BURZA NA MODLITWIE
Mówiąc: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi", przywracasz właściwy porządek rzeczy. Znów Bóg może być Bogiem, a ty sobą.

zdjęcie: DAVE HERRING / UNSPLASH.COM


 

Paweł Zybura OP

Wsiadł do łodzi, a z Nim Jego uczniowie. Nagle zerwała się na jeziorze tak wielka burza, że fale zalewały łódź. A On spał. Wtedy zwrócili się do Niego i obudzili Go, wołając: Panie, ratuj! Giniemy! On zaś zapytał: Dlaczego się boicie ludzie małej wiary? Następnie wstał, zgromił wicher i jezioro i nastała głęboka cisza.

Ludzie natomiast pytali: Kim On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?

Nie pamiętam słów mojej pierwszej modlitwy, nie mam nawet świadomości jej początku. Owego punktu startowego, od którego można by powiedzieć, że zacząłem z Bogiem jakąś rozmowę. Ale jestem pewien, że od zawsze byłem w modlitwie! Jest tak dlatego, że to On – jak wierzę – jest Stwórcą świata i mnie w nim oraz inicjatorem tego, co nazywamy dialogiem, czyli życzliwą wymianą słów, niezbędną, by się do kogoś odnieść. Powiem więcej: Od zawsze byliśmy w modlitwie! Każdy i każda z nas. Bo to Jezus, jak zapisał św. Jan, za nas się nieustannie modli (J 17,20–26). Dialog z Bogiem, czyli modlitwa, jest więc czymś więcej niż wymianą słów pomiędzy Słowem pisanym dużą literą a nami. Modlitwą może być cierpliwe czekanie w milczeniu na głos, by odpowiedzieć: „Panie, otwórz wargi moje, a usta moje będą głosić Twoją chwałę” (Ps 51,17), lub przeciwnie, głośne wołanie: „Panie, ratuj! Giniemy” (Mt 8,25).

Słowa i pragnienia Boże i ludzkie nie są sobie równe, nie ważą tyle samo. Wielkość czcionki oddaje to w sposób symboliczny. To Jego słowo, zapisane w Biblii za pośrednictwem hebrajskiego dawar, stwarza, porządkuje, tłumaczy, nadaje liczbę i miarę, uzasadnia, jest niczym nieograniczoną siłą, która ma swoją masę i przyspieszenie; nasze/moje słowa próbują świat z trudem opisać, a nie jest to przecież mała rzecz. Różnica potencjałów – powiedzieliby fizycy – i trzeba się na nią pokornie (tzn. zgodnie z prawdą) zgodzić – bez pretensji i zawodu. „Odpowiednie dać rzeczy słowo”1jest troską poety wobec natury świata, jest i naszą troską wobec Boga, który jest Osobą, a właściwie komunią Osób, od których początek bierze wszystko. A w tym wszystkim my, zależni, niekonieczni, ale ukochani, toczymy ów dialog czasem skutecznie i bez przeszkód, na ogół jednak z trudem, świadomi lub nie, że jesteśmy słabymi partnerami do rozmowy. Brakuje nam mocy, znaczenia, polotu… w końcu słów. I choć nie zawsze posługujemy się słowami (cisza), ten dialog nieprzerwanie od wieków trwa, zainicjowany dla nas przed nami.

I jeszcze jedna myśl. „Dialog – tłumaczył swoim słuchaczom ks. Józef Tischner – oznacza, że ludzie wyszli z kryjówek, zbliżyli się do siebie, rozpoczęli wymianę zdań. Początek dialogu – wyjście z kryjówki – jest już dużym wydarzeniem. Trzeba się wychylić, przekroczyć próg, wyciągnąć rękę, znaleźć wspólne miejsce do rozmowy”2. Nawet Ten, którego jako ludzie wierzący nazywamy Bogiem, który objawił nam wszystko i prowadzi nas ku sobie w historii, której celem jest zbawienie, potrzebuje rozmówców! On pragnie z nami mówić. Opowiadać, stwarzać, ale i słuchać. Ten, o którym Ps 139 mówi, że zna słowa, których nie wypowiedziały jeszcze nasze usta, oczekuje, byśmy opuścili miejsca naszego ukrycia, wieczerniki, w których z różnych powodów się chowamy. Czasem przed Nim, najczęściej jednak przed samymi sobą. „Pokój wam! Nie bójcie się! Przyjmijcie Ducha Świętego…” (J 20,19–22).

