WE MNIE SIĘ PRZEMIENISZ
Karmiąc się Ciałem, równocześnie karmimy się Krwią, a karmiąc się Krwią, równocześnie karmimy się Ciałem, bo w każdej postaci eucharystycznej jest cały Chrystus, a nie tylko jego arytmetyczna połowa.

FOT. JAMES COLEMAN / UNSPLASH.COM


Maciej Muller: Dlaczego jemy ciało Pana Boga? Ten znak wydaje się mało subtelny...

Dominik Jurczak OP: Od początku chrześcijanie byli z tego powodu wyśmiewani – bo z zewnątrz wygląda to na jakiś rodzaj rytualnego kanibalizmu. Zrozumiemy ten znak, kiedy przeczytamy Pismo Święte i odkryjemy, że to przedłużenie tego, co robi Jezus i o co prosi uczniów w Wieczerniku: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. […] Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,27–28). Dlatego nie powinno nas dziwić, że liturgia postawiła w centrum karmienie się tym Ciałem i Krwią. Już ojcowie Kościoła nauczali, że ono nie tyle podtrzymuje nasz metabolizm, co nas przemienia wewnętrznie. Spożywając Eucharystię, przemieniamy się, stajemy się Chrystusem, upodabniamy się do Niego. Dopełniamy w sobie życie wieczne rozpoczęte na chrzcie świętym.

W jaki sposób zachodzi ta przemiana?

To pytanie analogiczne do pytania o to, co się dzieje w trakcie mszy świętej – jak to możliwe, że chleb i wino stają się Ciałem Chrystusa i Jego Krwią. Te przemiany dokonują się sakramentalnie i realnie. Kiedy spożywamy Ciało, faktycznie upodabniamy się do Chrystusa. Dzieje się to nie tyle na płaszczyźnie fizycznej, co „metafizycznej”, to znaczy wykraczającej poza to, co opisywalne, dotykalne i mierzalne.

Jak to wytłumaczyć dzieciom, które chcą wiedzieć, co to znaczy, że na ołtarzu jest Ciało i Krew Chrystusa? Rodzice czasem nieświadomie wchodzą w narrację protestancką, tłumacząc, że to taki symbol. Niemniej na poziomie atomowym nic się nie zmienia, na poziomie zmysłowym niczego nie dostrzegamy. Smakuje tak samo i wygląda tak samo. Co to znaczy, że przemiana jest realna?

Problem z mówieniem o każdej tajemnicy – dotyczy to też Eucharystii – polega na tym, że musimy się posługiwać jakimiś słowami. Te, których zwykliśmy używać, są obciążone – i teologicznie, i filozoficznie. „Symbol”, „symbolicznie”, „realnie”, „substancjalnie”, „fizycznie”, „metafizycznie” – to wyrażenia, wokół których toczyły się spory. Dla nas „symbol” oznacza coś innego niż dla chrześcijan pierwszego tysiąclecia, dlatego że słowa zmieniają swoje znaczenie. Obecnie „symbol” rozumiemy jako coś gorszego, mniej realnego czy prawdziwego, niepełnego, odnoszącego się jedynie do jakiejś rzeczywistości. Tymczasem pierwsi chrześcijanie nie mieliby problemu z nazwaniem Eucharystii symbolem, bo dla nich „symbol” oznaczał coś, co ma bezpośredni kontakt z rzeczywistością samą w sobie, coś, co nie jest słabszym sposobem istnienia, przeciwnie, co jest najmocniejszym kontaktem z rzeczywistością. Grecki czasownik symballo odnosił się do łączenia w jedno dwóch rozdzielonych części, z których jedna być może pozostaje niewidoczna dla wzroku, lecz to jeszcze za mało, by stwierdzić, że nie istnieje.

Te problemy dotyczą każdego słowa, także tych, których próbujemy użyć do opisu Eucharystii. Bo to opowieść o czymś, co przekracza dotykalność, fizyczność.

Ale co oznacza katechizmowa nauka, że mamy do czynienia z rzeczywistością?

Rzeczywistość realna Eucharystii to termin użyty i zdogmatyzowany przez Sobór Trydencki. Chodzi o to, że Chrystus jest obecny w konsekrowanym chlebie i winie vere, realiter, substantialiter – w sposób prawdziwy, realny i substancjalny. Nie jest to tylko pobożne wspomnienie, ale prawdziwa rzeczywistość.

A co z podejściem protestantów?

