PO PROSTU LITERY
"Leksykon światła i mroku", Simon Stranger, przekład: Katarzyna Tunkiel, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020

Anna Król

Simon Stranger przypomniał historię, która wydarzyła się naprawdę. Historię, której urywki słyszał w przeszłości, podczas rodzinnych spotkań i lokalnych wydarzeń. Opisał ją, używając kolejnych liter alfabetu. W jego książce Leksykon światła i mroku litery występujące po sobie niosą znaczenia i emocje. B jak banda stoi obok B jak brat i buty. K jak kupiec obok K jak kochanie, M jak musztra obok M jak migrena. Bohaterowie dorastają, giną i przechodzą do historii. Tej przez małe h, gdzie najważniejszymi wydarzeniami są śluby, narodziny i praca w sklepie z damską konfekcją Paris-Wien. Stranger umiejętnie zestawia tę małą h z jej siostrą pisaną wielką literą. Wielka historia wkracza do miasteczka Trondheim w środkowej Norwegii i wciąga w swój wir ludzkie losy. Nikt nie może się jej oprzeć.

Kolejne litery alfabetu zanotowane przez norweskiego pisarza otwierają przed czytelnikami nieznane światy. Teraz i ja nie mogę myśleć o tej niezwykłej książce inaczej, niż przypominając sobie brzmienie kolejnych zgłosek.

A, C, K, G

A jak absolutny zachwyt, który rośnie z każdą stroną Leksykonu. Stranger konstruuje swoją książkę z ogromną wrażliwością i zrozumieniem dla opisywanych bohaterów. Nikogo nie ocenia. Z takim samym zaangażowaniem opisuje tych, którzy decydują się na popełnienie zbrodni, jak i tych, którzy są ich ofiarami.

C jak człowiek, którego tak łatwo jest zniszczyć. W powieści Strangera dla jednych wyrokiem będzie religia i pochodzenie, inni padną ofiarą szantażu, jeszcze inni spróbują przeżyć pomimo rozszalałej historii.

K jak kompleksy. Bo z nich rodzi się potwór. Henry Olivier Rinnan mógł być zwykłym norweskim sprzedawcą albo mechanikiem pracującym w rodzinnym warsztacie. Ale zbyt niski, pochodzący z biedoty, od małego poniżany przez kolegów chłopiec pragnął być kimś wyjątkowym. Nie umiał sprawić, by ludzie go szanowali, więc zapragnął, by się go bano. W opowieści Strangera Rinnan dorasta do swojej zbrodniczej natury. Próbuje zła po kawałku. Najpierw drobnych kradzieży, oszustw i szantażu. Potem zdrady, kłamstwa i pierwszej przemocy. W końcu uczy się okrucieństwa, które daje mu to, czego pragnie najmocniej – poczucie wielkości, władzy i bezkarności. Rinnan to prawdziwy antybohater. Stranger nie pozwala czytelnikowi ani przez chwilę go polubić. Może przez moment jest nam go żal i trzymamy kciuki za chuderlawego chłopca, którego koledzy biją lub unikają. Ale Rinnana młodego mężczyzny już raczej nie lubimy, a kiedy staje się dorosły, po prostu nas przeraża.

G jak groza. Rosnąca z każdą przeczytaną stroną i każdym kolejnym rozdziałem. Stranger jako narrator zdaje się w opisywanych wydarzeniach nie uczestniczyć. Nawet jeśli pisze o własnej rodzinie, rzadko się zdobywa na osobisty komentarz. Jest chłodnym obserwatorem i poszukiwaczem prawdy. Może dlatego jego opowieść jest tak dotkliwa. Fakty odarte z uczuć trudno jest zignorować. Autor nie używa wielkich słów i nie odwołuje się do własnych emocji. Stara się opowiedzieć wszystko jak najdokładniej i niczego nie pominąć.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Anna Król - pisarka, wydawca, autorka książek "Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie" i "Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego" oraz spektakli teatralnych i projektów; pomysłodawczyni i dyrektor Big Book Festivalu oraz współtwórczyni niezależnego centrum literackiego Big Book Cafe. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZAGINĄĆ W ŚWIECIE

INACZEJ

WYJEŻDŻAMY. JESTEM ŻYDÓWKĄ

PRZESZŁOŚĆ I TAK CIĘ DOPADNIE...

DOPÓKI NIE WIESZ, CZY DOJDZIESZ, IDŹ


komentarze



Facebook