Archwium > Numer 551 (07/2019) > Orientacje > ZAWÓD: SKLEPIKARZ

ZAWÓD: SKLEPIKARZ
"Trafikant"; reżyseria: Nikolaus Leytner; występują: Simon Morzé, Bruno Ganz, Johannes Krisch, Emma Drogunova, Regina Fritsch; Austria, Niemcy 2018 dystrybucja: Aurora Films

FOT. AURORA FILMS


Magdalena Wojtaś

W filmografii, a przez to pewnie w powszechnej świadomości, istnieją takie profesje, do których poza określonymi umiejętnościami trzeba mieć pewne dodatkowe predyspozycje. Ich przedstawiciele są postrzegani nie tylko jako wykonawcy tych zawodów, ale często niemal jako psychoterapeuci. Mimo braku wyszkolenia czy tytułu popartego dyplomem muszą znać ludzką psychikę, być dobrymi słuchaczami, wiedzieć, co trzeba w danej chwili powiedzieć, a kiedy zamilknąć. Ich klienci nie kładą się na kozetce, ale siedzą na barowych stołkach, popijając alkohol i opowiadając o nieudanym życiu, albo dzielą się swoją codziennością z tylnego siedzenia taksówki. Innym wdzięcznym obiektem, równie często wykorzystywanym w filmach, jest postać sprzedawcy. A dokładniej – sklepikarza. Takiego, który zna swoich klientów z imienia i nazwiska, pamięta ich upodobania, zapyta, jak leci i co u rodziny. Chciałoby się rzec, że to już nie zawód, to powołanie. Postać trafikanta sprzedającego tytoń i gazety w Wiedniu na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej wykorzystał Robert Seethaler, pisząc przed kilkoma laty swoją debiutancką powieść Trafikant, która została niedawno zekranizowana przez Nikolausa Leytnera w filmie o tym samym tytule.

Nowy obcy świat

Siedemnastoletni Franz wyjeżdża z rodzinnej wioski do Wiednia, by pracować u dawnego przyjaciela swojej matki Otto Trsnjeka w trafice. Już na początku dowiaduje się, że praca sprzedawcy polega nie tylko na samej sprzedaży, ale i na umiejętności rozmawiania z ludźmi, zapamiętywania ich upodobań i nawyków. To zajęcie wymagające zarówno znajomości towaru, jak również dyskrecji, obycia w bieżących wydarzeniach, uprzejmego zachowania. Trafika, choć niepozorna i niewielkich rozmiarów, staje się mikrokosmosem, w którym spotykają się przedstawiciele najróżniejszych profesji i światopoglądów – Żyd, komunista, adwokat, żona doktora, a wreszcie sam Zygmunt Freud, z którym młody bohater bardzo szybko nawiązuje serdeczną relację. W tle historii rodzi się narodowy socjalizm – nie ten wielki z przemówieniami Hitlera i paradami, ale mały, można by rzec: lokalny, w którym zwykli ludzie, dotychczasowi sąsiedzi, powoli stają się dla siebie wrogami. Drobne złośliwości przeradzają się w otwarte akty agresji, a obmowa w donosy.

Franz jest jednak jakby obok, przynajmniej na początku. Nowo poznane miasto jest dla niego wystarczająco obce i pochłaniające. Przedstawiając go, reżyser skupia się bardziej na jego dorastaniu, pierwszej miłości, poznawaniu ludzi. Pomysł, by opowiedzieć tego typu historię z perspektywy młodego chłopaka, nadaje jej pewnej lekkości. Tło polityczne na początku nie ma większego znaczenia, dopiero kiedy otoczenie Franza zostanie bezpośrednio dotknięte zdarzeniami, on sam zostanie w to wciągnięty. Rzucony w wir wydarzeń, będzie musiał szybko dorosnąć i wybrać – nie tyle po jakiej stronie się opowiedzieć, ile jakiej wizji samego siebie chce pozostać wierny.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Magdalena Wojtaś - absolwentka filologii polskiej i germańskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

CIERPKI SMAK LATA

GŁOWĄ W MUR

W CIENIU KONFLIKTU

ŻAŁOBA W TRZECH AKTACH

JESTEM TUTAJ


komentarze



Facebook