PRZETRWANIE
Jesteśmy na etapie, że trawiącą nas chorobę da się wyleczyć. Ale za jakiś czas będzie za późno, organizm wejdzie w taką fazę choroby, że już nie będzie ratunku. Mamy ostatni moment.

FOT. MALCOLM LIGHTBODY / UNSPLASH.COM


Tomasz Maćkowiak: Boję się czytać kolejne artykuły o globalnym ociepleniu. Podobno wszystko już stracone. A skoro i tak wszyscy zginiemy, to po co się denerwować?

prof. Szymon Malinowski: Odpowiem tak: jest się czego bać, zagrożenie jest ogromne, ale przecież my nie znamy przyszłości i nie wiemy, co się stanie. Zatem nie da się powiedzieć, że wszystko stracone i wszyscy zginiemy.

No to po co ta panika?

To nie jest panika! Powody do obaw są realne i bardzo dobrze, że się o tym wszystkim coraz głośniej mówi. Jako cywilizacja przekraczamy kolejne progi bezpieczeństwa klimatycznego. 

To brzmi dość enigmatycznie.

System klimatyczny to jest system podtrzymywania życia na naszej planecie. Bez klimatu nie ma życia. Zmiana klimatu to zmiana tego systemu, a więc i samego życia. 

To wiemy: żyjemy w gazowej otoczce wokół naszej planety.

Ta otoczka wydaje się nam z jednej strony nieistotna, bo jest dla nas czymś oczywistym – mówimy nawet, że traktujemy coś „jak powietrze”, czyli że jest nam to kompletnie obojętne. Z drugiej strony ta otoczka wydaje się taka ogromna, że jak patrzymy na daleki horyzont albo w niebo, to wygląda, jakby była nieskończona. A tak nie jest: to jest cieniuteńka warstwa. 

Cieniuteńka? To są grube kilometry.

Gdyby kulę ziemską porównać do jabłka, to atmosfera byłaby cieńsza od skórki tego owocu. To jest bardzo nikła warstewka i od jej istnienia zależy nasze istnienie.

Jeszcze istniejemy.

Istniejemy właśnie dlatego, że istnieje ta warstewka. Życie na Ziemi powstało i przetrwało tylko z tego powodu, że istnieje atmosfera. Proszę spojrzeć na towarzysza Ziemi – Księżyc. To ciało niebieskie dostaje tyle samo energii od Słońca, znajduje się bardzo blisko Ziemi, a mimo to życia na nim nie ma. Warto się zastanowić nad tym, dlaczego?

Czyli gdyby była atmosfera, byłoby też życie?

Porównanie Księżyca do Ziemi wyraźnie pokazuje, jak niewiele trzeba, żeby panujące na powierzchni ciała niebieskiego warunki różniły się w sposób dramatyczny. 

Skąd się te różnice wzięły? 

Ziemia jest masywniejsza od Księżyca, dlatego na Ziemi jest woda. Na Księżycu kiedyś też była, ale uciekła w Kosmos na wczesnym etapie istnienia tego satelity. Z Ziemi nie uciekła, bo grawitacja jest tu odpowiednio większa. Z kolei istnienie wody, oceanu pomogło w zapoczątkowaniu procesów, które stały u narodzin życia. Zwracam uwagę na to, że zupełnie pierwotnych przyczyn powstania życia nadal do końca nie rozumiemy. Jednak od momentu, kiedy pojawiły się pierwsze, bardziej złożone formy chemiczne, dalsza droga ewolucji życia jest już dość dobrze rozpoznana i opisana. 

I jak to się ma do atmosfery?

Atmosferę w pewnym momencie zaczęło zmieniać to powstałe i rozwijające się życie. W oceanie pojawiły się sinice i z tego powodu w atmosferze pojawił się tlen. Wcześniej tego gazu w atmosferze ziemskiej nie było. Sinice do budowy swoich białkowych organizmów potrzebowały węgla i pobierały go w postaci dwutlenku węgla z atmosfery, oddając z powrotem tlen. Po „wybuchu” życia w okresie prekambru CO2 zostało w atmosferze bardzo mało, ale właśnie ta mała domieszka decyduje o tym, że na Ziemi warunki są dziś inne niż na Księżycu. 

Ta niewielka domieszka jest taka ważna?

Dwutlenek węgla to gaz cieplarniany. On przeszkadza w oddawaniu energii z powierzchni Ziemi w Kosmos. Działa jak warstwa izolacyjna. Z tego powodu na powierzchni planety zostaje część energii docierającej do nas ze Słońca. Na Księżycu nie ma CO2 i z tego powodu energia słoneczna, którą pochłania powierzchnia, jest z niej natychmiast emitowana w postaci podczerwieni z powrotem w Kosmos. Dlatego powierzchnia Księżyca nocą staje się bardzo zimna. A na Ziemi część energii zostaje, bo gazy cieplarniane utrudniają jej emisję. W efekcie jest cieplej, są mniejsze wahania temperatury i dlatego mogło tu powstać życie. 

Życie ewoluowało dalej, zmieniając jednocześnie atmosferę i ocean, dostosowując warunki panujące na Ziemi do własnych potrzeb. To się działo powolutku, po trochu, przez setki milionów, a nawet miliardy lat, przez całą historię geologiczną Ziemi. W pewnym momencie życie się rozwinęło do tego stopnia, że pewien fragment tej żywej natury postanowił uczynić swoje istnienie wygodniejszym i uruchomił bezprecedensowy proces geologiczny, który działa w taki sposób, że w efekcie może doprowadzić do zakończenia życia na Ziemi. 

Dlaczego?

Bo to jest proces geologiczny, który działa w kierunku przeciwnym niż wszystkie dotychczasowe procesy naturalne kształtujące przez miliardy lat naszą atmosferę. Jest to też proces szybki, gwałtowny, którego tempo rośnie. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Szymon Malinowski - fizyk atmosfery, profesor nauk o Ziemi, dyrektor Instytutu Geofizyki Zakładu Fizyki Atmosfery Uniwersytetu Warszawskiego. Oprócz pracy akademickiej zajmuje się też popularyzacją wiedzy, wraz z Aleksandrą Kardaś i Marcinem Popkiewiczem przed rokiem wydał książkę "Nauka o klimacie", która szybko stała się bestsellerem. Jest też współzałożycielem strony internetowej naukaoklimacie.pl, z podtytułem "Dla sceptycznych". Zakładka "Fakty i mity" zawiera rzeczowe odpowiedzi na nieskończone wątpliwości, jakie wobec globalnego ocieplenia szerzą się w internecie. (wszystkie teksty tego autora)

Tomasz Maćkowiak - ur. 1967, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (filologia polska), obecnie doktorant w Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM. Były korespondent Gazety Wyborczej w Pradze, dziennikarz, związany m.in. z "Gazetą Wyborczą", tygodnikami "Newsweek Polska", "Forum" i "Polityka". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Pociągi kursowały punktualnie


komentarze



Facebook