradycja jednolitego nauczania kościelnego, wyrażona w wypowiedziach papieży, w katechizmach, leżąca u podstaw przepisów dyscyplinarnych, zgodnie z którą kara śmierci może być moralnie dopuszczalna w pewnych wyjątkowych okolicznościach. Dlatego według niektórych teologów świadczy to o nieomylności tego nauczania. Nie jest ono wprawdzie ogłoszone w formie uroczystej definicji przez papieża lub sobór powszechny, ale jest przekazywane przez tzw. magisterium zwyczajne, czyli powszechne i jednomyślne nauczanie biskupów rozproszonych po całym świecie, trwających w łączności między sobą i z papieżem. Jeśli zaś Kościół niezmiennie uczył przez minione wieki, że najwyższy wymiar kary może być w pewnych przypadkach dopuszczalny, to rozwój nauczania może dotyczyć np. warunków i zakresu tej dopuszczalności, ale nie może jej zupełnie zaprzeczyć, gdyż wówczas nie byłby to rozwój, lecz zerwanie. Twierdzenie, które było kiedyś obiektywną prawdą moralną, nie może przecież przestać nią być. Tak można zmieniać normy prawa stanowionego, ale nie moralnego. Jeśli zaś Magisterium Kościoła najpierw przez wieki podawałoby jakieś twierdzenie jako prawdę wiary lub moralności, a potem by to odwoływało i uczyło czegoś przeciwnego, to tym samym przeczyłoby swojemu własnemu autorytetowi, którego rola polega na nieomylnym prowadzeniu Kościoła w wierze dzięki asystencji Ducha Świętego. To zaś powodo- wałoby wśród wiernych zrozumiałe zamieszanie.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Robert Plich OP - ur. 1966, dominikanin, absolwent Akademii Medycznej w Warszawie, doktor teologii, wicerektor Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Etyczny punkt widzenia

CZY STAĆ NAS NA WIĘCEJ

Definicja sekty

Proporcjonalizm

Królestwo nie z tej ziemi


komentarze



Facebook