ZA WCZEŚNIE, ZA PÓŹNO
Z bierzmowania wynika zdolność do głoszenia i bronienia wiary, ale konieczność świadczenia o wierze wynika już z sakramentu chrztu, a przecież nie mamy żadnych oporów przed udzielaniem go niemowlętom.

zdjęcie: GEORGE MARTELLTHE PILOT MEDIA GROUP FLICKR ACHIDIOCESE OF BOSTON


Maciej Zachara MIC

Artykuł ten zrodził się z dialogu na temat sakramentu bierzmowania. Zostałem zapytany o różne poważne kwestie duszpasterskie, np. co robić w obliczu tego, że niemała część młodych ludzi nie jest zainteresowana przyjęciem tego sakramentu. Odpowiedziałem, że nie czuję się na siłach udzielać takich porad i pozostawiłbym to raczej tym, którzy zęby zjedli na przygotowywaniu młodzieży, sam mam natomiast szereg pytań i kwestii związanych z przyjętym i praktykowanym przez nas systemem udzielania sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego. W odpowiedzi poproszono mnie o przelanie tych kwestii na papier (czy raczej na ekran komputera) i tak powstał ten tekst.

Jedną rzecz chciałbym bardzo wyraźnie zastrzec dla uniknięcia nieporozumień. Nie ukrywam swojego dystansu wobec aktualnego systemu udzielania sakramentów, ale w żadnym wypadku nie postuluję jakiejś nagłej duszpasterskiej rewolucji. Są to raczej pytania do refleksji. Najbardziej zależy mi na tym, żebyśmy postrzegali bierzmowanie nie jako sakrament autonomiczny i wyizolowany, ale jako część większego procesu zwanego wtajemniczeniem chrześcijańskim i aby wszelka refleksja na temat bierzmowania, zarówno teologiczna, jak i duszpasterska, uwzględniała jego związek z dwoma innymi sakramentami wtajemniczenia – chrztem i Eucharystią.

Chrzest: problem słabo kładzionego fundamentu

Różnego rodzaju problemy, których doświadczają duszpasterze i animatorzy przygotowujący młodzież do bierzmowania – np. lekceważące traktowanie spotkań formacyjnych, kombinowanie czy wręcz oszukiwanie podczas zbierania podpisów w indeksach, alergiczne reakcje niektórych kandydatów i ich rodziców na stawiane wymagania itd. – mają oczywiście bardzo różne przyczyny. Czy jedną z nich nie jest słabość naszej praktyki chrzcielnej? Innymi słowy, czy podczas przygotowania młodzieży do bierzmowania (oraz dzieci do pierwszej komunii świętej) nie zderzamy się z konsekwencjami słabo położonego fundamentu pod rozwój wiary?

Gdy chodzi o chrzest, w teorii wszyscy się zgadzamy, że jest to bardzo ważny sakrament, znamy katechizmowe sformułowania o tym, że jest on bramą do innych sakramentów oraz fundamentem całego życia chrześcijańskiego. Z drugiej jednak strony traktujemy chrzest nieproporcjonalnie lekko, jeśli chodzi o praktykę jego sprawowania. Można powiedzieć, że sprawujemy bezkrytyczny, hurtowy chrzest niemowląt, mając często nikłe lub żadne rozeznanie co do poziomu życia wiary w proszącej o chrzest dziecka rodzinie. Łatwo zapominamy, że w wypadku niemowląt chrzest jest sakramentem udzielonym niejako na kredyt. Słowa Jezusa z nakazu misyjnego (Mk 16,16; por. Mt 28,19) jednoznacznie wskazują na to, że wiara jest koniecznym warunkiem chrztu. Według sformułowania św. Augustyna, małe dzieci są chrzczone w wierze pożyczonej od Kościoła, a wiarę Kościoła wyznają podczas liturgii chrztu rodzice i chrzestni nie w imieniu dziecka, ale w swoim własnym, i wyznanie to jest jednocześnie deklaracją wobec Boga i Kościoła, że uczynią wszystko, co możliwe, żeby wychować dziecko w wierze. Owszem, rodziców żyjących wiarą i świadomych swej misji jest na szczęście niemało, nie brak jednak i takich, dla których chrzest dziecka jest po prostu oczywistym, tradycyjnym, pobożnym zwyczajem lub wręcz formalnością porównywalną z zarejestrowaniem w urzędzie stanu cywilnego. Chrzcimy wszystkie dzieci, milcząco akceptując to, że część z nich nie otrzyma potem rzeczywistego wychowania w wierze.

W niektórych krajach (np. w Stanach Zjednoczonych) prowadzone są programy pracy z rodzicami i chrzestnymi przed udzieleniem chrztu ich dzieciom, obejmujące szereg spotkań poświęconych najpierw rozeznaniu ich faktycznej sytuacji, a potem pewnej formacji. Jest to bardzo dobry kierunek i o czymś takim warto myśleć, choć wydaje się, że obecnie nikt – ani duszpasterze, ani wierni – nie jest u nas gotowy na podnoszenie wymagań w związku z chrztem dzieci.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Maciej Zachara MIC - ur. 1966, marianin, doktor liturgiki w Papieskim Instytucie Liturgicznym w Rzymie, wykładowca, współpracownik Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego w Krakowie. Autor kilkuset artykułów, w większości popularyzatorskich, na temat różnych aspektów liturgii. Pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Lublinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

BRAMA OTWARTA NA WSCHÓD

Pochwała ogłoszeń

Miłość zmartwychwstaje

Tabu, odpowiedzialność i inne starocie

Przestrzeń publiczna


komentarze



Facebook