Archwium > Numer 562 (06/2020) > Wiara w czasie pandemii > MUSISZ WIEDZIEĆ, W CO WIERZYSZ

MUSISZ WIEDZIEĆ, W CO WIERZYSZ
Nikt, kto ma dobrą wolę, nie powinien mówić, że Kościół w czasie pandemii zrobił sobie wolne. Przeciwnie - szukał sposobu, jak realizować swoją misję w nowych dla siebie warunkach, nie tylko trudnych, ale i zaskakujących.

zdjęcie: VISUALS / UNSPLASH.COM


Katarzyna Kolska: Na początku pandemii, która dotknęła świat i Polskę, dwaj świeccy kaznodzieje ogłosili w internecie, że Pan Bóg nie pozwoli się już dłużej obrażać i w związku z tym brama miłosierdzia zostanie zamknięta. Czy ksiądz biskup usłyszał huk zatrzaskiwanej bramy?

bp Andrian Galbas SAC: Znam tę wypowiedź, ale huku na szczęście nie usłyszałem. Nie wiem, czy opinia, o której pani wspomina, wzbudziła we mnie raczej politowanie, żal czy smutek. To, o czym mówią ci panowie, nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. To jest pseudokaznodziejstwo, które bazuje na lekturze pojedynczych, wyrwanych z kontekstu zdań ze Starego Testamentu bez perspektywy Nowego, czyli bez Chrystusa, bez Jego śmierci i zmartwychwstania. Kiedy czytamy Stary Testament, mając jednocześnie w głowie i w sercu Nowy, to nigdy nie powiemy, że bramy miłosierdzia się zamknęły. Przeciwnie – one są otwarte w nieskończoność w Najświętszym Sercu Jezusa.

Słuchając tej wypowiedzi, zaczęłam się zastanawiać, czy przypowieść o marnotrawnym synu i miłosiernym ojcu również przestała być aktualna.

No właściwie musielibyśmy się zastanowić nad tym, czy przypadkiem cała Ewangelia nie straciła na aktualności. Zalecałbym bardzo takim jeźdźcom Apokalipsy, którzy w czasie pandemii stali się popularni i znaleźli podatną glebę dla swoich teorii, choćby lekturę encykliki Dives in misericordia Jana Pawła II, który, mam nadzieję, jest dla nich autorytetem. To tam znajdą retoryczne pytanie papieża: Czy sama sprawiedliwość wystarczy? I tam znajdą zdanie o tym, że w Chrystusie została już wymierzona sprawiedliwość i ludzkiemu grzechowi, i śmierci, oraz że sprawiedliwość u Boga to nic innego jak zbawienie, którego dokonał przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.

Skąd w ogóle takie myślenie, że to, co aktualnie przeżywamy, jest karą? Wypowiedź, o której mówimy, to nie jest jakiś odosobniony przykład. Słyszeliśmy też z ust niektórych kapłanów, że pandemia, której doświadcza cały świat, jest karą od Boga za grzechy ludzi. Niektórzy nawet podawali konkretnie, że jest to kara za grzechy homoseksualne…

Zastanawiam się, jaki obraz Pana Boga mają ci, którzy mówią takie rzeczy. Czy widzą w Nim sadystę, który ma przyjemność z tego, że ukarze swoje dzieci, zsyłając na nie wirusa? Czy Bóg się będzie cieszył, że niektóre z tych dzieci ten wirus zabije? Przecież to nie jest obraz Boga, który otrzymaliśmy w Chrystusie. I w ogóle skąd w nas taka skłonność do robienia innym rachunku sumienia? Rozumiem pytanie postawione sobie: Co Pan Bóg chce mi przez tę sytuację powiedzieć, do czego mnie wzywa, na jaki wymiar mojego życia chce zwrócić mi uwagę, jak mogę to wszystko wykorzystać do mojego osobistego nawrócenia? Ale wskazywać palcem na innych, mówiąc, że to za ich grzechy spotkała nas kara, jest tyleż łatwe, co nieewangeliczne.

