MILCZENIE GORSZE OD SŁÓW
Rodzajem przemocy jest brak zgody rodzica na dorastanie dziecka, czyli nietolerowanie powiększającego się z wiekiem obszaru intymności. Rodzic tak ingeruje w intymność dziecka, że nastolatek zaczyna oszukiwać i kłamać.

FOT. ALEKSANDAR CVETANOVIC / UNSPLASH.COM


Michalina Kaczmarkiewicz: Przemoc kojarzymy zwykle z biciem, krzykiem, ewentualnie z mobbingiem i molestowaniem, a ja bym chciała porozmawiać o przemocy nieoczywistej, takiej trochę niewidzialnej.

Jutyna Łągiewczyk: Dobry pomysł, dawno temu zrozumiałam, że przemoc, która dokonuje największego spustoszenia w ciele, mózgu, układzie nerwowym, to przemoc wynikająca z zaniedbania. Tę przemoc trudno nazwać.

Gdy słyszę „zaniedbanie”, myślę od razu o najmłodszych dzieciach. Ale chyba nie chodzi o sytuacje, w których niemowlę jest porzucone na długie godziny, niekarmione i nieprzewijane?

Chodzi o coś innego. Już u najmłodszego dziecka bardzo ważne są kontakt wzrokowy, dotyk, jego jakość, styl rozmowy, obecność, reagowanie na płynące od niego sygnały. Dziecko może mieć nawet najpiękniejszy pokoik i ubranka, ale jeśli w jego otoczeniu nie ma jednej stałej osoby, która odpowiednio się nim zaopiekuje, mówimy o zaniedbaniu. Skutkiem tego jest całkowicie rozregulowany układ nerwowy.

Dopytam: matka choruje i zostaje w szpitalu albo ma depresję poporodową i nie jest w stanie właściwie reagować na potrzeby dziecka, albo musi szybko po porodzie wrócić do pracy, ale ma do pomocy różne opiekunki. Czy to znaczy, że i tak dojdzie do takich uszkodzeń?

Niestety tak.

Chce pani powiedzieć, że po ulicach chodzą tysiące ludzi z nieumyślnymi zaniedbaniami, opuszczeniami?

Dzieci na szczęście mają zdolność szukania i wyciągania z otoczenia tego, co dobre i zdrowe. To raczej my, dorośli, jesteśmy na tyle nieświadomi, że fundujemy im działania, które wpływają niszcząco na ich psychikę. Jeśli znajdzie się choć jedna osoba, która zajmie miejsce matki, to co prawda też dochodzi do regresu w rozwoju dziecka, ale ten regres można szybciej wyłapać, a jego skutki cofnąć. Dziecko naturalnie będzie chciało przerzucić swoją emocjonalność, potrzebę bliskości, poczucia bezpieczeństwa na kogoś innego. Choć jeśli tych osób jest kilka, jak w pani pytaniu, to niestety, ten mechanizm nie zaskoczy. Wewnętrzny rozpad nastąpi i będzie miał dalsze konsekwencje. 

Z jakimi nieoczywistymi, umownie nazwę je „miękkimi”, formami przemocy stykamy się na co dzień?

Jedną z najczęściej opisywanych i boleśnie przeżywanych, szczególnie przez młodzież, form przemocy jest milczenie. Na przykład w domu, wydawałoby się pełnym gwaru i aktywności, nie ma rozmowy, kontaktu na bazie relacyjnym, tylko na bazie informacyjnej: „Zrób to”, „Czemu jeszcze tego nie zrobiłeś”. Nie ma pytań: „Jak się czujesz?”. I mówimy tu zarówno o stylu życia i funkcjonowania w relacjach (czyli jako rodzic, partner nie interesuję się przeżyciami mojego dziecka, męża/żony), jak i o milczeniu, które ma kogoś ukarać. A to szczególnie bolesna kara, bo nie wiadomo, co mam zrobić, żeby zakończyć milczenie drugiej strony. 

O ile milczenie, które ma wymusić czyjeś podporządkowanie, dość łatwo zidentyfikować jako przemoc, to wycofanie się czy odrętwienie będące wynikiem przeżywania ciężkich stanów, depresji, zamknięcie się w sobie, które nie jest intencjonalnie skierowane przeciwko komukolwiek, już trudno widzieć jako przemoc w stosunku do bliskich.

Ale odbiór jest podobny. Nawet dorośli mogą tego nie rozróżniać, a co dopiero dzieci. Im mniejsze dziecko, tym mocniej odczytuje milczenie, nieobecność jako wymierzone w nie. Tym bardziej nie rozumie, że dorosła osoba sobie z czymś nie radzi, więc jest to jej trudność, a dziecko nie ma z tym nic wspólnego.

Czy w tej sytuacji pomoże komunikat: To nie z waszego powodu, nie do was, po prostu jestem w złej kondycji, mam kłopoty?

Starsze dziecko, które jest w stanie odczytać przekaz werbalny: „To dotyczy mnie, a nie naszej relacji, a już na pewno nie ciebie i twojego zachowania”, nie szuka winy w sobie. Ale młodszym dzieciom same słowa nie wystarczą. Pojawia się tu podwójny przekaz, a za nim może iść tzw. podwójne wiązanie: jeśli nie chcemy okazać smutku czy złości i przytulamy dziecko, mówiąc, że wszystko jest dobrze, że je kochamy, to dziecko z czucia odbierze smutek lub złość, a jednocześnie słyszy coś zupełnie innego, więc rodzi się w nim pewne pomieszanie: w co mam wierzyć – w to, co słyszę, czy w to, co czuję? Czasami takie dzieci na etapie dorosłości szukają partnerów, którzy dają im dokładnie taki pomieszany przekaz, mówią: „Kocham cię”, ale ich postawa wysyła komunikat: „Nie obchodzisz mnie” albo wręcz „Nienawidzę cię”.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Justyna Łągiewczyk - pedagog traumy, psychoterapeuta systemowy. Prowadzi indywidualne sesje z dziećmi, nastolatkami i osobami dorosłymi. Pracuje także z całymi rodzinami. Jest żoną i mamą, jak podkreśla - najpierw żoną, potem mamą, choć syn buntuje się wobec takiej kolejności. (wszystkie teksty tego autora)

Michalina Kaczmarkiewicz - absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim oraz studiów w zakresie duchowości chrześcijańskiej na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Publikuje m.in. w "Zwierciadle". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

OBSTAWIAM ŻYCIE


komentarze



Facebook