JESTEM
Pandemia skazała miliony z nas na izolację i wszyscy doświadczyliśmy, jakie to jest trudne i straszne. Być może uwrażliwi nas to na kwestię osób starszych.

Katarzyna Kolska: Niemal rok temu, powodowani troską i obawami o zdrowie najbliższych, powiedzieliśmy seniorom: „Zostańcie w domu”. Czy ta nasza troska nie obróci się przeciwko nim?

Barbara Smolińska: Pierwsza myśl, jaka mi przychodzi do głowy, jest taka, że na szczęście nie wszystkie starsze osoby zostały w domach. Bo jeśli się rozejrzymy uważnie na ulicy czy w sklepach, to jednak trochę seniorów widać. Może nie wszyscy posłuchali, choć była taka zachęta czy nawet nakaz ze strony bliskich. Trudno wyważyć, co jest dla tych osób najlepsze. Doskonale wiemy, że dla ludzi starszych, schorowanych koronawirus może być niebezpieczny. Dlatego w trosce o ich zdrowie fizyczne uznaliśmy, że lepiej ich odizolować i ograniczyć ich kontakty z tymi, którzy mogliby ich zarazić. Ale z drugiej strony pozostaje przecież niezwykle ważna także dla kondycji fizycznej przestrzeń życia psychicznego. Niestety, w tej trudnej sytuacji chyba trochę o tym zapomnieliśmy, albo raczej uznaliśmy, że zdrowie fizyczne jest o wiele ważniejsze niż zdrowie psychiczne.

I trwa to już blisko rok...

No właśnie. A przecież wcześniej, przed pandemią, mówiliśmy starszym osobom, że powinny, o ile to możliwe, wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi, być na miarę swoich możliwości aktywne – i nagle wszystkiemu zaprzeczyliśmy.

A nie zapominajmy, że zamknięcie się w domu wiąże się często z ogromną samotnością, która dla ludzi jest wielkim bólem i cierpieniem. I nie myślę tu tylko o osobach bezdzietnych, ale także o tych, które mają dzieci i wnuki, i to niekoniecznie na drugim końcu świata, tylko często w tym samym mieście.

Czego najbardziej brakuje starszym osobom?

Kontaktu z innymi, czyjejś obecności, bliskości, dotyku, rozmów, i to nie tych przez telefon czy różne komunikatory. Oczywiście wielu seniorów zrobiło ogromne postępy i korzysta z nowoczesnych możliwości, spotykając się na Zoomach i innych platformach. Ale umówmy się – to nie to samo.

Starszym osobom, bo one są najbardziej odizolowane, zamknięte, brakuje bezpośredniego kontaktu, bliskości, która jest związana z tym, że druga osoba jest obok mnie, że ją widzę w naturalny sposób, że mogę jej dotknąć. Łatwiej jest przekazać czułość, bliskość, serdeczność w sposób bezpośredni. Może nie jest tak, że nie da się jej zupełnie przekazać na odległość, przez telefon czy właśnie przez komputer, ale jest to dużo trudniejsze. I to dla obu stron. Także dla młodych, którzy jakoś próbują wspierać swoich rodziców czy dziadków.

Ja na przykład zawsze podawałam rękę pacjentom na powitanie i na pożegnanie i strasznie mi tego brakuje.

Czym może skutkować taka przedłużająca się samotność i brak codziennych rytuałów – wyjścia do sklepu, do kościoła, posiedzenia na ławce z sąsiadką?

