SZE-PE-I

Wojciech Ziółek SJ

Napisać, że gdy tam jestem, nie umiem sobie poradzić z samym sobą, to nic nie napisać. To jest zawsze ból rozszarpanego tępym nożem serca, które potem – choć szybko zalane dezynfekującą normalnością, obwiązane bandażem szczęśliwej codzienności i zalepione plastrem zapomnienia – długo jeszcze krwawi i zapomnieć nie pozwala.

Jadąc tam pierwszy raz, nie wiedziałem, na co się zgodziłem. Po rosyjsku rozumiałem wtedy tyle, ile mówiłem, a mówić umiałem że: pust wsiegda budiet sołnce. Bez żadnych więc wyobrażeń – zabrawszy do samochodu jeżdżących tam regularnie parafian – udałem się w krótką, jak na Syberię, stupięćdziesięciokilometrową podróż. Zaparkowaliśmy przed budynkiem, otworzyliśmy ciężkie metalowe drzwi i… pierwsze, co do mnie dotarło, to radosny krzyk wielu osób. Nie rozumiałem słów – jak się później okazało, nie tylko ze względu na nieznajomość rosyjskiego – ale rozumiałem ton dochodzących do mnie dźwięków i widziałem roziskrzone radością oczy „pełznących” ku nam, w najprzeróżniejszy sposób ludzi. Po chwili – ku memu zdziwieniu – zauważyłem, że jestem jedynym, który pozostał w pozycji stojącej. Moi parafianie już dawno siedzieli lub klęczeli na posadzce, tonąc w równie wytęsknionych i czułych, co nieporadnych i kalekich objęciach mieszkańców internatu. A ja stałem jak…

Szegarskij Psichoniewrologiczeskij Intiernat, czyli „Sze-pe-i” to ośrodek dla dorosłych z upośledzeniem psychofizycznym na tyle głębokim, że wyk (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Ziółek SJ - jezuita, uratowany grzesznik, Twitter/wziolek_sj (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZAPOMNIAŁEM KSIĘDZU POWIEDZIEĆ

Pewien zaś Samarytanin

BO JEST W NIM PAN JEZUS

WRACAJĄC Z ALEKSANDRII

NA MOJE SZCZĘŚCIE


komentarze



Facebook