Archwium > Numer 559 (03/2020) > Rozmowa w drodze > MOJE WIELKIE POLSKIE ODKRYCIE

MOJE WIELKIE POLSKIE ODKRYCIE
W Polsce używa się masła i smalcu, we Włoszech głównie oliwy. Dodajemy inne zioła, więc kuchnia włoska pachnie inaczej niż kuchnia polska. Inaczej kroimy i dzielimy mięso. Stosujemy też inne połączenia smaków.

zdjęcie: ANTONINA SAMECKA


Katarzyna Kolska: Czy w pani kuchni wciąż pachnie bazylią?

Tessa Capponi-Borawska: Nie tylko bazylią, ale także rozmarynem i szałwią. Czyli nadal śródziemnomorsko.

Pytam, bo po 25 latach wznowiona została pani książka Moja kuchnia pachnąca bazylią. Tylko że kiedy pisała pani tę książkę i mieszkała już w Polsce, u nas bazylii nie było.

To prawda. Pamiętam, jak wracaliśmy z mężem w 1985 roku z podróży poślubnej i jechaliśmy samochodem z Florencji do Warszawy. Przez całą drogę trzymałam pod nogami doniczkę z bazylią. Dostałam ją od naszej ogrodniczki w Calcinai, która, żegnając mnie ze łzami w oczach, powiedziała: Bo ty jedziesz tam, gdzie jest tak zimno i pewnie tego nie ma. I miała rację.

Niestety, za mocno podlewałam tę moją bazylię, no i padła…

Zanim zaczniemy rozmawiać o kuchni i jedzeniu, proszę powiedzieć, co skłoniło Włoszkę z Florencji, żeby przyjechać do zimnej Polski? Bez bazylii.

Jedno: Miłość. Miłość do konkretnego człowieka.

A ten człowiek pojawił się na pani drodze…

…we Włoszech, gdzie przebywał na stypendium. Poznaliśmy się w archiwach akt dawnych we Florencji. Ja robiłam swoje badania, on robił swoje, no i pośród kurzu ze starych woluminów pojawiły się bardzo interesujące okulary. A za tymi okularami krył się mój przyszły mąż, który dość szybko postawił sprawę jasno: On z Polski nigdy nie wyjedzie na stałe, bo to jest jego miejsce na świecie.

Pani jednak zostawiła piękną, ciepłą Florencję… Ogromna miłość z pani strony.

To prawda. Ale też ogromna miłość mojego męża do swojego kraju.

Rodzice nie rwali włosów z głowy, że ich córka chce opuścić dostatnie życie we Florencji i zamieszkać w Polsce?

Powiedzieli: To jest twoje życie, skoro musisz tam jechać, to jedź. Chociaż nim doszło do naszego ślubu, mama wysłała mnie na jakiś czas do pracy w Anglii, mając pewnie nadzieję, że może poznam tam kogoś innego. To są te subtelne rodzicielskie manewry. Dziś wiem, że oni po prostu umierali ze strachu o mnie. Mój przyszły mąż miał mnie przecież zabrać do kraju za żelazną kurtyną. A opowieści o tym, co się w tym kraju dzieje, były wręcz nieprawdopodobne. Nie zawaham się powiedzieć, że ludzie, szczególnie w moim wieku, którzy ze mną o tym rozmawiali, byli zupełnymi ignorantami.

Kiedy pani po raz pierwszy przyjechała do Polski?

We wrześniu 1983 roku.

Pamięta pani pierwszy smak?

Oczywiście!

To jest dobre wspomnienie?

Fantastyczne. Mąż jest bardzo dobrym kucharzem i na mój przyjazd przygotował danie, które już nigdy potem nie miało takiego samego smaku. To był forszmak, czyli rodzaj gulaszu zrobionego z różnego rodzaju podsmażanych mięs i wędlin. Do tego jest sos pomidorowy, a na końcu dodaje się kiszone ogórki, których nigdy wcześniej nie jadłam. Podobnie jak kiszonej kapusty. Kiszonki to jest moje wielkie polskie odkrycie i wielka miłość w kuchni polskiej.

Coś jeszcze w polskich smakach panią uwiodło?

Pierwszy obiad rodzinny był u siostry mojego męża. Na stole pojawił się kurczak pieczony z borówkami domowej roboty. Ja nie znosiłam kurczaka. Ale to było coś wyśmienitego. Tak więc polskie kiszonki i borówki skradły moje serce.

We Włoszech gospodynie nie robią przetworów w słoikach?

Jedyna rzecz, którą pamiętam z naszej posiadłości w Calcinai, to przecier pomidorowy i koncentrat. Robiło się je pod koniec sezonu pomidorowego. I bakłażany w oliwie. Czyli grube plastry bakłażana bez skórki, które zanurza się na chwilę w gorącej wodzie z octem, suszy, a potem układa warstwami, z miętą, czosnkiem oraz innymi przyprawami i polewa oliwą. Jest to świetny dodatek na przykład do pieczonych mięs czy różnych innych dań.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tessa Capponi-Borawska - pochodzi z Florencji. Ukończyła studia historyczne na tamtejszym uniwersytecie. Do Polski przyjechała w 1983 roku. Przez wiele lat wykładała na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka książek: "Dziennik toskański"; "Moja kuchnia pachnąca bazylią" oraz "Smak kwiatów pomarańczy. Rozmowy o kuchni i kulturze". Ma pięcioro dzieci i czworo wnucząt. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

TRZEJ KRÓLOWIE, HEROD I GWIAZDA

BENIGNI

WAKACJE BEZ PANA BOGA

NOSTALGIA

SPOTKANIE Z PRZYJACIÓŁMI


komentarze



Facebook