Budowanie na lęku i zastraszanie to dość prosta strategia manipulowania ludźmi.

Dokładnie tak. Łatwiej jest straszyć niż zdobyć się na głębszą refleksję na temat jakości swojego chrześcijańskiego życia i stanu własnej wiary.

A może to świadczy o płytkości naszej wiary?

Pandemia pokazuje bardzo wiele. Na przykład to, jak słaba jest wiedza o tym, w co wierzymy. Wynika to pewnie z tego, że zbyt rzadko zaglądamy do Pisma Świętego, a jeszcze rzadziej do Katechizmu, że kiepsko jest u nas z katechizacją dorosłych i że nie ma tego, o co kiedyś apelował Benedykt XVI, mówiąc do młodzieży: Musicie wiedzieć, w co wierzycie. Pamiętam, że to zdanie bardzo mnie wtedy poruszyło – taka kategoryczność stwierdzenia papieża: Musicie wiedzieć. On nie mówił: Dobrze by było, gdybyście się czegoś tam dowiedzieli. Nie, to było stanowcze: Musicie! To jest wasz obowiązek. Tego, niestety, często nie ma, a w każdym razie jest za mało. Nasza wiara, zakładając, że to jest ciągle wiara, zbyt mocno bazuje na jakichś sentymentach, na uproszczeniach, często na przesądach, a nawet na magii, no i potem nie ma się co dziwić, że twórcy takich rewelacji o zatrzaskiwanej bramie miłosierdzia mają ujeżdżanie.

Ale kij w mrowisko wkładali nie tylko świeccy. Jeden ze znanych kapłanów powiedział: „Jeśli odmówimy wiernym kontaktu z sakramentami, rodzi się pytanie, po co nam Kościół, który się zamknął w takiej chwili”.

Chrystus jest obecny na ziemi w swoim Kościele przynajmniej na trzy sposoby: po pierwsze – we wspólnocie spotykającej się w Jego imię; „gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni w moje imię, Ja tam jestem”, powie On sam. Po drugie – w Piśmie Świętym czytanym w duchu wiary, i po trzecie – w sakramentach, które są widzialnymi znakami Jego obecności i działania. Czyli nawet jeśli w tych dniach był utrudniony dostęp do sakramentów, Kościół nie miał urlopu, nie przerwał swojego działania. Tym bardziej mogliśmy docenić inne sposoby spotkania z Chrystusem, zwłaszcza modlitwę rodzinną i lekturę Pisma Świętego. I to się działo. A sakramenty też nie zostały zawieszone. Owszem, nałożono wynikające z rozsądku i miłości bliźniego ograniczenia dotyczące udziału wiernych w mszach świętych, ale jednak kościoły nie zostały całkowicie zamknięte. Nikogo nie pozbawiono sakramentów.

No nie… niektóre kościoły były zamknięte.

Było najwyżej tak, że w niektórych kościołach, gdzie księża, spodziewając się dużej liczby wiernych, nie chcieli ludziom odmawiać wejścia na liturgię, sprawowali ją bez udziału ludu. Tak było na przykład w mojej rodzinnej diecezji gliwickiej. Ale msza była sprawowana i ludzie mogli korzystać z jej owoców, nawet gdy nie mogli fizycznie być bezpośrednio na niej obecni. Mogli też przyjść w dzień powszedni. Z sakramentu pokuty też można było skorzystać – jeśli nie w konfesjonale, to w przygotowanym do tego pomieszczeniu. Pomysłowość księży była ogromna.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


bp Adrian Galbas SAC - ur. 1968, pallotyn, w latach 2011-2019 prowincjał Prowincji Zwiastowania Pańskiego, doktor teologii duchowości, ceniony duszpasterz i rekolekcjonista. Od stycznia 2020 biskup pomocniczy diecezji ełckiej, mieszka w Ełku. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

UMĘCZONY I POGRZEBANY

Plecami do Pana Boga

WIELKI NIEOBECNY?

JAK ZIARNKO SOLI

Wybierajcie życie


komentarze



Facebook