ZAMIENIONE W ZŁOTO
Chrystus nie pyta wprost o wiarę, czy wierzyłeś we Mnie zgodnie z orzeczeniami dogmatycznymi pierwszych soborów, ale czy twoja wiara (ta z soborów) "wcieliła się" w konkretne formy... czy kiedy byłem głodny, to dałeś Mi jeść.

ks. prof. Piotr Roszak

Naszą kulturę opanowały programy lojalnościowe – zbierając pieczątki albo nabijając punkty na specjalną kartę, możemy je w przyszłości wymienić na pralkę, rower lub kawę. Wiadomo, im więcej punktów, tym pozycja negocjacyjna lepsza. Takie właśnie wymierne myślenie kształtuje nierzadko nasze podejście do uczynków, które zapisywałyby się na niewidzialnej karcie, a w stosownym momencie podczas sądu ostatecznego zostałyby zamienione na życie wieczne (najgorzej, jeśli komuś zabrakłoby jednego dobrego uczynku do zbawienia). Sprawia to wrażenie, że człowiek powinien nade wszystko zapracować na własne zbawienie, inwestując w uczynki, za którymi stoi premia.

Z drugiej strony pojawia się przekonanie, że najważniejsza jest wiara, a uczynki są jedynie fakultatywnym dodatkiem. Przypomina to korzystanie z windy do nieba, do której wystarczy wsiąść i wybrać przycisk „niebo”: lepiej nie pomylić go z przyciskiem „piekło” lub „czyściec”. Na tym właściwie polegałaby tajemnica życia. Nie ma żmudnego wchodzenia po schodach, męczenia się uczynkami. Jeśli się na początku uwierzy (przycisk niebo), to nie ma znaczenia, co będzie się działo w windzie – ona i tak dowiezie nas na wybrane piętro. A jednak, gdy wczytujemy się w teksty ewangeliczne, to dostrzegamy w nich przestrogę przed wiarą, która usycha z braku uczynków, a zaraz potem ostrzeżenie przed koncentrowaniem się na aktywizmie, który wyjaławia wewnętrznie.

By uporządkować kwestię wiary i jej relacji do uczynków, trzeba zwrócić uwagę na opis życia ludzkiego, jaki znajdujemy w Piśmie Świętym. Znamienne, że autorzy często się posługują obrazem ziarna (np. gorczycy), a św. Paweł czyni z niego klucz do tajemnicy zmartwychwstania.

Dobre czyny są jak to ziarno – zniszczalne, bo zamknięte w skończoności – z którego rodzi się coś innego: każdy mój dobry czyn płynący z wiary zaczyna we mnie proces, który zaowocuje w przyszłości. Nie jest to przycisk z opóźnionym startem, który zbawienie przesuwa na kiedyś po śmierci. Święty Paweł wymownie zachęca do tego, aby „z bojaźnią i drżeniem” nie tyle zabiegać (jak się zabiega o czyjeś względy), ile sprawiać (katergazesthe) zbawienie (por. Flp 2,12).

Wiara w stanie „ciekłym”?

Pytanie o to, czy liczy się sama wiara, związane jest z tym, że dość często oddzielamy to, co jest jej istotą, od sposobów jej wyrażania. Podlegamy procesowi, który niemiecki filozof religii Bernhard Welte określał jako bezistocie: skupiamy się na tym, co jest zewnętrzne (forma), zapominając o tym, co fundamentalne (istota). Ciekawi nas otoczka, bo przyciąga uwagę, ale to sprawia, że nie zawsze docieramy do sedna: łatwiej ją powielać w konkretnym wydaniu kulturowym, niż chwytać esencję i przenosić ją w swoje okoliczności życia, a przecież rozwój życia duchowego na tym polega.

Czy można jednak skalpelem odciąć wiarę i poznać ją w stanie czystym, jakby po odsączeniu czegoś, po czym zostaje właściwa substancja? Czasem naukowcy podejmują się próby wyodrębnienia takich substancji, choć są to bardzo skomplikowane procesy. Istnieją rzeczy, których nie da się tak wyciągnąć, choć teoretycznie można o nich w ten sposób rozprawiać, na przykład prąd. Samo jego teoretyczne istnienie to mało, muszą być przewodniki (lepiej lub gorzej przewodzące), bo nie da się przynieść prądu w wiaderku. Podobnie wiara jest przewodzona przez uczynki.

Wiara łącząca łaskę Boga i oddanie człowieka jest wprowadzeniem w życie Boga, drogą przebóstwienia, początkiem życia wiecznego już tutaj, na ziemi. Nie chodzi o to, aby dostarczyć ją z punktu A do punktu B nietkniętą, jak w czasie zabawy, kiedy ludzie biegną ze szklankami wody i boją się ją wylać, gdyż tu chodzi o rozwój, pomnażanie, a to opisuje kategoria uczynku. Nie chodzi o przekaz abstrakcyjnej prawdy, ale prawdy będącej zasadą życia, bo człowiek nie jest samą inteligencją, a propozycja wiary dotyczy całego człowieka. Jezus zachęcał nie tyle do naśladowania czystej wiary Abrahama, ile jego czynów (por. J 8,39). Dlatego pełnia wiary to połączenie z miłością, czyli jak mawiali scholastycy fides caritate formata: wiara ukształtowana przez miłość.

Do tak naszkicowanego obrazu warto dodać jeszcze inspirujące zdanie św. Tomasza, że wiara nie ogranicza się do twierdzeń czy zdań, bo my nie wierzymy w zdania (nawet te z Credo), ale w to, co one oznaczają i na co wskazują. Akt wiary obejmuje nie tylko przedmiot (wierzę w Boga), ale także świadectwo Boga, który do wiary zaprasza, prowadzi przy wolnej akceptacji człowieka (wierzę Bogu) i stanowi cel tej drogi, a więc przyciąga niejako na zasadzie celu (wierzyć w stronę/w kierunku Boga). Pokazuje to wiarę jako coś więcej niż postawę intelektualną, gdyż integrującą także uczucia i działania. Sam czyn to nie jest zewnętrzny „przysiad”, ale cały proces decyzyjny. Jest już działaniem na poziomie namysłu, wyboru środków, decyzji i jej realizacji. To specyficzny dialog intelektu i woli, w którym harmonizują się prawda i dobro. (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Piotr Roszak - ur. 1978, kapłan diecezji toruńskiej, doktor habilitowany, wykładowca na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Uniwersytecie Nawarry w Pampelunie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZASKAKUJĄCO WIERNA KARYKATURA

Zaryzykować miłość

KOŚCIÓŁ W AKCJI

Refleksje nad stworzeniem

SZALONA NADZIEJA


komentarze



Facebook