Archwium > Numer 543 (11/2018) > Polubić siebie > GDZIE JEST MOJE MIEJSCE?

GDZIE JEST MOJE MIEJSCE?
Robiąc jedną rzecz, nie zrobimy innej. Nie można poświęcać się na równi pracy i dzieciom. Nie da się być idealnym tatą i idealnym pracownikiem. Stan idealny jest zawsze poza horyzontem.

Mikołaj Foks

Zamykam oczy. Myślę o prowadzonych przeze mnie warsztatach dla mężczyzn i ojców zarazem. Przypominam sobie spotkania towarzyskie z kolegami. Analizuję zawodowe rozmowy w męskim gronie. Zebrania w szkole, imprezy rodzinne, spotkania na placu zabaw. Kobiety dość często mówią o rozdarciu między domem i pracą. W wypowiedziach mężczyzn ten problem nie istnieje. Mężczyźni mierzą się z innym poważnym wyzwaniem.

Za czym tęsknimy

Znam mężczyzn, którzy zawiesili pracę na dwa lata i poszli na urlop wychowawczy. Ale nigdy nie słyszałem, żeby jakiś mężczyzna chciał na rzecz bycia w domu z rodziną zupełnie zrezygnować z pracy zawodowej. Nie słyszałem też o takim, który na pełen etat angażowałby się w domu i marzył o powrocie do pracy. Wśród znanych mi mężczyzn są tacy, którzy chcieliby więcej czasu spędzać w pracy, i tacy, którym ciągle mało czasu na rodzinę. Są wreszcie i ci, którzy nieustannie myślą o swoim hobby. Ale chyba w żadnym z nich nie ma rozdarcia, raczej są pogodzenie i tęsknota.

Mężczyźni, których spotykam i z którymi rozmawiam, tęsknią za domem. Ta tęsknota ma dwa wymiary. Pierwszy to tęsknota za domem, który jest. Oto, jak ona wygląda: Godziny spędzone na dojazdach do pracy i powrotach do domu. Przedłużający się czas pracy w biurze. Przywożenie do domu zawodowych problemów i stresów oraz pracy do zrobienia wieczorem. Ograniczona ilość czasu, który można spędzić w domu, spowodowana pracą nierzadko wykonywaną również w weekendy. Ograniczona ilość przestrzeni w sobie, którą zajmują głównie sprawy zawodowe. Miejsca na myślenie o żonie i dzieciach jest coraz mniej. Ta grupa tęskni za domem, będąc w pracy, i chciałaby być tu i teraz, gdy realnie jest z rodziną.

Drugi wymiar tęsknoty dotyczy domu, którego nie ma. Tęsknią za nim mężczyźni spalający się w pracy, którym z wielu powodów nie udało się założyć rodziny. Może nie znaleźli właściwej osoby? Może byli tak pochłonięci pracą, że nie mieli kiedy szukać? A może razem ze swoją partnerką pracują tak dużo, że nie mają czasu, by założyć rodzinę? Znam każdy z tych przypadków i w każdym jest tęsknota za rodziną, która nigdy nie zaistniała. Różne jest tylko natężenie tego uczucia. Za rodziną, której nie ma, tęsknią również mężczyźni, którzy rodzinę mają. Jest żona i są dzieci, ale relacje nie układają się dobrze. Nie mają rodziny, jaką chcieliby mieć. Uciekając w pracę od rodziny, która jest, w przerwach na kawę uciekają w wyobrażenia o rodzinie, jaka mogłaby być. Niestety, energia, którą można by wykorzystać na jakąś zmianę, napędza nie rodzinny, a korporacyjny silnik.

Tęsknota za przygodą

Wielu znanych mi mężczyzn tęskni za przygodą. Za zrobieniem czegoś niezwykłego, dającego poczucie sensu i satysfakcji. Niektórzy z nich wiedzą, że w pracy nie mogą na to liczyć, dlatego uciekają w hobby, dając w ten sposób upust tej tęsknocie – na morzu, w górach czy odległych pustkowiach. Jeszcze kilka dni pracy i znów tam będą. Urlop z rodziną jak najbardziej, ale czas tylko dla siebie jest przecież bardzo ważny.

Niezwykłe chwile spędzone na realizowaniu własnych pasji dają niekiedy poczucie wyższości nad kolegami. Bo przecież są mężczyźni, którzy przeżywają swoją przygodę w korporacyjnym świecie: wielkie kontrakty, niezwykli partnerzy biznesowi, niesamowite projekty. To wszystko też może zaspokoić tęsknotę za przygodą. Może, ale nie musi, bo są wreszcie mężczyźni, którym przygód nie brakuje i w pracy, i na łonie natury. Ale zdobyczy jest im ciągle mało.

Jest wreszcie trzecia grupa. Na męskim horyzoncie jako wyraźny punkt pojawiła się całkiem niedawno. Należą do niej mężczyźni, którzy możliwość przeżycia przygody widzą w realizacji swojego ojcostwa. W wysokich górach, na boisku za blokiem i z łyżką syropu przy dziecięcym łóżku. W każdym z tych miejsc można przeżyć niezwykłą przygodę swojego życia. To właściwie ci sami mężczyźni, którzy w pracy tęsknią za domem. Są pogodzeni z wytyczonym kursem i tęsknotą, której doświadczają. Wiedzą, że częścią przygody jest praca na rzecz rodziny i przeważnie myślą o niej jak o złu koniecznym. A przecież można korygować życiowy kurs tak, by mniej było pogodzenia, a więcej tego, za czym się tęskni.

Stawianie filarów

Pogodzenie się jest uznaniem, że działam w określonej rzeczywistości i mam w niej stanąć na wysokości zadania. Ale pogodzenie się może też być uznaniem, że jest, jak jest, i już tak będzie. Wielu mężczyzn tak właśnie funkcjonuje. Tęskniąc za domem i czasem z rodziną, dobrze wiedzą, że ich ważnym zadaniem jest na ten dom zapracować. Więc mówią wprost: Dziś dam z siebie wszystko, kiedyś odpoczniemy. A przecież młodsi już nie będziemy. To, czego nie zrobimy dzisiaj, jutro będzie już nie do odrobienia.

W czasie warsztatów, które prowadzę dla mężczyzn będących ojcami, odkrywam prostą, ale zaskakującą prawdę. Niemal każdy z nas dobrze wie, jakim tatą chciałby być dla swoich dzieci. Potrafimy snuć mądre wizje. Braki mamy na poziomie realizacji, bo nie przekuwamy wizji w konkretny plan. Podświadomie rozumiemy, że życie opiera się na kilku ważnych filarach, których konstrukcje należy wzmacniać. Ciekawy zestaw takich filarów zaproponował przedsiębiorca Andrzej Jeznach w swojej książce o sztuce życia. Ich akronimem jest słowo (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Mikołaj Foks - ur. 1983, studiował Teologię na PWT i Public Relations na SGH. Pracuje jako PR manager i trener zarządzania projektami. Prowadzi warsztaty dla ojców, a na swoim blogu zawodojciec.pl pisze o tym, jak być dobrym tatą oraz jak osiągnąć synergię między życiem rodzinnym i rozwojem zawodowym. Jest żonaty, ma cztery córki. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Pochwała namiętności

"Czy Bóg cierpi?", "Znak", "Rosyjska arka"

KIM NIE BYŁ ŚWIĘTY DOMINIK

NA POCZĄTKU BÓG...

ANTYKOMUNISTA, AGENT I FILOZOF


komentarze



Facebook