DUSZPASTERZ ŚRODKA POLA

Próba napisania wspomnienia o ojcu Macieju wydaje się w moim przypadku zadaniem co najmniej karkołomnym. Dość powiedzieć, że poznaliśmy się raptem trzy lata temu, a zatem, jak się boleśnie okazało, u schyłku jego życia. Gdy ja przychodziłem na świat w 1993 roku, on miał już za sobą karierę dobrze zapowiadającego się fizyka, wspaniałą kartę opozycyjną i pierwsze sukcesy w zakonie dominikańskim (w tamtym czasie szefował Wydawnictwu W drodze, prowadząc zarazem wykłady na wydziale, którego ja po wielu latach zostałem absolwentem). Nie byliśmy ani współbraćmi z zakonu, ani przyjaciółmi z opozycji; dzieliła nas metrykalna przepaść.

Skromność mojego mandatu do kreślenia wspomnień o tak ważnej dla Polski i Kościoła postaci koryguje nieco przekonanie, że nie jestem sam – przez rozliczne inicjatywy Instytutu Tertio Millennio, którym kierował ojciec Maciej, przewinęło się wielu moich rówieśników, którzy spotkanie z nim zaliczają do ważnych momentów w życiu. Także niejako w ich imieniu chciałbym mu dziś podziękować. Zastrzegam jednak, że nie roszczę sobie prawa do pełnego i wyłącznie autentycznego przedstawienia sylwetki Ojca. Zapewne każdy z nas zapamięta go nieco inaczej.

Człowiek most

Maciej Zięba należał do rzadkiego dziś gatunku próbujących "uchwycić całość". Miał świadomość, że opis złożonej z natury rzeczywistości wymaga obrania wielu perspektyw oraz posługiwania się bogatym przybornikiem intelektualnych narzędzi. Był antytezą współcześnie hołubionego ideału specjalisty, poświęcającego uwagę jedynie drobnemu wycinkowi świata. Swoim myśleniem przerzucał mosty między różnymi, nierzadko odległymi punktami odniesienia. Warto przywołać choćby cztery takie mosty.

Pierwszym był most łączący rozum i wiarę. Wychowany w paradygmacie kultu nauk ścisłych, Maciej Zięba po maturze podjął studia fizyczne. Jak sam wielokrotnie wspominał, przez wiele lat pozostawał pod wpływem tzw. światopoglądu naukowego, który dobrze rymował się z ateizmem. Paradoksalnie jednak to właśnie studia z zakresu fizyki, które były początkowo konsekwencją jego młodzieńczych poglądów, ostatecznie popchnęły go do ich rewizji. Dostrzegając ukazywane przez fizykę piękno rzeczywistości i otwierając się na Tajemnicę, stopniowo przesuwał się w kierunku wiary. Już po studiach i krótkiej pracy naukowej, w wieku 27 lat zdecydował się na wstąpienie do Zakonu Kaznodziejskiego. Mimo radykalnej zmiany światopoglądowej swoje chrześcijaństwo i późniejszą posługę zawsze zakotwiczał w swoistym dla ludzi nauki krytycznym myśleniu, starając się zarazem zaszczepiać to podejście u innych. Niezwykle symboliczne jest to, że umierając w wieku 66 lat, jako ksiądz przeżył dokładnie połowę swego życia. Wydaje się bowiem, że zawsze mieszkały w nim dwie wzajemnie uzupełniające się natury: wierzącego kapłana oraz racjonalnego, pełnego krytycyzmu, przedzakonnego Macieja.

Drugim mostem, szczególnie cennym zwłaszcza dla młodszego pokolenia odbiorców jego myśli, była niepospolita umiejętność łączenia rozległej wiedzy humanistycznej z pełnym precyzji i elegancji sposobem konstruowania wywodu. Ojciec Maciej unieważniał kultywowaną często wśród młodych ludzi opozycję między "humanistami" a "umysłami ścisłymi". Był najwyższej klasy humanistą myślącym w sposób ścisły. W dyskusjach imponował erudycją pozwalającą na swobodne poruszanie się między zawiłościami teorii względności, historią średniowiecza czy filozofią polityki. Swoje refleksje nierzadko ubarwiał cytowanymi z pamięci obszernymi fragmentami z klasyków literatury. Jednak mimo właściwej humanistom skłonności do dygresji z jego wypowiedzi zawsze przebijała jasna struktura, pokazująca matematyczne wręcz uporządkowanie myślenia.

Nie sposób nie wspomnieć także o moście, którym połączył ojciec Maciej teologię i ekonomię. Był wybitnym znawcą katolickiej nauki społecznej, konfrontującym nowatorsko nauczanie Kościoła z ideami współczesnej filozofii polityki i ekonomii, czego owocem była m.in. ważna książka Papieska ekonomia. Kościół – rynek – demokracja. Trudno przecenić jego wkład w rozwój dialogu między nauką społeczną Kościoła a liberalną myślą polityczną i ekonomiczną. Jego publikacje i wykłady prezentowały cenną perspektywę w rozumieniu takich pojęć jak przedsiębiorczość, kapitalizm czy wolny rynek. Swoje odczyty wygłaszał na wielu uczelniach w Stanach Zjednoczonych, w Niemczech czy we Włoszech, goszcząc także regularnie na spotkaniach intelektualistów organizowanych przez Jana Pawła II w Castel Gandolfo.

Ostatni z mostów, o którym chciałbym wspomnieć, dotyczy właśnie polskiego papieża. Maciej Zięba jak mało kto przyczynił się do ,"odkremówkowania" jego pontyfikatu. Swoją wytężoną pracą u podstaw przerzucił most między myślą Jana Pawła II a ludźmi, którzy papieża znają jedynie z podręczników do historii, bądź – w gorszym wypadku - z internetowych memów. Wielką siłą ojca Macieja była jego umiejętność nawiązania dialogu z młodym pokoleniem. W osobie Jana Pawła II nie pokazywał jedynie wielkiego świętego czy wybitnego Polaka, ale przede wszystkim wartego uwagi myśliciela, którego encykliki również dziś mogą powiedzieć nam wiele o nas samych. Poprzez działalność Instytutu Tertio Millennio dokonał rzeczy, która wydawać by się mogła absolutnie niemożliwa - potrafił regularnie gromadzić liczne grono dwudziestoparolatków, którzy studiowali papieskie teksty, by następnie długo o nich dyskutować.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Piotr Mazurski - ur. 1993, absolwent prawa i matematyki na UAM. Związany z Instytutem Tertio Millennio. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Zgrabnie wywinąć się nicości

Bóg lubi prowincję

Głębokie zawstydzenie

OSTATECZNIE PIEKŁO PADNIE

Rwąca rzeka


komentarze



Facebook