Archwium > Numer 561 (05/2020) > Pytania w drodze > ZARAZKI I KAPŁAŃSKIE RĘCE

ZARAZKI I KAPŁAŃSKIE RĘCE

W czasie kwarantanny, szczególnie w pierwszym okresie, pojawiło się wiele różnych opinii na temat przyjmowania komunii świętej na rękę oraz tego, czy w ogóle sakramenty mogą wpływać na rozprzestrzenianie się epidemii. Szczególnie zdziwiła mnie jedna wypowiedź, w której była mowa o tym, że „konsekrowane ręce kapłana nie mogą przenosić wirusa”.

Epidemia zmusiła nas do przemyślenia wielu kwestii związanych z funkcjonowaniem nowoczesnego społeczeństwa, a równocześnie postawiła przed Kościołem wyzwania, które nie były spotykane przez wiele stuleci, a być może pojawiły się po raz pierwszy w historii chrześcijaństwa. Nasze duszpasterstwo sakramentalne oparte jest na dotyku. Dotykamy ludzi, udzielając im odpuszczenia grzechów, namaszczając, podając komunię świętą, ale równocześnie okazując czułość i bliskość, do których wzywa nas cały czas papież Franciszek. Chrześcijaństwo nie jest religią jedynie intelektualnej kontemplacji ani nawet wspólnotą ludzi słuchających Słowa, ale miejscem, w którym Bóg dotyka nas swoją łaską właśnie za pośrednictwem naszych ciał.

Czy można z tego zrezygnować? W wyjątkowych sytuacjach tak, ale chrześcijaństwo jest wspólnotą „na wyciągnięcie ręki”. Ta bliskość została podważona przez liczne nadużycia seksualne osób duchownych. Czułość w Kościele jeszcze długo nie powróci do stanu pierwotnej niewinności, a być może już nigdy nie będzie ona taka jak dawniej. To wielkie zgorszenie zachwiało wiarę wielu chrześcijan.

Wcielenie

Obecnie przeżywamy czas, kiedy brakuje nam dotyku. W związku z epidemią wielu wiernych pozbawionych jest realnego znaku sakramentalnego. I choć wiedzą, że komunia duchowa skutkuje w nich tą samą łaską, to jednak tęsknią za Bogiem, który przychodzi do nich w sposób widzialny. Nie można mieć o to do nikogo pretensji.

Od wieków jesteśmy przywiązani do tego, że łaska dawana jest nam przede wszystkim w sakramentach. W ciągu kilku dni można zmienić sposób działania, ale potrzeba wielu pokoleń, żeby zmienił się sposób myślenia. Niełatwo zastąpić duszpasterstwo sakramentalne duszpasterstwem towarzyszenia. Dlaczego tak trudno nam zrezygnować z sakramentów, choć wiemy, że łaskę możemy otrzymać nawet bez znaku sakramentalnego? Po pierwsze dlatego, że historycznie duże piętno odcisnęła na nas reformacja. Ciągle nosimy w sobie lęk, że możemy przesadzić w duchowym odczytaniu sakramentów. Jest to słuszny niepokój. Już teraz pojawiają się wypowiedzi stwierdzające, że skoro można przyjmować komunię świętą w sposób duchowy, to po co w ogóle księża. Doświadczenie wspólnot kościelnych wyrosłych z reformacji pokazuje, że bardzo szybko od rozumienia duchowego możemy przejść do rozumienia jedynie symbolicznego. Ale jest jeszcze druga, o wiele ważniejsza przyczyna, która tłumaczy, dlaczego chrześcijaństwo jest tak przywiązane do dotyku i do tego, co cielesne. Jest nią sam fakt Wcielenia. Syn Boży przyszedł w ciele. W tym kontekście bardzo intrygujące są słowa z pierwszego Listu św. Jana Apostoła, który, pisząc o rozpoznaniu duchów, tak to ujmuje: „Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga” (1 J 4,2; por. 2 J 1,7).

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Surówka OP - ur. 1975, dominikanin, duszpasterz Lednicy 2000, mieszka na Polach Lednickich. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Rodzicielka

ŚWIĘCI Z ODZYSKU

Współczucie i inteligencja

Prowincjonalna duchowość

Pomiędzy ziemią a niebem


komentarze



Facebook