Skutki tego są bardzo niebezpieczne, jestem pewna, że wiele osób już je odczuwa. Zwiększa się poczucie samotności, pogłębia się bezradność, nasilają się różne lęki. Straciliśmy poczucie siły i kontroli, wyszliśmy z iluzji, że mamy jako ludzie władzę nad światem. U osób starszych ten lęk – przed chorobą, śmiercią, umieraniem w samotności – stał się bardzo realny. Przed pandemią, jeśli ktoś trafił do szpitala, mógł liczyć na obecność rodziny, pomoc bliskich, ich opiekę i obecność przy szpitalnym łóżku – teraz zostaliśmy tego pozbawieni. Starsze osoby wyobrażają sobie więc umieranie samemu, bez pożegnania, czasem bez możliwości pojednania, powiedzenia sobie czegoś ważnego. To może prowadzić do stanów depresyjnych, wycofywania się z życia. Wiadomo, że w starszym wieku im mniej ćwiczymy nasze ciało, nasz mózg, tym bardziej się zapadamy w siebie, stajemy się odcięci od rzeczywistości. Niektóre starsze osoby brały udział w różnych przedsięwzięciach, na przykład przy uniwersytecie trzeciego wieku, należały do grup wsparcia dla seniorów, rozmaitych klubów, starsze panie spotykały się z koleżankami na kawę w kawiarni, żeby porozmawiać. No i teraz ci ludzie są od tego wszystkiego odcięci. Nie mają więc ochoty rano wstać, ubrać się, wyjść na spacer, spotkać się z kimś…

Czy pani zdaniem taka całkowita izolacja – myślę o starszych osobach – nie była zasadna?

Chyba bałabym się aż tak powiedzieć. Pandemia nas zaskoczyła, była sytuacją zupełnie nową, robiliśmy wszystko, żeby ochronić seniorów, żeby nie zachorowali, bo wiedzieliśmy z każdym dniem coraz lepiej, że choroba może oznaczać dla nich śmierć. Walczyliśmy o nich, żeby ocalić ich życie, żeby przetrwać. Ale jednocześnie wydaje mi się, że zapomnieliśmy o ich psychice. Im dłużej to trwa, tym ważniejsze jest dodawanie do tego refleksji: OK, ale jak mają przetrwać? I czy będą w stanie wrócić do życia sprzed pandemii? Bo to zupełnie coś innego, kiedy się jest młodym czy w średnim wieku – wiadomo, prędzej czy później wrócimy do tego, co było. Natomiast kiedy się ma osiemdziesiąt czy dziewięćdziesiąt lat, to bardzo trudne. I nawet kiedy ktoś w końcu powie: „Seniorzy, możecie wychodzić i żyć jak dawniej”, to wiele osób już nigdzie nie wyjdzie i nie wróci do dawnego życia. Bo zapomną, jak to było.

Chyba nigdy wcześniej, nawet w czasie strasznych wojen, nie przeżyliśmy takiej izolacji.

Też mi się tak wydaje, bo w czasie wojen, w obliczu zagrożenia, ludzie chcieli być bliżej siebie. Pandemia skazała miliony z nas na izolację i wszyscy doświadczyliśmy, jakie to trudne i straszne. Być może uwrażliwi nas to na kwestię osób starszych. Bo przecież nie możemy powiedzieć, że przed pandemią wszystko było super i że nasi seniorzy nie doświadczali opuszczenia i samotności. Kultura, w której żyjemy, narzuca nam kult młodości, starsi są marginalizowani, odsuwani na bok. Rzadko ich słuchamy, raczej postrzegamy ich jako tych, którzy nie nadążają za postępem cywilizacyjnym. Być może po pandemii zdobędziemy się na refleksję na temat miejsca osób starszych w społeczeństwie i odpowiemy sobie na pytanie, czy starość jest ważną i dobrą częścią naszego życia, czy to po prostu końcówka, o której wolimy nie myśleć.

W marcu ubiegłego roku, na początku pandemii, byliśmy w stosunku do siebie bardzo empatyczni i pomocni, w blokach na klatkach schodowych pojawiały się kartki: „Drogi seniorze, jeśli chcesz, mogę ci zrobić zakupy”. Zastanawia mnie, czy przedłużająca się pandemia nie osłabi tej naszej wrażliwości na innych.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Barbara Smolińska - doktor nauk humanistycznych, psychoterapeutka i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, szefowa Pracowni Dialogu, prowadzi terapię indywidualną, małżeńską, rodzinną, warsztaty psychologiczne oraz superwizje. Jest mężatką, ma czworo dzieci. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

LEKARSTWEM SĄ SŁOWA

ŁÓDECZKA ZA BURTĄ

KTO Z KIM ŚPI W SYPIALNI

Samodzielność kontrolowana

"To będzie nasza tajemnica"


komentarze



Facebook