Tak się módlcie

Jezus najpierw ostrzega: „Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy (tu następuje niepochlebna charakterystyka modlących się w synagogach Żydów oraz wystających na ulicach miast pogan). Nie naśladujcie ich! Ojciec wasz bowiem wie, czego wam potrzeba. Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie…” (por. Mt 6,5–14).

Piękniejszych i właściwszych słów skierowanych do Boga nikt przed Jezusem nie użył. „Pierwsi Hebrajczycy nie doświadczali tej więzi podczas medytacji, której jeszcze nie znali, a tym bardziej nie powierzali się Bogu. Zanim z ich ust popłynęła modlitwa, składali Stwórcy ofiarę z trzody lub płodów ziemi. Z wyrzeczenia narodziła się modlitwa: najpierw ofiarować swoje dobra, potem dać swoje słowa”.

Prośba uczniów Jezusa o modlitwę, na którą Bóg nie może pozostać obojętny, oraz której użyłby względem Ojca sam ich Mistrz, zawiera w sobie – wewnątrz własnej struktury! – sposób na przezwyciężenie tego wszystkiego, co sprawia nam na modlitwie kłopot. Z czym się zmagamy, co sprawia, że ostatecznie z modlitwy rezygnujemy.

I nie mam tu na myśli jedynie niemocy woli, braku zadowolenia, niesprzyjających warunków zewnętrznych, beznamiętności w przeżywaniu, nudy, rutyny, rozproszeń i tym podobnych. Myślę tu o każdej z siedmiu próśb, z których składa się Modlitwa Pańska, a które same z siebie, jak to coraz wyraźniej widzę, są drogą do celu. Pielgrzymką, która da nam się we znaki, gdy będziemy chcieli ją przejść, lecz także sposobem uniknięcia gadulstwa oraz głupiego naśladowania, o które oskarżeni są przez Jezusa gromadzący się w synagodze Żydzi oraz pogańscy oratorzy, publicznie prezentujący swoje modły. Zapewniam was, ostrzega Jezus: „otrzymują swoją nagrodę” (czas teraźniejszy!).

Trudne wezwanie

Ojcze nasz, który jesteś w niebie… Aż trzy trudności mieszczą się w tym krótkim wezwaniu rozpoczynającym dialog z Bogiem. Pierwsza wiąże się ze słowem, na które czekaliśmy setki lat, od czasu, gdy Bóg zapytany o imię powiedział: ‘ehje aszer ‘ehje – JESTEM, KTÓRY JESTEM. Dzięki Jezusowi zyskuje nowe, bliskie jak nigdy dotąd, troskliwe imię. Choć nie przestaje być nadal El Szaddaj (Bóg Wszechmocny), uczniowie słyszą aramejskie słowo Abba, którym Jezus polecił się zwracać do Boga. Ojcze – to Jego nowe imię! Druga trudność wprowadza napięcie w relacji pomiędzy tym, co moje, dla mnie, a tym, co wspólne, dla nas. Trzecią jest niebo, a więc to, co podziwiamy na dystans.

Są badania, które mówią, że obraz ojca wpływa na obraz Boga. O Bogu myślimy (najczęściej), że jest dobry i miły, ale nie interesuje się nami szczególnie. Ma wiele problemów na głowie. Cały świat – to przecież wielka sprawa.

To, co się wydaje niegroźne, z czasem jednak nabiera złowrogiej siły. Staje się realną przeszkodą w modlitwie, a więc tym, co nas do modlitwy zniechęca, ułatwia wybór: „wszystko, byle nie to”, „tyle zmarnowanego czasu”, „nudziarstwo”. Nawet na kłótnie z Bogiem nam nie wystarcza sił. Swoją drogą, ciekawe, że z najbliższymi osobami kłócimy się najczęściej i na ogół zaciekle. Może dlatego, że mamy gwarancję, że nam wybaczą? Wszak łączy nas ciało i krew.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Paweł Zybura OP - ur. 1977, dominikanin, duszpasterz duszpasterstwa Post13 oraz ekonom klasztoru, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PAMIĘĆ

SIŁA I WIARA

Adwentowy alert

SFRUSTROWANYM

TYLKO POKORA


komentarze



Facebook