Archwium > Numer 563 (07/2020) > Rozmowa w drodze > BOLI, BO TO MÓJ KOŚCIÓŁ

BOLI, BO TO MÓJ KOŚCIÓŁ
Ukrywanie skandali to odruchowa reakcja zakażonego wirusem klerykalizmu: skoro coś złego się zdarzyło wśród nas - wybranych, to trzeba to szybko ukryć, bo brzydko wygląda.

zdjęcie: JOSH APPLEGATE / UNSPLASH.COM


Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Minęło ponad półtora miesiąca od premiery filmu braci Sekielskich Zabawa w chowanego. Co ojca najbardziej poruszyło?

Wojciech Ziółek SJ: Chyba zestawienie zwykłego, normalnego życia z bezdusznym, zinstytucjonalizowanym złem. Z jednej strony normalna, związana z Kościołem i darząca ten Kościół zaufaniem rodzina, która na dodatek boryka się z chorobą jednego ze swych dzieci, a z drugiej strony wykorzystujący to zaufanie ksiądz pedofil, z premedytacją krzywdzący dzieci tej rodziny. Z jednej strony rodzice ofiary zwracający się do swego biskupa, a z drugiej jego oschła, chłodna, bezduszna reakcja. Bez słowa „przepraszam”, bez pytania: „Jak mógłbym państwu pomóc?”, bez choćby krzty empatii, współczucia i zrozumienia. Gorzej niż w urzędzie, bo z kościelnym zaśpiewem na ustach.

A skąd się bierze takie zachowanie?

Papież Franciszek mówi, że źródłem takich postaw jest klerykalizm, i ja się z nim zgadzam. Klerykalizm wyraża się w myśleniu: Do mnie – ponieważ jestem księdzem – trzeba się zwracać inaczej niż do wszystkich innych, do mnie na rozmowę trzeba się umówić, do mnie trzeba przyjść, bo przecież ja się nie będę fatygował. To przekonanie o tym, że z racji bycia księdzem jestem kimś wyjątkowym. I mówię o wszystkich księżach. Wszystkim nam to grozi, a nawet więcej: wszyscy mieliśmy lub wciąż mamy takie symptomy.

A czyż nie jest tak, że właśnie w takim duchu formowani są klerycy w seminarium – wybrani przez Boga i powołani do głoszenia prawdy?

Rozmawiałem niedawno z moim przyjacielem, też księdzem, który mówił mi: W seminarium tak nam właśnie powtarzano, że problemy księży, jakiekolwiek by były, powinny zostać tylko wśród księży, bo ludzie świeccy tego nie zrozumieją.

Dość ponury obraz…

Ale są jaskółki zmian. W wielu diecezjach i zakonach dzięki żmudnej pracy formacyjnej ostatnich lat (to prawda, że podejmowano ją często pod presją mediów) widać sporą zmianę mentalności i podejścia do tych problemów. Ten sam mój przyjaciel powiedział też, że rozmawiając z młodszymi księżmi, nie spotkał żadnego, który po ostatnim filmie Sekielskich mówiłby o „perfidnym i nieprawdziwym ataku na Kościół” lub, co gorsza, lekceważyłby cierpienia i dramat ofiar. Tę zmianę warto odnotować.

Ale logika wyjątkowości to błąd wychowawczy?

Ogromny. Według niej chłopak, który wstępuje do seminarium, nagle, z dnia na dzień, staje się inny. Zaczyna bywać na plebanii – w miejscu niedostępnym dla wszystkich. Siada do obiadu z księżmi, a siostry czy pani gospodyni usługują mu do stołu. Zostaje dopuszczony do rozmów o rzeczach, o których ze świeckimi się nie rozmawia. Raptem jest po drugiej stronie, w innym świecie. Niczym Alicja w Krainie Czarów przechodzi na drugą stronę lustra. Zaczyna się utwierdzać w przekonaniu, że jest niezwykły, nieomylny, nietykalny. Do święceń jeszcze się stara albo udaje, ale potem już nie musi, bo wszystko wokół mówi mu: „Jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka. Nikt ci tych święceń już nie wydrapie”. Skąd o tym wiem? Z autopsji. Ksiądz w Polsce nie może się nie zetknąć z klerykalizmem. Ten wirus jest wszechobecny, bo to jest od lat trwająca pandemia.

Ale jaki to ma związek ze skandalami, o których mówimy?

Wirus klerykalizmu doprowadza do trwałych zmian, których konsekwencją jest właśnie mentalność wybranych, a wybrani są inni: mówią swoim własnym językiem, z właściwym sobie tonem, mają swój własny, hermetycznie zamknięty świat ze swoją własną hierarchią godności, zaszczytów i nagród. Symptomy tej mentalności są potem widoczne w naszym codziennym zachowaniu, ale też dają o sobie znać w chwilach zagrożenia. Ukrywanie skandali to odruchowa reakcja zakażonego wirusem klerykalizmu: skoro coś złego się zdarzyło wśród nas – wybranych, to trzeba to szybko ukryć, bo brzydko wygląda. Zamiast cięć chirurgicznych, a nawet amputacji, stosuje się jednak opatrywanie ran tym samym zużytym bandażem z napisem: „Święceń nie można wydrapać”. Efekt jest taki, że zamiast powrotu do zdrowia mamy postępującą gangrenę.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Ziółek SJ - jezuita, uratowany grzesznik, Twitter/wziolek_sj (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa i teologii, kaznodzieja i rekolekcjonista, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze" (od 2010 roku), autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich, publicysta, autor książek "Smaki życia" i "Po co światu mnich?" (obie wspólnie z Katarzyną Kolską). (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

BIEG NA ODCHODZENIE

NA MOJE SZCZĘŚCIE

ŻYWOT WIECZNY. AMEN

ORĘDZIE PASCHALNE Z KOTŁOWNI

WYZNAĆ MIŁOŚĆ PO WYJŚCIU Z SZAMBA


komentarze



Facebook