Archwium > Numer 548 (04/2019) > Wiara i magia > PIĘĆ WARUNKÓW PRZYJAŹNI

PIĘĆ WARUNKÓW PRZYJAŹNI
Jeśli chcemy mieć prawdziwą relację z naszym Aniołem Stróżem, musimy mu pozwolić na to, aby nim był. On schodzi do nas po niebieskiej drabinie po to, aby nas po tej samej drabinie wprowadzić do nieba.

FOT. TANIA OROZCO / UNSPLASH.COM


Janusz Pyda OP

Anioły cieszą się dziś ogromną popularnością. Liczba książek, filmów, konferencji, artykułów, a nawet albumów im poświęconych może radować albo… martwić. Dlaczego zainteresowanie aniołami może nas cieszyć, nie trzeba tłumaczyć. Dlaczego jednak to samo zjawisko może budzić zaniepokojenie, nie jest już chyba tak oczywiste. Zatrzymajmy się zatem na chwilę przy tym problemie. Otóż zdarza się nam zapominać, że nie każda wiedza jest znajomością. Jeśli zaś mówimy o świecie osób, różnica pomiędzy wiedzą o danej osobie a jej znajomością bywa ogromna. Wiedzę o kimś możemy zdobyć, gromadząc informacje na jej temat. Znajomość drugiej osoby osiągamy wyłącznie poprzez miłość. Poznać można, tylko kochając. Do gromadzenia informacji o naszym bliźnim wystarczy obecnie internet. Zdarza nam się, że dużo o kimś wiemy, choć zupełnie go nie znamy – co więcej, on czy ona nie zna również nas. Możemy być czyimiś fanami, znawcami biografii takiej czy innej sławy, podglądać naszego bliźniego przez firankę bądź plotkarskie portale, co nie zmienia tego, że ani my go nie znamy, ani on nie zna nas. Piszę o różnicy pomiędzy wiedzą o kimś a znajomością kogoś, ponieważ mam wrażenie, że w przypadku popularności aniołów w naszej wierze dosyć często dochodzi do głosu bardziej ciekawość erudyty-hobbysty typu religijnego (bądź, co gorsza, pogańsko-zabobonnego), niż chęć poznania opartego na miłości właściwej chrześcijaninowi.

Dlatego właśnie nie będę się koncentrował na anielskich ciekawostkach – choćby najbardziej zasadnych teologicznie. Nie chcę nikomu dostarczać wiedzy o aniołach opartej na chwytliwych szczegółach z filozoficznej czy teologicznej angelologii. Moim celem jest raczej przedstawienie tych prawd wiary o aniołach, które realnie wpływają na naszą z nimi relację. Chcę przedstawić pięć prawd wiary dotyczących aniołów, dzięki którym możemy nie tyle zdobyć wiedzę, ile raczej zbudować relację z tym konkretnym aniołem, który został posłany przez Boga, aby pewnie i bezpiecznie doprowadzić nas do życia z Bogiem. Pytanie zatem brzmi: Co zrobić, aby zaprzyjaźnić się ze swoim aniołem?

Pragnienie nieba

Proszę wybaczyć, że odwołam się do osobistego doświadczenia, ale chyba tylko w ten sposób mogę wyjaśnić pierwszą i najbardziej podstawową prawdę pozwalającą na budowanie relacji z aniołem.

Byłem kiedyś zapalonym koniarzem. Gdyby nie kontuzja, oszałamiające ceny i brak czasu, zapewne do dziś spędzałbym w siodle każdą wolną chwilę. Nie w tym jednak rzecz. Dla naszych rozważań chcę wykorzystać wspomnienie początków moich jeździeckich przygód. A zaczęło się tak, że godzinami wisiałem na ogrodzeniu parkuru jednej z podkrakowskich stadnin, obserwując, jak jeźdźcy ćwiczą skoki przez triplebarre, murki czy oksery. Stałem i podziwiałem prawdziwy cud współpracy konia i jeźdźca. Wszystko mi się w tym podobało. Poza jednym. Wydawało mi się, że – z rozmaitych zresztą powodów – na jeździectwo mogę sobie tylko popatrzeć. Któregoś dnia podszedł do mnie chłopak, trochę starszy ode mnie, jeździec, którego wielokrotnie widziałem na koniu. Zdjął toczek (taki klasyczny, zamszowy) i zagadnął, wskazując na konia i jeźdźca, których aktualnie obserwowałem na parkurze. – Klasa, nie? On jeździ dopiero pół roku, a skacze – niebywałe – na zimnokrwistym koniu. Chcesz spróbować?

Nie pamiętam, co odpowiedziałem, ale pamiętam, że następne tygodnie spędziłem, pracując w stajni. Panowało bowiem wtedy jeszcze przekonanie, że dosiąść konia może dopiero ten, kto zdążył – proszę wybaczyć – prześmierdnąć stajnią. Zrobiłem więc wszystko, co w mojej mocy, żeby dosiąść konia jak najszybciej i aby wszyscy fizycznie czuli, że mam do tego prawo. Mój „trener” wprowadził mnie najpierw w stajnie – co było dla nas obu korzystne. Po jakimś czasie wsiadłem na konia, a on trzymał lonżę. Aż pewnego dnia podeszła do nas trenerka. Mój „anioł stróż” odwrócił się do kobiety i powiedział: Mamo, on już daje radę. W ten właśnie sposób zaczęła się moja przygoda z jeździectwem. Okazało się, że trenerka zauważyła mnie kilka razy gapiącego się na trenujących i wysłała swojego syna, aby sprawdził – bez zobowiązań – kto zacz, czy rokuje, co da się z nim zrobić i ewentualnie „podgotował” mnie pod właściwe szkolenie. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że rola aniołów, a zwłaszcza Aniołów Stróżów, jest bardzo podobna do roli mojego pierwszego trenera. Przychodzą oni z nieba (zapewne nie śmierdzą stajnią), aby wrócić tam razem z nami. Pismo Święte mówi o tym w opisie wizji drabiny Jakubowej, po której aniołowie schodzą na ziemię i wchodzą z powrotem do nieba: „We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy się wspinali i schodzili po niej. A oto Pan stał nad nimi i mówił” (Rdz 28,12n). Tu dochodzimy do pierwszego warunku naszej przyjaźni z Aniołem Stróżem – musimy chcieć wejść do nieba. Gdybym nie stał codziennie przy ujeżdżalni i nie gapił się tęskno-zachwyconym wzrokiem na konie i jeźdźców, mój jeździecki anioł stróż albo nie zostałby posłany, albo – gdybyśmy się nawet spotkali – nie przejąłby funkcji stróża, czyli kogoś, kto wprowadza w upragniony świat. Być może wymienilibyśmy jakieś uwagi, zagadnęli do siebie i nic więcej (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Janusz Pyda OP - ur. 1980, dominikanin, absolwent filozofii UJ i teologii PAT. Duszpasterz akademicki w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PRZEWODNIK PO STANACH CHOROBOWYCH

Nauka ściągania masek

Niech lata wysoko

Pamięć i zapomnienie

Cztery zegarki i czas


komentarze



Facebook