Archwium > Numer 556 (12/2019) > Kiedy zaczyna się przemoc? > BŁOGOSŁAWIENI, CZYLI SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU

BŁOGOSŁAWIENI, CZYLI SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU
Błogosławieństwa nie są tanim pocieszeniem czy, jak się kiedyś mówiło, opium dla ludu, które ma uśmierzyć ból, jaki powodują nędze tego świata.

Cyprian Klahs OP

Czy chrześcijanin jest/musi być z definicji chłopcem do bicia? Z pewnością wielu tak myśli, a trwające przez wieki prześladowania chrześcijan, mające swoje polityczne, kulturowe i religijne przyczyny, są tego najlepszym dowodem. Tym zresztą nie możemy być zaskoczeni, ponieważ Jezus wiele razy to zapowiadał: „Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15,20). Nie tyle jednak chodzi o to, co inni myślą o chrześcijanach, ile o to, co sami chrześcijanie myślą o sobie. Czy nie tak właśnie siebie postrzegają? W końcu czytamy w Kazaniu na górze, uznawanym za sedno Ewangelii, takie słowa: „Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!” (Mt 5,39), a nieco wcześniej: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was” (Mt 5,11). Czy zatem wierność Ewangelii i prawdziwa pobożność domagają się tego, żeby pokornie przyjmować i cierpliwie znosić niesprawiedliwość, krzywdę, przemoc? I to nie tylko ze strony wyznawców innych religii, ateistycznych dyktatur, wojujących racjonalistów, rewolucjonistów czy postępowców, ale także od własnych współwyznawców, nawet krewnych, przyjaciół, sąsiadów?

Nadstawianie drugiego policzka

Problem jest złożony. Wszystkie wyżej przytoczone słowa naprawdę mamy zapisane w Ewangelii, a ich zwieńczeniem jest wyraźne przykazanie Jezusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Mt 5,48). Nikt, kto poważnie traktuje Ewangelię i chce według niej żyć, nie może tych słów lekceważyć, traktować ich jak ozdobniki, puste frazesy czy jedynie pobożne życzenia. A jednak wydaje się, że coś tu nie gra. Kiedy Jezus został pojmany i był przesłuchiwany przez arcykapłana Annasza, jeden ze sług spoliczkował Go. Na to Jezus powiedział: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18,23). Podobnie św. Paweł broni się przed policzkowaniem ze strony sług arcykapłana (Dz 23,2–3), a kiedy ma być biczowany przez żołnierzy, ratuje skórę, odwołując się do swojej godności obywatela rzymskiego (Dz 20,25). Zatem ani Paweł, ani Jezus nie nadstawiają drugiego policzka. To prawda, że Jezus nigdzie nie mówi: „Najlepszą obroną jest atak”, chociaż uczy: „Bądźcie roztropni (przebiegli) jak węże… Miejcie się na baczności przed ludźmi” (por. Mt 10,16–17), o ile możliwe, przed niebezpieczeństwem i prześladowaniem uczniowie mają uciekać (zob. Łk 21,21). Święty Paweł rzeczywiście nieraz ucieka przed zagrożeniem, czasami w spektakularny sposób, na przykład, kiedy w Damaszku „uczniowie spuścili go nocą w koszu na sznurze przez mur” (Dz 9,25). Jednakże ten sam Paweł wprost pisze: „Nikomu złem za złe nie odpłacajcie” (Rz 12,17).

Z całego powyższego biblijnego kolażu widać jasno, że chrześcijanin nie może dążyć do zemsty, nie może zła zwalczać złem. Bo w efekcie prowadzi to do nakręcania spirali zła – zło dodane do zła, przemoc do przemocy nie niwelują się, lecz potęgują. To jednak wcale nie oznacza, że mamy bezczynnie poddawać się złu i przemocy i zgadzać się na rolę worka treningowego dla innych.

Uprawniona samoobrona

Wiele bardzo istotnych zasad i wskazówek dotyczących sprzeciwiania się złu, przemocy, niesprawiedliwości podaje Katechizm Kościoła katolickiego. Pierwsza z nich jest chyba ta: „Miłość samego siebie pozostaje podstawową zasadą moralności” (KKK 2264). Dalej Katechizm mówi o „uprawnionej samoobronie”. W skrajnym przypadku – zagrożenia własnego życia – moralnie usprawiedliwione jest nawet zabicie napastnika (KKK 2264). Co więcej, „uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby. Obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody” (KKK 2265). Oczywiście, chodzi tu o skrajne sytuacje zagrożenia życia. Ale są w Katechizmie także wskazówki dla chrześcijanina, który na własnej skórze doświadcza tego, że jest prześladowany, że go zelżą, kłamliwie powiedzą rzeczy złe o nim, a jego imię podadzą w pogardę (por. Mt 5,11; Łk 6,22). Wprawdzie nie pojawia się jeszcze w Katechizmie słowo „hejt”, ale to, co czytamy tam o obmowie, oszczerstwach, ośmieszaniu, o nieposzanowaniu dobrego imienia (zob. KKK 2476–2481), szczególnie gdy dzieje się to w sferze publicznej i w mediach, można z pewnością odnieść do hejtu. Ot, choćby taki fragment: „Każdy powinien zachować sprawiedliwą dyskrecję wobec prywatnego życia innych ludzi” (KKK 2492). I jeszcze: „Ingerencja środków społecznego przekazu w prywatne życie osób zaangażowanych w działalność polityczną lub publiczną powinna być potępiona, o ile narusza ich intymność i wolność” (tamże). To ważne i aktualne, bo słuszne jest chyba twierdzenie, że media, które mają się zajmować sprawami publicznymi, zbyt często i chętnie zajmują się prywatnym życiem osób publicznych. Władze publiczne „powinny karać naruszanie praw każdego do dobrego imienia i do tajemnicy życia prywatnego” (KKK 2498).

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Cyprian Klahs OP - ur. 1969, dominikanin, przełożony braci studentów, napisał m.in. "Pamiętniki Jonasza i inne apokryfy"; "Nadzieja. Lekarstwo na narzekanie i zniechęcenie"; "Różaniec. Modlitwa prostoty i głębi". Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

MASZ TALENT - MASZ PROBLEM

NADZIEJA

Aby zrozumieć siebie

Bierz i jedz!

Zaryzykować miłość


komentarze



Facebook