Protestanci do prawdy o Eucharystii próbują podejść z innej strony, podkreślając, że tam, gdzie są modlący się razem ochrzczeni, tam obecny jest Chrystus. Dlatego większość z nich nie będzie obstawała za sformułowaniem realnej obecności Chrystusa w chlebie i winie poza Eucharystią. Takie stwierdzenie poza modlącą się wspólnotą nie bardzo ich interesuje. I nie ma się co dziwić czy mieć z tego tytułu pretensje. Katolicy na zagadnienie Eucharystii próbują spojrzeć szerzej, bardziej kompleksowo: kiedy sprawuje się Eucharystię, to, owszem, Chrystus jest obecny w konsekrowanych darach, lecz pozostaje w nich również wówczas, gdy Eucharystia się kończy. Innymi słowy, nie jest tak, że z tym chlebem i winem w trakcie mszy zupełnie nic się nie stało. Nie jest już to ten sam chleb i to samo wino, co wcześniej. One zatem się zmieniają lub, mówiąc dokładniej, przemieniają. Prowokacyjnie dopowiem: być może protestantom, którzy akcentują rolę modlącej się wspólnoty, brakuje dogmatycznej pewności odnośnie do postaci eucharystycznych, jednak nam, katolikom, którzy co prawda mamy prawdziwą, realną i substancjalną obecność Chrystusa, zdarza się zapominać, że Eucharystia to dzieło całego Kościoła, a nie jedynie kapłanów posiadających władzę święceń.

Podczas mszy wierni otrzymują konsekrowane opłatki wyjęte z tabernakulum. Tymczasem w marcu 2018 roku papież Franciszek podczas jednej z audiencji środowych powiedział tak: „Kościół usilnie pragnie, aby wierni otrzymywali ciało Pańskie z hostii konsekrowanych podczas tej samej mszy świętej”.

Zacznijmy od tego, że tabernakulum jest miejscem, w którym przechowuje się rezerwę chleba eucharystycznego w dawnych czasach przeznaczoną między innymi dla chorych. Po Eucharystii zanoszono im fragment Ciała Pańskiego jako symbol – i to w tym najgłębszym sensie, jako wyraz rzeczywistości, trwania i jedności w Kościele. Ale odbywało się to na zasadzie wyjątku, a nie normy. Notabene do dzisiaj w wielu katolickich Kościołach Wschodu nie ma rezerwy eucharystycznej, co nie znaczy, że negują one lub nie wierzą w realną obecność Pana Jezusa. Po prostu tradycja przechowywania Ciała Pańskiego poza Eucharystią i sam kult eucharystyczny kształtowały się tam odmiennie niż na Zachodzie chrześcijaństwa. Zwłaszcza po Soborze Trydenckim pod wpływem dyskusji z protestantami – często także dla zaznaczenia różnicy – silniej akcentowano prawdę o prawdziwej, realnej i substancjalnej obecności Chrystusa w Eucharystii i tabernakulum stawało się centralnym miejscem kościołów, przed którym, dla wyrażenia wiary, należało przyklęknąć. Czasami widać, jak katolicy zachodni przyzwyczajeni do tego, że w kościele jest tabernakulum, odczuwają dyskomfort i rozpaczliwie szukają takiego punktu oparcia, gdy wchodzą do kościołów wschodnich, w których kult eucharystyczny rozwijał się odmiennie, i dlatego tabernakulum tam nie ma lub nie jest widoczne. Jednak powiedzmy wyraźnie: to nie tabernakulum stanowi centrum kościoła, ale sama Eucharystia. Doskonale wiedzą o tym ci chrześcijanie, którzy nie mają przywileju cotygodniowej mszy, na przykład ze względu na brak powołań. Pozostaje im „tylko” liturgia Słowa i adoracja. Bez Eucharystii tabernakulum traci swój sens (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jurczak OP - ur. 1980, dominikanin, dyrektor Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego w Krakowie, członek Międzynarodowej Komisji Liturgicznej Zakonu Kaznodziejskiego i promotor liturgii w Polskiej Prowincji Dominikanów oraz Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego Archidiecezji Krakowskiej, wykładowca w Papieskim Instytucie Liturgicznym "Anselmianum" oraz na Papieskim Uniwersytecie "Angelicum" w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

DUCH ŚWIĘTY A MY?

PANIE, NIE JESTEM GODZIEN

WSZYSTKIM I WSZĘDZIE

Zaskakujący horyzont

PRZEPROWADZKA


komentarze



Facebook