Archwium > Numer 561 (05/2020) > Orientacje > WYPEŁNIĆ PUSTKĘ

WYPEŁNIĆ PUSTKĘ
"Poznajmy się jeszcze raz", Francja 2019; player.pl; "Nie ma nas w domu", Belgia/Francja/ Wielka Brytania 2019, player.pl; "Oficer i szpieg", Francja/Włochy 2019, player.pl; "Le Mans '66, USA 2019, player.pl; "Żegnaj, mój synu", Chiny 2019, vod.pl

Doria Tillier i Daniel Auteuil w filmie "Poznajmy się jeszcze raz" / Zdjęcie: GUTEK FILM


Magdalena Wojtaś

Może warto zacząć od tego, że ten tekst powstaje w połowie kwietnia, gdy nic nie zapowiada, żebyśmy mieli niedługo powrócić do kin. Ponieważ filmowe premiery są masowo przekładane na przysłowiowe lepsze jutro, postanowiłam tym razem polecić Państwu kilka nowych tytułów, które można znaleźć na platformach streamingowych. Pierwszy z filmów miał premierę na początku tego roku, a ostatni został wprowadzony przez dystrybutora od razu na VOD na początku kwietnia. Pozostałe trzy tytuły to pozycje z listopada i grudnia. Takie filmy często umykają nam przy różnego rodzaju zestawieniach, które powstają niejednokrotnie przed ich premierą, a ze względu na datę wejścia na ekrany nie mieszczą się też w podsumowaniach kolejnego roku. Warto im się przyjrzeć. Zdziwicie się, jak wiele refleksji związanych z obecną sytuacją za sobą pociągną.

Uwierz nagle w różowy czas, czyli Poznajmy się jeszcze raz

Na początek coś lekkiego, ale – jak to bywa w wypadku francuskich produkcji – zdecydowanie niebanalnego. W polskim trailerze tego filmu zamiast oryginalnego podkładu muzycznego można usłyszeć piosenkę Zbigniewa Wodeckiego Rzuć to wszystko, co złe, której radosny i magiczny klimat wydaje się wręcz stworzony do tego obrazu. Jego główny bohater, Victor, tęskni za starymi, dobrymi czasami, kiedy zamiast wielofunkcyjnych smartfonów używało się zwykłych telefonów, rozmowy toczyły się przy stole, a nie przez Skype’a, a do tworzenia komiksów nie był potrzebny komputer, ale notes i ołówek. Nieoczekiwanie Victor dostaje szansę przeżycia najlepszych chwil swojej młodości raz jeszcze, co całkowicie odmienia jego życie i spojrzenie na otaczający go świat i ludzi. Motyw znany, a jednak pokazany z pomysłem, w dowcipny, ale niegłupi, a czasami przewrotny sposób. Choć film opowiada o uroku czasów, kiedy życie działo się w świecie realnym, a nie wirtualnym, to jednak właśnie dzięki postępującej technologii Victor może się przenieść do przeszłości, a jego przykład pokazuje, że o wartości chwil nie decydują tylko okoliczności i scenografia, ale przede wszystkim my sami. Choć wzdychamy do tych dawnych, lepszych chwil, w naszym „tu i teraz” tworzymy rzeczywistość, o której kiedyś będziemy mogli powiedzieć: Ach, to były czasy… Jeden z uczestników tej podróży w przeszłość stwierdza: To wszystko iluzja, ale jaka piękna! I te słowa są najlepszym podsumowaniem filmu Poznajmy się jeszcze raz.

To, co bezcenne, czyli Nie ma nas w domu

Po poruszającym Ja, Daniel Blake Tadeusz Sobolewski nazywał Kena Loacha Dickensem XXI wieku. Nie ma się co dziwić, bo brytyjski reżyser z historii prostych ludzi potrafi zrobić wielkie kino, portretując ich bez cienia dydaktyzmu, za to z empatią i czułością. W swoim najnowszym filmie Nie ma nas w domu Loach przesuwa granicę wytrzymałości bohaterów – i widzów – jeszcze dalej. O ile wspomniany Daniel Blake walczył z absurdami urzędowej biurokracji, o tyle rodzina Turnerów staje do walki ze współczesnym systemem ekonomicznym. Ricky – zmęczony walką o lepszy byt w kolejnych dorywczych pracach – stawia wszystko na jedną kartę i rozpoczyna pracę na własną rękę. Jego żona Abbie zajmuje się starszymi i schorowanymi ludźmi, jeżdżąc od domu do domu i próbując pogodzić chęć pomocy innym ze świadomością, że to nie jakość jej pracy będzie nagrodzona, ale jej ilość, bo dostaje pieniądze za każdą wizytę. On haruje jak wół, żeby się wybić i umożliwić im lepsze życie, ona stara się trzymać to wszystko w ryzach i mimo zmęczenia godzić obowiązki pracującej mamy z czasem dla dzieci. I jak to zwykle w takich historiach bywa – wystarczy jedno niepomyślne wydarzenie, by wszystko runęło jak domek z kart. O tym filmie pisano, że łamie serce, a nawet że wpędza w depresję. Jednak nie o nurzanie się w kolejnych nieszczęściach chodzi, ale o przekonanie, że nawet jeśli nie każdy ma szansę w walce o lepsze jutro, to nie można go oceniać miarą sukcesu, ale godności, która jest niezbywalna. A jeśli po obejrzeniu Nie ma nas w domu rodzą się w nas bunt, złość i gniew w stosunku do systemu, który nakręca ten ślepy pęd świata, przyczyniając się do nierówności społecznych, braku czasu i erozji relacji, to bardzo dobrze. Nadajmy sens tym uczuciom i zacznijmy od uczynienia z nich narzędzia autorefleksji.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Magdalena Wojtaś - absolwentka filologii polskiej i germańskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ANTY-MIŁOŚĆ

HOMO VIATOR NIE WIE, DOKĄD IŚĆ

OBECNOŚĆ NIEOBECNOŚCI

WŚCIEKLE RÓŻOWA BEZRADNOŚĆ

PRZEMOC W RYTMIE CISZY


komentarze



Facebook