Z WIATREM W ŻAGLACH
Odwlekając bierzmowanie, łudzimy się, że mając kontakt z dorastającą młodzieżą, uda nam się spowolnić albo nawet zatrzymać proces odchodzenia młodych ludzi z Kościoła. Łudzimy się, bo praktyka sugeruje coś zupełnie innego.

ks. Krzysztof Porosło

Kiedy rozpoczynam pisanie tekstu o sakramencie bierzmowania, na myśl przychodzą mi kultowe słowa z filmu Apollo 13: „Houston, mamy problem”. I to niejeden – chciałoby się powiedzieć. Tych poważnych, zarówno teologicznych, jak i praktycznych trudności jest co najmniej kilka. Wszyscy odpowiedzialni za przygotowanie młodzieży do bierzmowania zastanawiają się, jak to zrobić, aby bierzmowanie nie stało się uroczystym pożegnaniem z Kościołem w obecności i z błogosławieństwem biskupa. Najpoważniejszy problem nie leży jednak w samej praktyce przygotowania do bierzmowania, na czym najczęściej koncentruje się cała uwaga pragnących jakichś zmian, ale w teologii tego sakramentu, z której to powinna wynikać praktyka. Niestety, ta zależność w ogóle nie jest uświadomiona. Można się w tym utwierdzić, analizując większość programów przygotowania do bierzmowania.

Niektórzy nazywają bierzmowanie „sakramentem zaniedbanym lub zapomnianym”. W praktyce jednak żaden inny sakrament – z wyjątkiem sakramentu święceń – nie absorbuje tyle uwagi duszpasterzy i nie wymaga od kandydatów aż trzyletniego przygotowania. W tym sensie nie jest ani zaniedbany, ani zapomniany. A równocześnie wszyscy intuicyjnie czujemy, a może nawet już jesteśmy do tego przekonani, że coś nie działa. I to bardzo nie działa. Ale co?

Ośmielę się postawić tezę, że największym problemem sakramentu bierzmowania jest to, że nie bardzo wiadomo, czym on właściwie jest i po co jest. Skoro sami duszpasterze mają problem z jasnym zdefiniowaniem go i ukazaniem jego znaczenia teologicznego i egzystencjalnego, dlaczego przygotowująca się do niego młodzież miałaby tak bardzo pragnąć żyć czymś, czego nie rozumie i co wydaje jej się w ogóle zbędne? Chociaż ta teza jest może odważna, uczciwie muszę przyznać, że nie jest ona mojego autorstwa. W 2004 roku na Międzynarodowym Kongresie Liturgicznym w Rzymie poświęconym bierzmowaniu amerykański teolog Nathan D. Mitchell wygłosił referat o znamiennym tytule: „Bierzmowanie w drugim tysiącleciu: Sakrament poszukujący swojego znaczenia”. Ten teologiczny brak znaczenia bierzmowania – co z przykrością muszę napisać – w jakiś sposób pokazuje również Katechizm Kościoła katolickiego, o czym najlepiej może świadczyć to, że Kongregacja Nauki Wiary naniosła w rozdziale o bierzmowaniu olbrzymią liczbę poprawek. Zmian dokonano w ośmiu na 37 paragrafów (ok. 22 procent). Dla porównania: w wypadku chrztu poprawki wyniosły niespełna trzy procent objętości tekstu, w artykule o Eucharystii zaś około sześciu procent.

Teologia uzupełniania braków

Sformułowania użyte w Katechizmie dla przedstawienia teologii bierzmowania i owoców tego sakramentu również budzą niepokój i skłaniają raczej do postawienia kolejnych pytań niż do bycia zadowolonym ze znalezienia odpowiedzi. W dużej mierze moglibyśmy powiedzieć, że jest to „teologia uzupełnienia braków”, gdyż z Katechizmu dowiemy się przede wszystkim, co bierzmowanie uzupełnia w człowieku po chrzcie. Napisałem, że wyrażenia te budzą niepokój, gdyż można odnieść wrażenie, że łaska chrztu ma wiele braków, które później zostaną uzupełnione przez bierzmowanie. Można by tak pomyśleć, gdyby łaska była rzeczywistością mierzalną, a nie duchową i personalną. Korzystając z metafory informatycznej, trzeba by więc zapytać, czy w chrzcie otrzymuje się jedynie 75 procent łaski uświęcającej, a dopiero w bierzmowaniu zostanie ona „uploadowana” do końca. A jeśli łaska uświęcająca jest zamieszkaniem Trójcy Świętej w człowieku, to jak należałoby rozumieć tę częściowość? Mieszkają tylko dwie Osoby, a Duch Święty do nich dołączy po bierzmowaniu?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Krzysztof Porosło - ur. 1988, kapłan archidiecezji krakowskiej, doktor teologii dogmatycznej, wykładowca na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, duszpasterz akademicki duszpasterstwa PATMOS, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

STAŃ SIĘ TYM, KOGO PRZYJMUJESZ

Benedyktyńska kwoka

ŚWIATŁOCZULI

Wdzięczność w sercu

Bóg to nie mag


komentarze



Facebook