NIEMIŁOŚĆ
Z troską myślimy o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i nie mając ani jednego, ani drugiego - umieramy, jakbyśmy nigdy nie zasmakowali życia, nie doświadczając jego piękna i nie żyjąc nigdy jego pełnią.

ks. Dariusz Larus

Idzie luty, podkuj (obuj) buty – przysłowie to przypomniało mi się w związku z trwającym właśnie miesiącem, najkrótszym ze wszystkich, choć w wielu miejscach już nie najmroźniejszym, a przecież tego właśnie miało dotyczyć owo podkuwanie czy obuwanie butów. Bo zimno. Bo ślisko. Na pewno dawniej tak bywało. Dziś już tylko gdzieniegdzie. Nie zawsze. W raczej chłodnej, bo na pewno nie gorącej, aurze pisać o wypaleniu, wydawać by się mogło – nie uchodzi. Ale „W drodze” na przekór aurze chce, bym właśnie tym się zajął.

Presja czasu, w której żyjemy i której niezmiennie, goniąc czas, mówimy nasze „tak”– nieraz zupełnie nieopatrznie – jest prostą drogą do osobistej zagłady, do wypalenia właśnie, do wyczerpania. Jeff Schmidt powiedział: „Nie możesz się wypalić, jeśli nigdy nie płonąłeś”. Strzał w dziesiątkę. To w tym przecież, nie w czym innym, tkwi sedno sprawy, gdyż wypalenie dotyka tych, którzy płonęli, którzy byli zaangażowani w swoje życie, w relacje, w pracę, i to na poziomie ponadprzeciętnym, a nie byle jakim. Dotyczy to osób będących liderami, przewodnikami, zagorzałych pasjonatów; ludzi, których nie zadowala życie takie sobie, pod szyldem: Tylko się nie wychylaj! Lub szukających skutecznej metody na to, jak pracować, by się nie napracować. Jest tylko jedno „ale”. Doświadczający wypalenia często mówią swoje „tak” opuszczeniu siebie, zapomnieniu o sobie, zaniedbywaniu siebie. A tego robić nie wolno. Nie warto. Proszę mi wierzyć, wiem, co mówię.

Rozpalając i podsycając ogień, rozdając bezcenne ciepło na prawo i lewo, w którymś momencie (raczej wcześniej niż później) boleśnie się orientujemy, że dla nas samych niewiele zostaje – no, może poza popiołem, zgliszczami i unoszącym się kurzem.

Dokładaj do ognia

Przykazanie miłości Boga i człowieka mówi wyraźnie: Boga kochaj nade wszystko, a stworzonego przez Niego człowieka – bliźniego swego – jak siebie samego. A więc ani mniej, ani więcej, lecz tak jak siebie. Na równi. Jeżeli człowieka, mojego bliźniego, mam kochać tak jak siebie samego, to różne aktywności, będące wyrazem czy wynikiem moich własnych upodobań, powinienem kochać ze zdecydowanie mniejszym zaangażowaniem i na pewno nie na równi z sobą. Pracę także. Również tę, która stała się moim hobby. Oczywiście można też przeżywać codzienność w oparciu o przekonanie, że skoro nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku, to ja wolę się w ogóle nie ruszać, by nie doświadczać rozczarowań i porażek. Takie podejście i takie nastawienie odziera nas jednak z radości tworzenia, zdobywania celów, możliwości osiągania sukcesów i realizowania marzeń. Dbając o ogień w kominku, by nie zgasł, o płomień dający ciepło i niepowtarzalny klimat, potrzebujemy systematycznego, miarowego dokładania drew. Oczywiście nie w tym rzecz, by dołożyć do pieca wszystko naraz, bo wszystko naraz się nie zmieści, zdławi nieśmiało jeszcze tlący się płomień, który dopiero co rozpalony szybko zgaśnie, mimo że już za niedługo mógłby być i wielki, i imponujący, dając światło i ciepło zarazem. A zatem nie wystarczy wiedzieć, że do ognia trzeba dokładać. Potrzebna jest też świadomość, kiedy i w jaki sposób to robić oraz co skutecznie dorzucać do pieca.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Dariusz Larus - ur. 1972, teolog, psycholog, psychoterapeuta, biegły sądowy w Gnieźnieńskim Trybunale Metropolitalnym. Były ojciec duchowny w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie. Obecnie duszpasterz gnieźnieńskiego Centrum Edukacyjno-Formacyjnego. Pasjonat medytacji chrześcijańskiej, książek Irvina Yaloma, biegania i jazdy na rowerze. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

OCALIĆ MARIĘ

DOCENIĆ MIŁOŚĆ

PRAWDA O SOBIE

NARZUCANIE CZY NAUCZANIE

ODKŁAMAĆ SIEBIE


komentarze



Facebook