POKORNY BÓG
Gdy zawiedziemy się nie tylko na innych, ale przede wszystkim na sobie, dopiero wtedy możemy odkryć, czym jest Boże miłosierdzie. "Jezu, ufam sobie" przemienia się w "Jezu, ufam Tobie". W tym momencie zmienia się wszystko.

Krzysztof Pałys OP

– Jestem pewien, że będę miał udział w przyszłym życiu – miał powiedzieć do swoich uczniów legendarny Elimelech z Leżajska. Słysząc te zuchwałe słowa, uczniowie byli zdumieni:

– Ależ mistrzu, jak ty możesz tak mówić?

– Jestem tego pewien – upierał się.

– Zatem wytłumacz nam jak?

– Kiedy mnie zaprowadzą przed trybunał niebieski i spytają: Czy uczyłeś się jak należy? – będę musiał odpowiedzieć: Nie. Spytają więc: Czy modliłeś się jak należy? I znowu będę musiał odpowiedzieć: Nie. – Czy jak należy czyniłeś dobro? – Po raz trzeci będę musiał odpowiedzieć: Nie. Wówczas oni odrzekną: Powiedziałeś prawdę i ze względu na prawdę możesz mieć udział w przyszłym życiu.

Pewien dominikanin wyznał, że do zakonu nie pociągnął go wcale dominikański charyzmat ani nawet – co może się wydać zdumiewające – Bóg, lecz dewiza „veritas”. Jego życie było bowiem tak zagmatwane i pełne kłamstwa, że zatęsknił za prawdą. Sam Jezus nauczał, że odkrycie prawdy jest wyzwalające. Powiedzmy sobie jednak szczerze: jest to proces bolesny i niełatwy do przyjęcia. Kiedy zostajesz skonfrontowany ze sobą, zaczynasz rozumieć, kim jesteś. Z trwogą odkrywasz, że jesteś chciwcem, narcyzem, zachłannym egoistą, dążącym do tego, by innych sobie podporządkować. Od tej prawdy nie ma już dokąd uciec, gdyż inny człowiek nosi w sobie ten sam mrok.

Poznanie prawdy wiąże się z odkryciem, że nic nie jestem w stanie osiągnąć własnymi siłami. Poznać prawdę, to jednocześnie zrozumieć, że choćbyśmy posiedli wszystkie możliwe cnoty, nie możemy wejść do królestwa. Próba samodzielnego zerwania zasłony, która oddziela śmierć od nieśmiertelności, jest równie skuteczna, co doskoczenie do księżyca. Żaden człowiek, choćby posiadł wszystkie umiejętności tego świata, nie jest w stanie tego dokonać. Ewangeliczny bogacz, będąc w szeolu, próbował się dowiedzieć, co może zrobić, aby zyskać życie wieczne. W odpowiedzi usłyszał, że nie ma nic takiego, co mógłby uczynić. Żył w kłamstwie, naiwnie sądząc, że jego życie należy do niego. Wrodzony lęk przed śmiercią złudnie mu podpowiadał, że jest w stanie zatrzymać coś dla siebie, aby nie zginąć. Dziecinnie sądził, że im więcej rzeczy zdobędzie, tym większą uzyska gwarancję przeżycia.

Starożytny list Barnaby przestrzega, że jedną z najgroźniejszych pokus dla chrześcijanina jest widzenie siebie jako już usprawiedliwionego. Oto zatem najlepszy sposób, aby uczynić z człowieka demona. Wystarczy traktować go jak Boga albo tak, jakby już był święty.

Jeżeli upadniecie, zaraz się upokórzcie

Historia wywodząca się z tradycji ojców pustyni opowiada o mnichu, który przyszedł do starca, prosząc go o pomoc: Co mam robić, bo szarpie mnie pokusa próżnej chwały? (W domyśle: ma się już czym chwalić). Starzec mu odpowiedział: I słusznie, ponieważ to ty stworzyłeś niebo i ziemię. Słysząc te słowa, ów brat zrozumiał swoją ukrytą pychę i rzucił się na ziemię ze słowami: Wybacz mi, ojcze, bo nic takiego nie zrobiłem. Jeśli zatem Ten, który nas stworzył, przyszedł w pokorze, to dlaczego człowiek, który jest błotem, zaczyna się pysznić?

