Archwium > Numer 564 (08/2020) > Nie taki Stary Testament > GDY NIEWIDZIALNY PROWADZI PRZEZ PUSTYNIĘ

GDY NIEWIDZIALNY PROWADZI PRZEZ PUSTYNIĘ
Dlaczego Mojżesz nie wszedł do ziemi Kanaan? Był przecież tak blisko. Czy wiązało się to jedynie z solidarnym dzieleniem losu grzesznego ludu, czy też było konsekwencją osobistej winy Mojżesza?

nowe zdjęcie


Danuta Piekarz

Wyjście Izraelitów z Egiptu nie było tylko jednym z wielu wydarzeń w historii Izraela, ale stało się wydarzeniem typicznym, kluczem do rozumienia historii narodu, znakiem rozpoznawczym Boga, który wyzwala z niewoli. Po wiekach powrót z wygnania z Asyrii czy Babilonu będzie postrzegany jako nowy exodus, poprzez który Bóg na nowo gromadzi lud na ziemi ojców. Czas pobytu na pustyni będzie natomiast porównywany – choćby u Ozeasza – do „czasu narzeczeństwa”, gdy lud pozbawiony pewników i zabezpieczeń musi zaufać opiece Boga.

Zauważmy też, że ewangeliści, zwłaszcza św. Mateusz, ukazują Jezusa jako nowego Mojżesza, prowadzącego do najwspanialszej Ziemi Obiecanej: On przekazuje z góry Boże słowo, On karmi lud chlebem z nieba, w Nim wreszcie dokonuje się najpełniejsza Pascha – ze śmierci do życia.

Gdy jednak zagłębimy się w rozważania Księgi Wyjścia i kolejnych ksiąg opisujących czasy exodusu, łatwo zgubimy się w szczegółach, zwłaszcza gdybyśmy chcieli odtworzyć trasę drogi przez pustynię. Wydaje się bowiem, że w księgach biblijnych połączono odrębne wydarzenia. Z tego, co mówią źródła historyczne, część Izraelitów mieszkała już na ziemi Kanaan, a dołączyli do nich rodacy, wędrujący z Egiptu przynajmniej dwiema różnymi trasami. Być może jedna grupa opuściła Egipt za zgodą faraona (XVI wiek przed Chrystusem?), a druga uciekła pod wodzą Mojżesza (XIII wiek przed Chrystusem?) – stąd pościg egipskich wojsk. Historyczność Mojżesza trudno dziś negować, ale wiązane z nim wydarzenia niekoniecznie musiały mieć miejsce i przebiegać zgodnie ze znanym nam opisem. Teksty powstały przecież wiele wieków później, mogły więc zostać wzbogacone o nowe elementy, zresztą trudno wymagać od starożytnych autorów przekazu historycznego w naszym rozumieniu. Nigdy nie ustalimy z całą pewnością, które epizody rzeczywiście miały miejsce, pozostaje nam przyjąć tekst taki, jaki nam przekazano, znajdujemy w nim bowiem niesłychanie istotne pouczenia.

Bunt

Po przejściu Morza Czerwonego (jakkolwiek będziemy rozumieć owo „Jam Suf” – Morze Trzcin/Sitowia) Izrael rozpoczyna wędrówkę przez pustynię. Pamiętajmy jednak, że hebrajskie midbar niekoniecznie oznacza tylko pustynię piaszczystą czy skalistą, ale też nieuprawianą ziemię, np. step. W myśli biblijnej zauważa się ambiwalencję symboliki pustyni: z jednej strony jest ona postrzegana jako miejsce niebezpieczne, grożące śmiercią z pragnienia i głodu; co więcej, pustynię uważano za siedzibę złych duchów, uprzywilejowane miejsce kuszenia. Z drugiej strony dostrzegano, że to groźne terytorium, w którym człowiek nie ma gwarancji przetrwania, jest szczególną okazją do spotkania z Bogiem, nawiązania czy odnowienia z Nim relacji. Ta pustynna szkoła zawierzenia staje się szczególnie trudna, gdy zmęczony mozolną wędrówką umysł idealizuje poprzednie warunki życia. Izrael też szybko zaczyna narzekać przed Mojżeszem, co dobrze streszczają słowa wypowiedziane jeszcze nad brzegiem morza: „Czyż brakowało grobów w Egipcie, że nas tu przyprowadziłeś, abyśmy pomarli na pustyni? Cóż za usługę wyświadczyłeś nam przez to, że wyprowadziłeś nas z Egiptu? Czyż nie mówiliśmy ci wyraźnie w Egipcie: Zostaw nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom. Lepiej bowiem nam było służyć im, niż umierać na tej pustyni” (Wj 14,11n). Słusznie ktoś zauważył, że dużo łatwiej jest wyprowadzić Izraela z Egiptu, niż wyprowadzić Egipt z Izraela. Trudno się zgodzić na zmiany, nawet jeśli prowadzą ku wolności. Niełatwo też poddać się kierownictwu niewidzialnego i nieprzewidywalnego Boga, stąd tak łatwo o pokusę utworzenia sobie czegoś, co, owszem, miałoby symbolizować Stwórcę, ale byłoby dotykalne, widzialne… jak ten złoty cielec, wytopiony w czasie długiego, zbyt długiego oczekiwania na powrót Mojżesza rozmawiającego z Bogiem na górze. Cielec nie był wizerunkiem pogańskiego bóstwa, ale był niedozwoloną próbą wyobrażenia Niewyobrażalnego, na podobieństwo bóstw sąsiednich narodów. Co więcej, złoto zabrane Egipcjanom, które było szczególnym znakiem zwycięstwa odniesionego przez Boga, teraz staje się środkiem do zdrady Boga przez lud. Cielec to „bóstwo oswojone”, zredukowane na miarę człowieka. Słusznie ktoś zauważył, że w tej wędrówce każdy musi odpowiedzieć na pytanie, komu chce służyć: faraonowi, który gnębi w niewoli, ale zapewnia utrzymanie, cielcowi, widzialnemu, ale bezsilnemu, czy też prawdziwemu, potężnemu, ale niewidzialnemu Bogu?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Danuta Piekarz - doktor teologii biblijnej, italianistka, wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II i w dominikańskim Kolegium Filozoficzno-Teologicznym w Krakowie; od wielu lat współpracuje z salwatoriańskim Centrum Formacji Duchowej w Krakowie jako tłumaczka i konferencjonistka; autorka książek: "(Nie) bój się Boga. Co Biblia mówi o lęku?"; "Słowo, które stwarza. Medytacje nad Starym Testamentem", "Słowo, które zbawia. Medytacje nad Nowym Testamentem". Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZMIENIAĆ ZIEMIĘ W NIEBO

WEŹ TĘ KSIĘGĘ I ZJEDZ

TRZY RAZY DOOKOŁA ŚWIATA

PRZEWODNIK LITURGICZNY

ON I ONE


komentarze



Facebook