ON I ONE
Kobiety Ewangelii, kochające Jezusa, służące Mu, to bohaterki heroicznej wiary, tak heroicznej, że pozwoli im ona dochować wierności także wtedy, gdy odważniejsi zwątpią czy wezmą nogi za pas. I w nagrodę to one pierwsze usłyszą orędzie zmartwychwstania.

 

Danuta Piekarz

Jeśli chcemy zobaczyć, w jaki sposób Jezus traktował kobiety, musimy pamiętać, że materiał, którym dysponujemy, jest stosunkowo skąpy. Prawdziwą rozmowę, dłuższą niż dialog typu „pytanie – odpowiedź” Jezus prowadzi tylko z kilkoma kobietami (Samarytanką, Kananejką, Martą i Marią Magdaleną), a wzmianki o dotknięciu kobiet znajdziemy jedynie w opisach cudów: Jezus bierze za rękę córkę Jaira czy teściową Piotra, kładzie ręce na kobiecie pochylonej. Czyż wędrując z grupą kobiet, nigdy nie powiedział im czegoś istotnego? Czy Maria Magdalena musiała czekać aż do zmartwychwstania, by usłyszeć, jak zwraca się do niej po imieniu? Na pewno tak nie było, ale ewangeliści nie zaspokajają naszej ciekawości.

Wiara, nie frędzle

W czasie swojej działalności Jezus spotyka indywidualnie kilkanaście kobiet, z którymi rozmawia lub obdarza je życiem czy zdrowiem. Najbardziej niesłychane jest to, że istniała grupa kobiet wędrujących razem z uczniami Jezusa i usługujących Mu ze swego mienia. W świecie rabinackim taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia, także ze względu na częsty stan nieczystości rytualnej u kobiet. Jezus natomiast nie miał nic przeciw temu, by Maria z Betanii siedziała u Jego stóp w typowej postawie ucznia (por. Paweł u stóp Gamaliela), będąc prawdopodobnie jedyną kobietą w gronie mężczyzn. Ponadto kobiety są bohaterkami kilku przypowieści – rzecz nie do pomyślenia u rabinów – i to dość sympatycznymi, pomijając biedne panny głupie.

W spotkaniach Jezusa z kobietami można zauważyć pewne prawidłowości: Jezus nie tylko prowadzi je do wiary, odpuszcza im grzechy czy uzdrawia, ale umożliwia im integralny rozwój. Kobieta przychodzi do Jezusa z jednym problemem, a Jezus troszczy się także o inne aspekty jej życia.

Grzesznica z Ewangelii Łukaszowej przyszła okazać wdzięczność Jezusowi, tymczasem Jezus publicznie ogłosił ją czystą, mówiąc: „Odpuszczone są jej liczne grzechy”. Użyta forma czasownika wskazuje, że odpuszczenie grzechów miało miejsce w czasie jakiegoś wcześniejszego spotkania, ale teraz Jezus ogłasza to publicznie, by otoczenie kobiety, uważające ją dotąd za grzesznicę, dowiedziało się o jej nowym statusie wobec Boga i ludzi. Co więcej, Jezus dodaje, że ta kobieta okazała Mu dużo większą miłość niż uważany za pobożnego gospodarz. Łatwo można sobie wyobrazić, jak to wydarzenie zmieniło pozycję tej kobiety w miasteczku.

Z tego samego powodu Jezus wymaga od kobiety cierpiącej na krwotok, by wyjawiła to, że została uzdrowiona. Od dwunastu lat uchodziło z niej życie, od dwunastu lat nie mogła mieć dzieci. Choroba zrujnowała jej życie – nie tylko zdrowie, ale i mienie (zapłata dla lekarzy), pogorszyła też jej status społeczny. Kobieta chciała wykonać plan minimum, niejako wykraść cud, dotykając jedynie skraju szaty Mistrza. Jezus jednak chciał osobiście ofiarować jej ten „ukradziony cud”, dlatego zapytał, kto się Go dotknął. Można by pomyśleć, że chciał upokorzyć biedną kobietę, która musiała wyjawić publicznie tak krępującą chorobę. Jednak dzięki temu Jezus nie tylko przywrócił jej zdrowie, ale równocześnie przywrócił ją społeczeństwu. Co więcej, pragnął uzdrowić ją całą, uwolnić od magicznego myślenia („dotknę frędzli i ucieknę”) i zachęcić do relacji z Nim, podkreślając jej wiarę („Twoja wiara cię uzdrowiła”); gdyż tym, co uzdrawia, jest relacja z Jezusem, a nie magiczne gesty.

Na jej pamiątkę

Gdy rozważałam ewangeliczne opisy spotkań Jezusa z kobietami, nasuwało mi się jedno słowo, bardzo charakterystyczne dla kobiecej wrażliwości: „dar”. Jakże często kobieta pragnie obdarować Jezusa cennym olejkiem, posługą, okazaniem wdzięcznej miłości… tymczasem to On pragnie być największym darem. Prosi Samarytankę o wodę (ostatecznie… nie wiemy, czy ją otrzymuje!), by dać jej wodę żywą. Nie ma nic przeciwko temu, by Maria z Betanii wylała na Jego głowę olejek wart więcej niż trzy miesięczne wynagrodzenia. Nie okazuje skrępowania odważną postawą Marii, która zapewne nie wylała olejku „z bezpiecznej odległości”, lecz wmasowała go w Jego włosy. Następnie Jezus broni ją przed zarzutami… apostoła, zapowiadając, że gdziekolwiek będą głosić Ewangelię, będą wspominać ten gest – dosłownie: na jej pamiątkę (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Danuta Piekarz - doktor teologii biblijnej, italianistka, wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II i w dominikańskim Kolegium Filozoficzno-Teologicznym w Krakowie; od wielu lat współpracuje z salwatoriańskim Centrum Formacji Duchowej w Krakowie jako tłumaczka i konferencjonistka; autorka książek: "(Nie) bój się Boga. Co Biblia mówi o lęku?"; "Słowo, które stwarza. Medytacje nad Starym Testamentem", "Słowo, które zbawia. Medytacje nad Nowym Testamentem". Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZASŁONA JUŻ NIEPOTRZEBNA

TRZY RAZY DOOKOŁA ŚWIATA

PRZEWODNIK LITURGICZNY

CZY PAN BÓG MA IMIĘ?

BOSKI PAKIET


komentarze



Facebook