Ktoś obliczył, że w dzienniczku siostry Faustyny najczęściej występującymi słowami są „nędza” i „miłosierdzie”. Gdy Jezus mówi: „biedni grzesznicy”, po prostu widzi, że grzech to nic innego jak wielka ludzka bieda.

Każdy spowiednik wie, że najtrudniejsze spowiedzi to wcale nie te, kiedy przychodzą wielcy grzesznicy, ale te, gdy pojawia się penitent, któremu brak jakiejkolwiek skruchy serca i uporczywie twierdzi, że przecież są gorsi. Zazwyczaj takie spowiedzi rozpoczynają się od słów: „Generalnie jestem dobrym człowiekiem”. Jezus napomina, aby nie mieć o sobie zbyt dobrego mniemania, bo dobry jest jedynie Bóg. Brak skruchy serca prowadzi do wyniosłości, a ta sprawia, że słowo Boże odbija się jak od szyby. „Straszna to rzecz, jeśli ludzie, których Bóg powołał do siebie, są tak zatwardziali, że nie pociągają ich już rzeczy Boże: ani modlitwa, ani żadne dobre praktyki; pociągają ich natomiast inne rzeczy, cieszą ich, sprawiają im przyjemność, podczas gdy wobec Boga serca ich są jak z kamienia” – z goryczą stwierdza dominikański mistyk Jan Tauler. Kiedyś jeden z braci pytał:

– W jaki sposób bojaźń Boża wstępuje w duszę człowieka?

– Jeśli człowiek jest pokorny i ubogi, a nikogo nie sądzi, to przychodzi na niego bojaźń Boża – usłyszał w odpowiedzi.

– Jeżeli upadniecie, zaraz się upokórzcie. Pan wam przebaczy – nauczali święci ojcowie. Postęp duchowy nie zależy od dobrego mniemania o sobie, ale wyłącznie od skruchy. Ze wszystkimi grzechami możemy się z czasem oswoić, złudnie myśląc, że tak naprawdę jesteśmy w porządku. Są gorsi. Tysiąc grzechów, które oddamy Bogu, przyniesie nam wolność, ale jeden, który zatrzymamy dla siebie, nas zniszczy, powtarzał Tauler.

Jakie są te nasze wielkie dzieła? Cóż takiego mamy, czego byśmy nie otrzymali? – pytał retorycznie Koryntian apostoł Paweł. Prawdziwa pokora rodzi się z wizji świętości Boga, z odkrycia, jakim pyłem jesteśmy my, a kim jest On. Żadnego dobra nie przypiszemy już sobie.

W rytuale pogrzebowym znajdziemy wspaniałe tłumaczenie Psalmu 103:

Dni człowieka są jak trawa, Kwitnie on jak kwiat na łące.

Wystarczy, że wiatr go zdmuchnie – już znika.

I wszelki ślad po nim ginie.

Tacy malutcy jesteśmy, a miłosierdzie Boże ogromne. W tym cała nadzieja.

Najwięksi prorocy nie mieli o sobie zbyt dobrego mniemania. I nie była to fałszywa kokieteria. Kiedy Abraham ujrzał Boga, nazwał siebie prochem i popiołem. Izajasz mówił, że jest mężem mającym wargi nieczyste, a psalmista określił siebie robakiem. Wystarczy spojrzeć na Maryję, która stała się tak pokorna, że aż świecąco-przezroczysta. Ona doskonale wiedziała, że jest nikim, a wszystko zawdzięcza Bogu. Serca świętych nie są wyniosłe, a im bliżej się znajdują Boga, tym większą mają świadomość własnej nicości. Tę pozorną sprzeczność tłumaczy Doroteusz z Gazy:

Pamiętam, że kiedyś, podczas rozmowy o pokorze, pewien znakomity obywatel miasta Gazy, słysząc nasze słowa o tym, że im bliżej ktoś jest Boga, tym bardziej widzi swój grzech, zdziwił się i powiedział: (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Krzysztof Pałys OP - ur. 1979, dominikanin, prowincjalny promotor powołań, rekolekcjonista. Prowadzi blog "Światła Miasta" - Kpalys.blogspot.com. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

O LUDZIACH, KTÓRZY SIĘ NIE NADAJĄ

Bóg pojawia się incognito

CHWILE, W KTÓRYCH SPOTYKAMY BOGA

NIKT CZYLI KTOŚ

NIE MUSZĘ BYĆ ZADOWOLONY


komentarze



Facebook