Archwium > Numer 556 (12/2019) > Orientacje > DZIESIĘĆ Z TYSIĄCA

DZIESIĘĆ Z TYSIĄCA

Ta lista zaczęła się od trzydziestu pięciu pozycji. A właściwie od stu pięciu. Nie piszę tego po to, żeby się popisać. Jeśli już, to trochę wytłumaczyć, dlaczego nie ma tylu tytułów, które w oczach krytyków były lepsze albo oryginalniejsze, uprzedzić pytanie o to, dlaczego brak na tej liście Tarantina, Eastwooda, Holland, a przede wszystkim, dlaczego brakuje polskich filmów. Sama sobie zadaję te pytania. Proponując dziesiątkę filmów z tego roku, które warto nadrobić, życzę nam wszystkim kolejnego dobrego roku filmowego – emocji w kinie, ciekawych dyskusji po filmie i tego czegoś, co zostaje w naszej pamięci na dłużej.

MAGDALENA WOJTAŚ

Joker

reż. Todd Phillips

Wydaje się, że ta znana wszystkim twarz, wykrzywiona w sztucznym, upiornym uśmiechu kryje za sobą tylko pustkę i zło w najczystszej postaci. A jeśli nie? Jeśli do takiego stanu rzeczy nie doprowadziła seria fantastycznych zdarzeń, ale po prostu życie? W jednej z wersji powstania Jokera drobny przestępca walczący z Batmanem wpada do kadzi z chemikaliami, stąd jego specyficzny wygląd. To w zestawieniu z jego mroczną stroną daje nam jeden z najbardziej znanych czarnych charakterów w popkulturze. Tymczasem oblicze, jakie pokazuje Joaquin Phoenix w filmie Joker, jest nie tyle przerażające, ile poruszające. Jego postać budzi litość i słuszny gniew na system, który odrzuca słabsze jednostki, popychając je często w stronę mroku. Joker w wykonaniu Phoenixa to nie arcyprzestępca, ale nieśmiały, fajtłapowaty człowiek, który pod wpływem odrzucenia, szyderstw i choroby psychicznej staje się wypadkową zła. I to nie okrucieństwo i chaos przerażają najbardziej, ale świadomość, że zło wcale nie jest takie komiksowe i oderwane od świata, ono jest boleśnie realne i tylko czeka na warunki do tego, by wyrosnąć.

Green Book

reż. Peter Farrelly

Przeciwwaga dla wybitnych, ale niespecjalnie optymistycznych obrazów i dowód na to, że popularny nie znaczy gorszy. Niby wiemy, o czym będzie ta historia, potrafimy przewidzieć kolejne punkty fabuły. A jednak sprawia nam to ogromną frajdę. Cwaniaczek z Bronxu Tony Vallelonga zostaje kierowcą czarnoskórego pianisty, który rusza w trasę koncertową po południu Stanów Zjednoczonych w czasach, kiedy dyskryminacja rasowa jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Z tego może wyniknąć albo wielka afera, albo… przygoda i przyjaźń na całe życie. Na zbliżające się święta polecam Green Book jako alternatywę dla Opowieści wigilijnej, bo to też opowieść o przemianie, może nie tak spektakularnej jak w przypadku Ebenezera Scrooge’a, ale takiej, w którą bardzo chcemy wierzyć. Fantastyczny duet aktorski Viggo Mortensen i Mahershala Ali bawi i wzrusza, a Green Book pozostawia widza w dobrym humorze na długo po zakończeniu seansu. Nic dziwnego, że ma się go ochotę obejrzeć więcej niż jeden raz.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Magdalena Wojtaś - absolwentka filologii polskiej i germańskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

SZTUKA UWAŻNOŚCI

JĘZYK NA EMIGRACJI

OBOJĘTNOŚĆ

ZAWÓD: SKLEPIKARZ

CIERPKI SMAK LATA


komentarze



Facebook