Archwium > Numer 549 (05/2019) > Orientacje > WIELKI JAŁMUŻNIK UMARŁYCH

WIELKI JAŁMUŻNIK UMARŁYCH
"Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza"; Eric Karpeles; przeł. Marek Fedyszak Noir Sur Blanc, Warszawa 2019 s. 544

Marcin Cielecki

Do pokoju Czapskiego prowadzi osobna droga. Wizytę należy zacząć od pożegnania z domownikami Maisons-Laffitte. Uścisnąć dłoń Jerzemu Giedroyciowi, podziękować za obiad Zofii i Zygmuntowi Hertzom. Wyjść głównymi drzwiami, najlepiej głośno i jednoznacznie. Następnie przejść szybko i cicho na tyły budynku, gdzie znajduje się drugie wejście, i skradając się na palcach, wejść na piętro do pokoju Józefa Czapskiego. Wyobrażam sobie, że to musiał być widok pełen sprzeczności: on ponaddwumetrowy, a pokój to jedynie dwadzieścia dwa metry kwadratowe. Na tej niewielkiej przestrzeni Czapski rozłożył całe swoje powojenne życie: Katyń, sztalugi, wielotomowy dziennik, miłość. W łóżku leży więc z podkulonymi nogami.

Eric Karpeles znalazł swoją własną drogę do Józefa Czapskiego. Wszedł tylnymi schodami naszych wyobrażeń o nim i przedstawił go inaczej, niż się do tego przyzwyczailiśmy. Inaczej oznacza w tym wypadku książkę dystyngowaną, opowiadającą o człowieku pełnym emocji. A uczucia te udzielają się nie tylko autorowi, ale także czytelnikowi. Amerykański malarz nigdy o Czapskim nie słyszał, ale gdy zobaczył jego obrazy, postanowił zgłębić życie nieznanego mu artysty. Prawie nic jest pod tym względem książką szczególną. Nie powstała na zamówienie, lecz z czystego zauroczenia jednego twórcy drugim. Karpeles odkrywa Czapskiego zarówno dla siebie samego, jak i dla czytelnika. Autor widzi go przede wszystkim jako malarza, co dla nas w Polsce nie jest oczywiste. Przywykliśmy patrzeć na bohatera Prawie nic jak na tego, który świadczył o zbrodni katyńskiej. Na nieludzkiej ziemi i Wspomnienia starobielskie były dla nas ważniejsze niż twórczość malarska. Dawniej, kilkanaście lat temu, było to całkowicie zrozumiałe, choć dla samego Czapskiego takie szufladkowanie jest niesprawiedliwe. Bo przed i po Katyniu Czapski żył, malował i pisał. Wciąż czekają na nas jego listy, zaś dziennik intelektualny wydany jako Wyrwane strony jest jedynie niewielkim fragmentem wielotomowego diariusza. Karpeles widzi Czapskiego poprzez jego obrazy, a szkicując jego portret, jednocześnie – jak na malarza przystało – na dalekim drugim planie umieszcza siebie samego. Prawie nic jest zatem także dziennikiem podróży Karpelesa po skomplikowanej historii Polski i jej zupełnie współczesnych autostradach, muzeach, naprzemiennej nieufności i życzliwości, ale także odkrywaniem własnych historii rodzinnych. Malarz pisze o malarzu, dziecko nowego wieku pisze o świadku minionego.

Miłość

Czapski zawsze zwracał na siebie uwagę. Gdziekolwiek był, przewyższał wszystkich o głowę. Lwia czupryna, orli nos. Nie był przeznaczony do życia niskiego. Po lekturze Prawie nic dociera do mnie, że musiał żyć nie tylko pod nieustannym jarzmem cudzego wzroku, ale również pod ciężarem własnego osądu. Czapski, tak czule odmalowany przez Karpelesa, jest pełen przeciwieństw, jakichś okrutnych chichotów historii, doznanych niesprawiedliwości, konfliktu między tym, czego oczekuje świat, a tym, czego pragnie wewnętrznie. Miał zostać dyplomatą, może prawnikiem, ale po studiach zdecydował się na malarstwo. Studia, te najszczęśliwsze lata, spędzi w Rosji. Gdy skończy naukę, Polska odzyska niepodległość, a on będzie walczył przeciw krajowi lat młodzieńczych, lat studenckich. Wstąpi do armii, choć długo będzie się wadził z wewnętrznym przekonaniem o braku sensowności swojej obecności w niej. Był przecież pacyfistą. Po wojnie z Rosją bolszewicką kończy studia malarskie w Polsce i wyjeżdża na kilka lat do Francji. Chce malować, ale to inni odnoszą sukcesy. Chce tworzyć, ale tylko on spośród grupy przyjaciół zna najlepiej francuski, więc bardziej dba o innych niż o siebie. Wraca do Polski, gdy – jak mu się wydaje – jest już prawie-prawie malarzem. „Wyzbywszy się obsesji, że musi zostać malarzem – pisze Karpeles – był nim naprawdę”. Poznaje miłość swojego życia, Ludwika Heringa, a jednocześnie o względy Czapskiego walczyć będzie Catherine Djurklou. Czapski wybiera Ludwika i malarstwo. Catherine jest zdruzgotana. Po latach odnajdzie go i znów ofiaruje mu swoje uczucie. Wtedy jednak wybucha druga wojna światowa i nic już nie jest takie samo. Lata niewoli i lata bitew, wreszcie nowe granice, za którymi pozostała i Polska, i Hering, i szczęśliwe życie. Od tego momentu Czapski nie może już żyć własnym życiem, więc żyje życiem innych.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marcin Cielecki - ur. 1979, poeta i eseista. Autor zbioru esejów "Miasto wewnętrzne" oraz książek poetyckich "Ostatnie Królestwo" i "Czas przycinania winnic". Mieszka w Olsztynie z żoną i dwoma synami. Strzela z łuku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Diament

"Chrześcijaństwo nadziei", Droga nadziei", "Msza w kolorach tęczy", "Babilon", "Fronda"

LEGENDY DRUGIEGO MIASTA

"Rosja, katolicyzm, i sprawa polska"; "Jego brat"

BÓG OSWOJONY


komentarze



Facebook