WEŹ TĘ KSIĘGĘ I ZJEDZ
Słowo Boże jest chlebem, a nie deserem na wielką okazję, ono jest jak powietrze, którym oddycha się w dzień i w nocy, mając świadomość, że bez niego życie jest niemożliwe.

Danuta Piekarz

„Jak czytać Pismo Święte?”. Jako że jestem biblistką, dość często słyszę takie pytanie. Najchętniej odpowiedziałabym: „Jeśli ktoś jest głodny, znajdzie drogę do ust”, bo fundamentalny problem to odczucie głodu Słowa. Czytam nie dlatego, że lectio divina należy do praktyk pobożnego chrześcijanina, lecz dlatego, że łaknę i pragnę Bożego słowa. Jeśli Bóg jest dla mnie Kimś bardzo ważnym, chcę trwać w dialogu z Nim, słuchać Go, a nie tylko zagadywać. Im bardziej kogoś kocham, tym bardziej pragnę go poznać. Im ważniejsza jest dla mnie osoba, tym ważniejsze jest jej słowo. Pamiętam czas, gdy byłam zakochana. Co chwilę zerkałam do telefonu, by sprawdzić, czy on napisał…

Kiedy wyciągam ze skrzynki pocztowej list od bliskiej mi osoby oraz pismo ze spółdzielni mieszkaniowej, natychmiast otwieram pierwszą kopertę – ta druga musi poczekać. A gdyby listonosz przyniósł mi słowo Boże?

Nasz stosunek do Słowa jest pewnym wskaźnikiem jakości naszej relacji z Autorem Słowa. Psalmista tak mówi o tej tęsknocie: „Oczekuję na Twe słowo. Dusza moja oczekuje Pana bardziej niż strażnicy świtu” (Ps 130). Kto pracował na nocnej zmianie albo pełnił wartę na obozie harcerskim, dobrze zrozumie obraz stęsknionych strażników.

Nie zawsze jednak rzecz jasna odczuwamy głód Słowa, często – może nawet z reguły – towarzyszy nam duchowa oschłość, ale właśnie przełamując ją, dajemy Bogu szczególny dowód, jak ważne jest dla nas Jego słowo. Dlatego trzeba, żeby codzienny kontakt ze Słowem stał się czymś oczywistym, najlepiej o stałej porze. Nie musimy przecież się zastanawiać nad stanem naszych uczuć, gdy mamy myć zęby czy zjeść śniadanie. Jest oczywiste, że trzeba to zrobić, bo jest to słuszne i potrzebne. Ciało ma prawo do pokarmu… dusza też. I dusza też czasem cierpi na swoistą anoreksję, gdy traci łaknienie, a to nigdy nie jest zdrowy objaw. Słowo Boże jest chlebem, a nie deserem na wielką okazję, ono jest jak powietrze, którym oddycha się w dzień i w nocy, mając świadomość, że bez niego życie jest niemożliwe. W zbiorze mądrości żydowskich znajdujemy pouczenie na temat rozważania Tory: „Jeśli jakiś przypadek przeszkodzi nam uczynić to w czasie dnia, powinniśmy robić to nocą, nie kładąc się spać, dopóki nie spełnimy tej powinności”.

Nauczyciel cię wzywa

Na ważny moment trzeba wybrać dobry czas (jak powiedzieliśmy, najlepiej stałą porę) – nie wtedy, gdy głowa opada ze zmęczenia, ani nie wtedy, gdy domownicy mają do nas tysiąc pytań. Wiele osób lubi wstać pół godziny wcześniej, gdy jeszcze wszyscy śpią, by mieć czas na spokojne spotkanie ze Słowem. Warto też wybrać miejsce, w którym czujemy się dobrze – wygodne i zaciszne. Miejsce też ma świadczyć o tym, że będziemy robić coś, co jest dla nas bardzo ważne. Jeśli chcemy rozważać Słowo przy stoliku zagraconym rzeczami do zrobienia „zaraz po…”, jest niemal pewne, że myśli będą nam uciekać do tych rzeczy, ponadto przez ten „twórczy bałagan” okazujemy Panu Bogu, że spotkania z Nim nie traktujemy zbyt poważnie (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Danuta Piekarz - doktor teologii biblijnej, italianistka, wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II i w dominikańskim Kolegium Filozoficzno-Teologicznym w Krakowie; od wielu lat współpracuje z salwatoriańskim Centrum Formacji Duchowej w Krakowie jako tłumaczka i konferencjonistka; autorka książek: "(Nie) bój się Boga. Co Biblia mówi o lęku?"; "Słowo, które stwarza. Medytacje nad Starym Testamentem", "Słowo, które zbawia. Medytacje nad Nowym Testamentem". Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

CZY PAN BÓG MA IMIĘ?

ZASŁONA JUŻ NIEPOTRZEBNA

TRZY RAZY DOOKOŁA ŚWIATA

PRZEWODNIK LITURGICZNY

ON I ONE


komentarze



Facebook