Archwium > Numer 544 (12/2018) > Felietony > PŁYWAŁEM W NEWIE

PŁYWAŁEM W NEWIE

Paweł Krupa OP

Tak, pływałem w Newie, i to nie byle gdzie, ale w samym centrum Petersburga – niedaleko kolumn rostralnych, z widokiem na Twierdzę Pietropawłowską.

Był lipcowy poranek 1989 roku, kiedy po całonocnej podróży luksusowym wagonem sypialnym, co samo w sobie zasługiwałoby na osobne opowiadanie, wraz z bratem Aleksandrem Kozą wysiedliśmy w Pitrze. Bo choć na całym świecie nazywano go wtedy Leningradem, to dla miejscowych on był i pozostanie Pitrem. Błękitne niebo, słońce, kanały, mosty, biel pałaców i złoto cerkiewnych kopuł. Po Moskwie była to jakaś nieprawdopodobna ulga – tu pierś podnosiła się z zachwytu, a oczy chłonęły piękno; tam czułem się jak w wierszu Majakowskiego: Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą! Partia – to ręka milionopalca, w jedną miażdżącą pięść zaciśnięta. Wędrowaliśmy więc do mieszkania Wali (Walentyny) i Żorża (Georgija) Friedmanów: ja zachwycałem się bez opamiętania, wydając co chwila jakieś ochy i achy, a Aleksander syczał mi za plecami przez zęby: „To wszystko na krwi ludzkiej postawione! Czy ty wiesz, ile istnień ludzkich pochłonęła ta carska fanaberia! Stawiać miasto w takim miejscu!”. W końcu dotarliśmy na miejsce. Małe mieszkanko mieściło się w suterenie starej kamienicy, dwa pokoiki połączone wąskim korytarzem. W jednym był gabinet Żorża wypełniony starodrukami, ikonami – nie wiem, jakim cudem zmieściły się tam biurko i kozetka do spania. Drugi pokoik zajmowała jego żona, a w wąskim korytarzyku, który pełnił rolę kuchni, na rozkładanych polówkach mieliśmy zamieszkać my. W toalecie o powierzchni metr na metr wprost nad sedesem wis (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Paweł Krupa OP - ur. 1965, dominikanin, historyk mediewista; był dyrektorem Instytutu Tomistycznego, autor m.in. "Jutro ma na imię Bóg. O modlitwie bardzo osobiście" (2015); obecnie jest kapelanem sióstr dominikanek klauzurowych w Radoniach pod Warszawą. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

IDĄCE PO LINIE

W BOŻYM OGRÓDKU: BRAT PASCAL (1905 - 1966)

Pycha

Napomnienie z miłością

WIELKI WYBUCH MIAŁ SWÓJ WYBUCH


komentarze



Facebook