Archwium > Numer 542 (10/2018) > Śmierć i kara > NIE MAM PRAWA ODBIERAĆ ŻYCIA

NIE MAM PRAWA ODBIERAĆ ŻYCIA
Żeby resocjalizacja była skuteczna, osoba, która w niej uczestniczy, musi chcieć zmiany swojego życia. A skazani nie zawsze mają taką motywację. Jeśli nawet ją mają, to nie zawsze przynosi to spodziewane efekty.

Katarzyna Kolska: Od ilu lat pracuje pani w więzieniu?

mjr Urszula Wojciechowska-Budzikur: W tym roku minęło 26.

Dużo.

Zatrudniłam się 1 czerwca 1992 roku jako psycholog i przez kilkanaście lat pracowałam bezpośrednio z osadzonymi. Zawsze z mężczyznami – tymczasowo aresztowanymi, skazanymi, recydywistami, młodocianymi, a także z osobami zaburzonymi psychicznie i upośledzonymi umysłowo.

Nie straciła pani wiary w człowieka?

Trudne pytanie. Chyba nie.

Ale każdego dnia spotyka się pani z realnym złem.

To prawda, więzienie jest miejscem, w którym człowiek widzi tę najgorszą stronę człowieczeństwa. To przygnębia. Szokuje. Staram się jednak oddzielać osobę od tego, co zrobiła i co podlega ocenie i karze. Próbuję też zrozumieć, dlaczego ktoś się dopuścił takiego czy innego przestępstwa.

Jest pani w stanie zrozumieć kogoś, kto zgwałcił dziecko, a potem je zabił?

Mogę zrozumieć dynamikę popełniania takiego czynu. Istnieje bowiem szereg powiązanych ze sobą mechanizmów psychologicznych, które doprowadzają do sytuacji, w której ofiara staje się w przyszłości katem. Krzywdzeni w dzieciństwie najpierw krzywdzą rówieśników, a później, w dorosłym życiu, swoich bliskich, dzieci lub inne osoby. Większe ryzyko takich mechanizmów pojawia się u chłopców. Uwarunkowania przestępczości są bardzo złożone.

To psychologia. A czy tak po ludzku zastanawia się pani czasem, jak można coś takiego zrobić?

Tak.

I mieści się to pani w głowie?

Emocjonalnie jest to dla mnie trudne, że ktoś dopuścił się okrucieństwa wobec człowieka lub zwierzęcia, bo to też się zdarza. Kiedy jednak poznaję czyjąś konkretną historię i słyszę o traumach z dzieciństwa, o tym, ile zła i przemocy doświadczył ten ktoś ze strony dorosłych, często najbliższych sobie osób, to jako psycholog rozumiem mechanizmy warunkujące przestępstwo i pojawia się też współczucie dla tej osoby. Oczywiście taki człowiek ponosi odpowiedzialność karną, i powinien ją ponieść, ale za to, co się stało, trudno obwiniać tylko i wyłącznie samego sprawcę.

Ktoś doświadczył przemocy i nie ma zahamowań, żeby w podobny albo jeszcze gorszy sposób traktować drugiego człowieka?

Niestety tak. Jeśli syn miał ojca tyrana i nie zna alternatywnego sposobu funkcjonowania, to będzie skłonny do powtarzania destrukcyjnych zachowań. Cechy charakteru to zarówno kwestia genów, jak i warunków, w jakich przebiegała czyjaś socjalizacja.

Człowiek za złe zachowanie trafia do więzienia i to jest dla niego kara. Ale w więzieniu ma się też odbywać jego resocjalizacja. Dobre słowo. Ale czy to działa?

Misją Służby Więziennej jest zapewnienie ochrony i bezpieczeństwa społeczeństwu poprzez praworządne i humanitarne wykonywanie kary pozbawienia wolności i tymczasowego aresztowania oraz resocjalizacja. Dzisiaj, po latach doświadczeń wiem, że nie zawsze możliwe jest spełnienie obu tych warunków. Przyczyny leżą zarówno po stronie systemu penitencjarnego, jak i samych osadzonych. Zawsze myślałam, że jeżeli to, co robię, będzie miało wpływ choćby na jedną czy kilka osób, na jakiś obszar ich funkcjonowania, i te osoby coś dobrego z tego wyniosą – to już będzie jakiś resocjalizacyjny efekt i warto się w ten proces angażować. Niestety, mimo istnienia coraz lepszych programów readaptacyjnych i terapeutycznych nie wszystko da się zrobić. Nie jesteśmy w stanie zmienić każdego człowieka.

I niektórzy po odbyciu kary znów wrócą za kraty?

Część na pewno tak.

Część, czyli…

Poziom recydywy w państwach Europy utrzymuje się na poziomie 70 procent.

To znaczy, że system penitencjarny jest niewydolny?

W jakimś stopniu tak. Ale to bardziej złożony proces. Zacznijmy od tego, że więzienie nie jest dobrym miejscem do działań terapeutycznych. Dlatego powinniśmy robić wszystko, by jak najwięcej oddziaływań profilaktycznych odbywało się w naturalnym środowisku, a nie w warunkach wyizolowanych. Nie zmienimy też wszystkich, którzy tutaj są. Owszem, dajemy im taką szansę. Oferta programów resocjalizacyjnych jest coraz lepsza, coraz bogatsza i coraz bardziej profesjonalna, adresowana do poszczególnych grup więźniów, chociażby uzależnionych od alkoholu, środków psychoaktywnych, narkotyków czy wykazujących zaburzenia preferencji seksualnych.

Żeby jednak resocjalizacja była skuteczna, osoba, która w niej uczestniczy, musi chcieć zmiany swojego życia. A skazani nie zawsze mają taką motywację. Jeśli nawet ją mają, to nie zawsze przynosi to spodziewane efekty, co wynika z ich deficytów osobowościowych, intelektualnych czy poważnych zmian organicznych.

Czy śmierć za śmierć jest sprawiedliwą karą?

Nie. Śmierć sprawcy nie jest sposobem na wyrównanie krzywd. Nie zwróci nikomu życia, nie złagodzi czyjegoś cierpienia. Dla mnie zabójstwo, nawet mordercy, zawsze pozostanie zabójstwem, i to starannie zaplanowanym. Wykonując wyrok kary śmierci, godzimy się na to, żeby na świecie zaistniało kolejne zło.

Jeśli komuś zabito dziecko, matkę, męża czy żonę, można zrozumieć, że chce, by przestępca zginął w taki sam sposób.

Ale to nie jest kara.

Jak to nie?

Kara z założenia powinna spełniać dwie funkcje: (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Urszula Wojciechowska-Budzikur - zastępca dyrektora Aresztu Śledczego w Częstochowie, psycholog, psychoterapeuta. Ukończyła studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, Podyplomowe Studium Socjoterapii w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim oraz Studium Psychoterapii Indywidualnej i Grupowej w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Oprócz pracy w jednostce penitencjarnej zajmuje się szkoleniem funkcjonariuszy Służby Więziennej. W 2009 roku we współpracy ze Światową Wspólnotą Medytacji Chrześcijańskiej wprowadziła w Polsce jako ofertę resocjalizacyjną dla osadzonych medytację w nurcie Johna Maina. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

A NUT NIE LUBIŁ

BYĆ BARDZIEJ

POD JEDNYM NIEBEM

ZBIEG OKOLICZNOŚCI?

Czy chcesz tu być?


komentarze



Facebook