Archwium > Numer 544 (12/2018) > Reportaż > POD JEDNYM NIEBEM

POD JEDNYM NIEBEM
Sąsiadka wpadła do nich do domu. - Pakujcie się, musicie uciekać. Jest zapis na Rusłana. Jutro rano po niego przyjdą. W pośpiechu wrzucali do torby najpotrzebniejsze rzeczy, tyle, ile można unieść. Klucze od domu zabrali ze sobą.

Jezus bezdomny (Homeless Jesus), rzeźba autorstwa Timothy'ego Schmalza przy Kościele św. Idziego w Rzymie. / FOT. WIKICOMMONS


Katarzyna Kolska

Niewielka miejscowość, sypialnia dużego miasta. Bogate domy, przedwojenne wille, starannie wypielęgnowane trawniki, ogrody, do których można zajrzeć przez szparę w płocie. Są też szkoła, kościół, sanatorium i park.

Dom Andrzeja i Małgosi stoi przy spokojnej ulicy. Stare drzewa, niewielki podjazd, przed domem samochód. Pies biegnie na spotkanie.

Od strony ogrodu jest wyjście na taras. Wystarczy zrobić kilkanaście kroków, by dojść do niskiego, parterowego domku. Dwa pokoje, mały korytarz, kuchnia, łazienka. Kiedyś była to pewnie służbówka. Teraz mieszkają tam Oksana, Rusłan, Hadidża, Madina i Salih.

Swój dom nad Morzem Czarnym zostawili. Nie wierzą, że jeszcze kiedykolwiek tam wrócą. Ale tęsknią za ludźmi, którzy tam zostali, za miejscami, które pamiętają, za życiem, które tam mieli. Mówią, że to było dobre życie.

Andrzej i Małgosia przeczytali o nich w biuletynie wydawanym przez Klub Inteligencji Katolickiej. Krótka wzmianka. Że są uchodźcami tatarskimi z Krymu, że trwa legalizacja ich pobytu w Polsce i że potrzebują pomocy, bo miejsce, w którym teraz mieszkają, nie daje im żadnych szans na znalezienie pracy.

W tym samym czasie do Europy napływa fala uchodźców z krajów dotkniętych wojną i biedą, papież Franciszek mówi, że każda parafia powinna przyjąć do siebie jedną rodzinę. Bo tak powinni zachować się chrześcijanie. Ale chrześcijanie w Polsce nie czekają na uchodźców z otwartymi ramionami.

Andrzej i Małgosia pomyśleli, że papież te słowa mówi także do nich. I że to może właśnie oni są tą jedną rodziną w parafii.

Muszelki

Kilka lat wcześniej. Oksana i Rusłan mieszkają w wypoczynkowej miejscowości nad Morzem Czarnym na Krymie. Mają mieszkanie, działkę z małym domkiem, trójkę dzieci, pracują, są szczęśliwi. Latem ustawiają stragan, na którym sprzedają przyprawy. Robią różne mieszanki, wsypują je do słoików, butelek, woreczków, układając z nich finezyjne wzory. Turyści kupują przyprawy. I piękne muszle znalezione nad morzem. Sezon trwa od maja do października. Ludzi pełno. Oksana i Rusłan otwierają stragan rano, a zamykają późno w nocy. Czasami pomagają im jego rodzice. Dużo pracują, ale nie narzekają. Gdy stragan trzeba będzie jesienią zamknąć, Oksana zajmie się lepieniem pierogów i dostarczaniem ich do sklepów. Robi też wymyślne torty na różne okazje.

W lutym 2014 roku wybucha konflikt na Krymie. Rosja atakuje Ukrainę. Rusłan jest Tatarem, a Tatarzy nie są tam mile widziani. Zaczynają się czystki.

– Komu my przeszkadzali? – zastanawia się Oksana. – Żyliśmy razem pod jednym niebem, Rosjanie, Ukraińcy, Tatarzy. – Oksana częstuje mnie kompotem, krząta się po kuchni, zaprasza do pokoju, opowiada. Siadamy naprzeciwko siebie. Przyglądam się jej. Ubrana na czarno. Włosy schowane pod hidżabem. Ma spracowane ręce. Zastanawiam się, ile ma lat. Choć od przyjazdu do Polski minęło już trochę czasu, nie nauczyła się dobrze języka. Kaleczy go, wtrąca słowa i zdania po rosyjsku albo próbuje je spolszczyć. Gdy nie mogę jej zrozumieć, do rozmowy włącza się starsza córka Hadidża.

– To nie była wojna między ludźmi, to była wojna tych, co rządzą. Żyliśmy w zgodzie. Mieszkaliśmy obok siebie. Dzieci chodziły razem do szkoły, bawiły się na podwórku. Dziewczynki miały koleżanki. Ja miałam swoje znajome. Uczciwie pracowaliśmy. I ja nie mam nienawiści do Rosjan. Ja mam nienawiść do rosyjskiej władzy. Bo to ona zniszczyła nasze życie.

Kiedy zrobiło się niebezpiecznie, dzieci przestały chodzić do szkoły. Dziewczynkom zabroniono nosić hidżab.

A potem aresztowali sąsiada. – Mąż założył w drzwiach dodatkowy zamek, jakby to mogło nas uratować! Tacy byliśmy naiwni – przypomina sobie.

Któregoś dnia wpadła do nich sąsiadka, która miała kontakty z policją. – Musicie uciekać! Jest zapis na Rusłana! Jutro po niego przyjdą...

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

TO NIE ICH WINA

Na skrzydłach aniołów

Przez nich świeci światło

Co się stało z naszą klasą

GDZIE JEST RAJ?


komentarze



Facebook