Archwium > Numer 569 (01/2021) > Sposób na życie > CO SIĘ STAŁO Z NASZĄ PRACĄ

CO SIĘ STAŁO Z NASZĄ PRACĄ
Jeśli czytacie ten tekst, mając 60 lat i więcej, to prawdopodobnie nie zmieniliście pracy ani razu w życiu. Wasze dzieci - co najmniej raz. A wnuki będą wykonywać zawody, które dziś raczkują albo jeszcze nie istnieją.

ANDREA PIACQUADIO / PEXELS


Ten obraz przechowuję gdzieś w zakamarkach pamięci. Mam kilka lat, mama odprowadza mnie do przedszkola. Całuje mnie i przytula na do widzenia, wychodzi, idzie na przystanek tramwajowy i jedzie do pracy. Wróci po mnie po południu, tą samą drogą. Miną lata. Ja zdążę skończyć szkołę podstawową, liceum i studia, ona dzień w dzień, aż do emerytury będzie jeździła w to samo miejsce. Była z nim tak zrośnięta, że ilekroć wpadałam do niej do pracy, potrafiłam rozpoznać rytm jej kroków na linoleum. Dopiero teraz dogania mnie myśl, że nie miałabym tego wspomnienia, gdyby mama choć raz w życiu zmieniła pracę.

Czyżby nie miała aspiracji? Nie czuła potrzeby zmiany? A może chciała, tylko w socjalistycznej Polsce co chwilę coś stawało temu na przeszkodzie? Nie wiem. I już o to nie zapytam, za późno. Pewne jest jedno: świat pędzi dziś do przodu, jak chyba nigdy wcześniej. W 1989 roku w Polsce padł nie tylko system polityczny, ale i gospodarczy, a z nim tysiące miejsc pracy. Jedni pogrążyli się w bezrobociu i beznadziei, inni założyli swoje firmy (często z -ex na końcu nazwy, żeby było bardziej światowo), które zdobywały rynek. Lecz nie na zawsze, bo dziś już tak się nie da. Wystarczy popatrzeć na światowych gigantów w branży IT – jeszcze kilkadziesiąt lat temu takie firmy jak Google, Apple, Facebook czy Amazon po prostu nie istniały. A kilkanaście lat temu niejedna mama załamywała ręce, gdy jej syn za długo siedział przed komputerem. Skąd miała wiedzieć, że już niedługo jego śmieszne hobby stanie się intratną posadą, dzięki której kupi mamie nowy dom z ogrodem albo urządzi kuchnię?

Niby ten zawód, co zawsze, a jednak inny

Żyjemy w świecie, w którym pojawia się wiele nowych, wcześniej nieznanych zawodów. Kilka lat temu ukazały się badania Attention Marketing Research. Według nich 60 procent ludzi, którzy dopiero wejdą na rynek pracy do 2025 roku, będzie wykonywać zawód, który dziś nie istnieje.

– Pytam nastolatków, co chcą robić, gdy dorosną. A oni wyliczają: „Będę jutuberem albo influencerem” – usłyszałam całkiem niedawno od doradczyni zawodowej w Poznaniu. Gdy pojawiła się pierwsza taka odpowiedź, zbierała szczękę z podłogi. Ale takich odpowiedzi było więcej i więcej, co wymusza już refleksję. Może więc nie jest to jedynie historyjka o sile marki, jaką wśród młodych jest YouTube. Może też nie jest to jedynie opowieść, że młodym imponują łatwe i szybkie pieniądze, które można zarobić w wirtualnej rzeczywistości.

Może to historia o tym, co się stało z mediami? Dziennikarze, którzy pracują w zawodzie 20 lat i więcej, dobrze wiedzą, jak bardzo zmienił się charakter ich pracy. Czasu na pisanie wnikliwych reportaży, przeprowadzanie wywiadów czy pogłębionych analiz jest coraz mniej i dostają go od szefów redakcji nieliczni. Zdecydowana większość ma tłuc szybkie newsy, nierzadko w oparciu o kilka cytatów celebrytów z social mediów i krótkie filmiki. Bo to się klika w internecie. Nie powinno nas więc dziwić, że młodzi, pytani o plany na przyszłość, mówią, że chcą być jutuberami i influencerami. A uczelnie, wychodząc temu naprzeciw, zamiast na studia dziennikarskie zapraszają – jakże nowocześnie – na kierunek media worker.

