ZAMIESZKAJMY RAZEM!
Starość nie jest chorobą. Chcemy, aby w naszych domach starsi ludzie w miarę możliwości mogli przeżyć życie do śmierci.

Dominik Jarczewski OP

– Tutaj jest salon, po lewej korytarz prowadzący do sypialni. Kuchnia… I łazienka, też pokazać? – Véronique, drobna, elegancka starsza pani oprowadza mnie po swoim mieszkaniu. Ściany pokrywają regały z książkami, na półkach zdjęcia dzieci i wnuków, a w jednym z pokoi na ścianie wisi ogromna orientalna taca. Meble stare, zadbane, z historią. Wszystkiego tu dużo, ale w najlepszym porządku. Jakby ktoś chciał zamknąć w tej skromnej przestrzeni zbyt bogate życie.

Spacerujemy po dawnych krużgankach franciszkańskiego klasztoru. Obowiązkowo zaglądamy do najnowszej chluby starszych państwa – ogródka, który wprawdzie jeszcze nie osiągnął pożądanego kształtu, ale już cieszy oko. Teraz ostrożnie, po schodach, bocznym wejściem do kościoła. Gdzie się zapala światło?

– Tutaj zawsze siadamy, kiedy animuję mszę świętą raz w miesiącu – pokazuje mi mąż Véronique, Jean-Claude. – Z boku jest nasza kaplica. Wieczorami spotykamy się na modlitwie. Oczywiście można przyjść o każdej porze. Każdy ma klucz – zaznacza. – A tutaj, proszę popatrzeć, jak się odsunie tę zasłonkę, to widzimy Najświętszy Sakrament. Możemy adorować, kiedy tylko chcemy.

Chwilę później idziemy do mieszkania Francine, energicznej siedemdziesięciolatki, która już czeka z dzbankiem kawy. Zdecydowanie więcej tu przestrzeni. Uwagę przykuwają obraz na ścianie, białe róże w wazonie, zdjęcia rodziny i kilka książek: o św. Teresie, jakiś modlitewnik, prasa religijna…

Jestem w Perpignan w Roussillon, na południowo-zachodnim koniuszku Francji. Przyjechałem zobaczyć pierwszy katolicki beginaż – dom, w którym grupa seniorów razem mieszka, pracuje i się modli. Alternatywa dla domów spokojnej starości. Skąd ten pomysł i czy się udał?

Copywriter się nawraca

Thierry Predignac to jedna z tych osób, które w życiu zawodowym unikają utartych ścieżek: nie szukają pracy, ale tworzą nowe zawody. Kiedy już jako dorosły człowiek i ojciec rodziny przeżył głębokie nawrócenie, nie mogło ono pozostać bez wpływu na jego życie zawodowe. Porzucił pracę w agencji reklamowej i zainwestował swoje talenty w coś, co wówczas nie istniało jeszcze we Francji: w 1989 roku stanął na czele pierwszej firmy zajmującej się zdobywaniem funduszy dla instytucji kościelnych. Kiedy w 2011 roku jego firma osiągnęła stabilną pozycję na rynku, uznał, że pora rozpocząć nowy rozdział w życiu: od momentu, gdy się nawrócił, jeden problem wciąż nie dawał mu spokoju – los starszych ludzi.

– Nasze społeczeństwo niezwykle szybko się starzeje. Jest wiele samotnych osób, a nawet jeśli ktoś ma dzieci i wnuki, to zazwyczaj mieszkają daleko i nie mogą się zająć rodzicami. Pozostają domy spokojnej starości, przed którymi, nie bez powodu, wielu się wzdraga. Zyskujesz bezpieczeństwo za cenę ubezwłasnowolnienia – tłumaczy.

Ten temat żył w nim przez lata, drążył go od środka, ale brakowało pomysłu i środków, by go podjąć. W końcu nadarzyła się okazja. Sprzedał firmę, a pieniądze postanowił zainwestować w chrześcijański dom dla seniora. Wiedział, co chce robić, ale nie wiedział, jak się do tego zabrać. O pomyśle opowiedział znajomym.

– A… czyli chcesz założyć beginaż? – usłyszał. Odpowiedź zbiła go z pantałyku.

Beginaż, czyli co?

Beginki powstały na początku XII wieku, ale okres świetności przeżyły pod koniec średniowiecza. Samotne kobiety decydowały się mieszkać razem, pracować i modlić się, ale nie składały ślubów zakonnych. To była wówczas zupełnie nowa forma życia wspólnotowego w Kościele i społeczeństwie. Dotychczas kobieta stawała zasadniczo przed prostym wyborem: albo wyjdzie za mąż, albo pójdzie do klasztoru. Samotna kobieta, której nie chronił mąż ani kraty klauzury, narażona była na wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwa. Beginaże stanowiły wyłom w tym systemie. Okazało się, że niezamężna kobieta może znaleźć równorzędne miejsce w Kościele i społeczeństwie. – W średniowieczu beginaże przyszły z pomocą kobietom. Dziś taką grupą szczególnie zagrożoną są starsi ludzie. Nasze domy mają pozwolić im na normalne życie, wolne od strachu, że gdy coś się przytrafi, nikt nie przyjdzie im z pomocą. Dają szansę na znalezienie towarzyszy życia – tłumaczy Predignac.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

POZA EKRANEM

NIEZAGOJENI

TROCHĘ CIENIA

PRZEKLEŃSTWA WOLNOŚCI

NAGRODA DLA WYTRWAŁYCH


komentarze



Facebook