O początku XXI wieku mówi się często, że to czas, w którym zmiana jest permanentna. Bo też nie może być inaczej w świecie VUCA, w jakim przyszło nam żyć. Jest on zmienny (volatility), niepewny (uncertainty), złożony (complexity) i niejednoznaczny (ambiguity). I taka jest też większość prac i zawodów, które dzisiaj wykonujemy. Spójrzmy choćby na lekarzy. Który z nich – nie tylko w Polsce, lecz w skali globalnej – spodziewałby się jeszcze rok temu, że będzie udzielać teleporad i spotykać się z pacjentami za pośrednictwem ekranu komputera? Może izraelski naukowiec Yuval Noah Harari, który w swoich 21 lekcjach na XXI wiek pisał nie tak dawno, że w niedalekiej przyszłości zawód lekarza podstawowej opieki zdrowotnej da się zastąpić dobrze skrojonymi algorytmami, które po wpisaniu objawów rozpoznają, czy mamy przeziębienie, grypę czy anginę, po czym zalecą odpowiednią kurację. Wystarczył jeden wirus, byśmy zobaczyli, jak bliska realizacji jest ta wizja. W ciągu – dosłownie! – kilku tygodni pandemii lekarze zmienili sposób, w jaki przez lata wykonywali swoją pracę. A wykładowcy akademiccy i nauczyciele? Czy komuś z nich przyszło do głowy, że ze swoimi studentami i uczniami będą się kontaktować online? A co z kobietami w sklepach, które jeszcze niedawno mogły mówić, że są kasjerkami, a teraz, w dobie pandemii, zastąpiły je bezobsługowe kasy? Czy powrócą, gdy wirus odpuści, czy też podzielą los, który kilkadziesiąt lat temu spotkał niejednego zduna?

Rolnik, w najbliższym nam kulturowo świecie zachodnim, często nie jest już tym, który wychodzi na pole i sieje lub zbiera plony. To nierzadko ktoś, kto ma w domu komputerowe centrum dowodzenia maszynami, które po wciśnięciu konkretnego guzika w odpowiednim czasie posieją ziarno, by później zebrać to, co z niego wyrosło. To wszystko oczywiście trzeba będzie nawadniać i odpowiednio nawozić, ale tym się zajmą drony, które najpierw ocenią, gdzie i ile wody i nawozu potrzeba, a potem to wszystko uzupełnią. To nie jest inna planeta. To nie jest kosmos. To nie jest rok 2050. To wszystko dzieje się tu i teraz.

Nauka przez całe życie

– Nawet jeśli treść pracy się nie zmienia, to wchodzą nowe technologie, które trzeba opanować – zwraca uwagę dr hab. Anna Wach z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. – To wymaga uczenia się przez całe życie. Są prognozy, które pokazują, że zawód można zmieniać do kilkunastu razy w życiu!

Doktor Wach pracuje ze studentami od 20 lat. Niedawno policzyła, że w tym czasie miała zajęcia z 28 przedmiotów. Niektóre podobnie się nazywały, miały nieco zbliżone treści nauczania, ale jednak ostatecznie było to 28 różnych bytów. Sama też przeszła drogę między kilkoma dziedzinami wiedzy: skończyła pedagogikę, potem jej zainteresowania badawcze skupiły się na technologiach informacyjnych, teraz wykłada na uczelni ekonomicznej. A to wciąż nie jest koniec jej akademickiej kariery. – Co chwilę jesteśmy stawiani przed koniecznością uczenia się nowych rzeczy – zewnętrzne czynniki nas do tego zmuszają, inaczej zginiemy – mówi. – Dziś ważne jest solidne, ogólne wykształcenie, które będzie trampoliną do uczenia się różnych rzeczy. Kursów, szkoleń w dorosłym życiu będziemy robić więcej niż w tej chwili – podkreśla dr hab. Anna Wach.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Aleksandra Przybylska - dziennikarka "Gazety Wyborczej", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

OSTATNIE CHWILE PRZED KOŃCEM WSZYSTKIEGO

WYSTARCZY UCHYLIĆ DRZWI

NASZA PRACA MUSI MIEĆ SENS

I ŚLUBUJĘ CI... A JEDNAK NIE

SMAKI JĘZYKÓW


komentarze



Facebook