Archwium > Numer 570 (02/2021) > Maciej Zięba OP 1954-2020 > ŻYWA OBECNOŚĆ WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE

ŻYWA OBECNOŚĆ WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE

ARCHIWUM PRYWATNE


Warto opowieść o człowieku rozpoczynać od końca, gdyż światło ostatnie dobrze oświetla to, co było wcześniej. Pod warunkiem że chcemy patrzeć uczciwie. I nie tworzyć hagiografii lub fałszywego obrazu potrzebnego na użytek chwili, pogrzebu czy pierwszych podsumowań życia zmarłego człowieka.

***

Z Maciejem ostatni raz spotkałem się w październiku ubiegłego roku w Lublinie na Kongresie Kultury Chrześcijańskiej. Idea tych spotkań, zainicjowanych 20 lat wcześniej, pochodziła od jego przyjaciela, arcybiskupa Józefa Życińskiego. Data była bardzo symboliczna, 16 października. W dedykacji, którą Maciej wpisał mi wówczas do swojej najnowszej książki Pontyfikat na czasy zamętu, umieścił również tę datę. To była 42. rocznica wyboru kardynała Karola Wojtyły na papieża.

Kongres w ostatnim dniu przed rozpoczęciem został z powodu ogłoszonej kwarantanny zredukowany tak naprawdę do jednego dnia i odbył się prawie bez udziału publiczności. Maciej wraz z prof. Pawłem Skibińskim brał udział w debacie „Dialog jako zasada w życiu i nauczaniu Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego” prowadzonej przez Grzegorza Polaka. Wiedziałem, że Maciej jest słaby fizycznie, wiedziałem, że chce być aktywny w chorobie, której wyraźnie się nie poddawał. To, co mówił, było bez wątpienia syntezą tego, co o Janie Pawle II myślał.

Mówił o dialogu u Jana Pawła II, przywoływał głos z Yad Vashem o tym, że papież „przerzucał mosty nad rzekami krwi”. Że przemoc i terroryzm są przeciwne religii. Wspominał o uchodźcach, że ich przyjmowanie to forma dialogu miłosierdzia, a u nas pojawiło się polityczne zarządzanie lękiem, co zabiło ów dialog miłosierdzia. Mówił o Janie Pawle II, że nie bronił swych pozycji, ale szukał wspólnie z innymi, w różnych wymiarach. Że u Jana Pawła II było widać przede wszystkim dialog z kulturą i z tymi, którzy nie wierzą – spotkania w Castel Gandolfo. Wspomniał też Maciej o sprawie ks. Alfreda Wierzbickiego, gdy powiedział, że uniwersytet jest przestrzenią dialogu, a nie tylko i nie przede wszystkim postępowaniem administracyjnym. To zabija dialog na katolickim uniwersytecie. Maciej przypominał dalej, że Jan Paweł II wyprzedzał czas, chrześcijan, w wizjach i działaniu, miał styl niekonfrontacyjny. Zwracał także uwagę na zmianę interpretacji, przesunięcie znaczenia pojęć „kultura życia” i „kultura śmierci”, jak mówił Jan Paweł II, na używane dziś słowo „cywilizacja”. To jest zupełnie inne myślenie. Wspominam ten jego głos, bo to był ostatni raz, kiedy go słuchałem.

***

Nie wiem już, kiedy go poznałem. Pamiętam jego nowicjat w latach 1981 i 1982. Byłem w duszpasterstwie szkół średnich prowadzonym przez ojca Jana Górę w Poznaniu. Maciej i jego przyjaciel z Wrocławia Józef Puciłowski odbywali nowicjat w czasie karnawału „Solidarności” i pierwszych miesięcy stanu wojennego. Tak sam opisał pierwsze wrażenia: „Tak, to jest pustynia. W środku miasta brzydki budynek – bardzo nie lubię architektury tego miejsca. (…) Z lat trzydziestych XX wieku. Analogiczną, tylko trochę większą budowlą w Poznaniu jest areszt na Młyńskiej – tam też się potem musiałem wybrać w stanie wojennym na przesłuchanie. Poznański klasztor to skrzyżowanie aresztu ze szpitalem: brzydkie, kanciaste, szare mury, w środku lastriko i linoleum. Pan Bóg dał mi potem wiele prezentów, żyję głównie w klasztorach pięknych, wspaniałych zabytkach, ale tamto pierwsze nie było miłe. To była prawdziwa pustynia. W samym centrum wielkiego miasta, duży ośrodek duszpasterski, żywe centrum kultury, rozhowory, zgiełk, ale jednocześnie odseparowanie, oderwanie od świata. Drastyczne ograniczenie wizyt, telefonów, wyjść z klasztoru i korespondencji. Pustynia nie polega na tym, że jest pusto, ale na tym, że trzeba wszystko wykonywać nie na swoich warunkach. Wcześniej człowiek sam sobą sterował, a teraz jest dzwonek – i wszystko ustawione wedle dzwonka”.

Dodam, że my, licealiści, spotykaliśmy się dość często z nowicjuszami, gdyż było trzeba rozładowywać dziesiątki TIR-ów z darami, które przyjeżdżały z pomocą z zagranicy. To wtedy się poznaliśmy.

Mógłbym jeszcze wydobywać z pamięci wiele sytuacji. Ze wspólnych studiów w Krakowie przez kilka lat. Ze wspólnych wakacji, jako klerycy na kajakach – Wigry, Czarna Hańcza. Pamiętam, jak wtedy właśnie przyszła do Macieja wiadomość o śmierci ojca, który mieszkał w Wiedniu. Pamiętam święcenia kapłańskie Macieja w Krakowie i dłuższą rozmowę z jego wujem, mecenasem Władysławem Siłą-Nowickim.

Gdy przyjeżdżałem z Pragi w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku do Poznania, opowiadał mi o pracy w Wydawnictwie W drodze. Gościłem go także z redakcją w stolicy Czech. Nie mogłem wtedy przypuszczać, że za kilka lat będę jego bezpośrednim następcą w wydawnictwie.

Niełatwe było to przekazywanie pracy. Maciej odbierał moją nominację jako swoją krzywdę. Sam wymyślił statut wydawnictwa z kadencjami dyrektora i zarządu, a po pierwszej swojej kadencji padł. Rada Prowincji Dominikanów nie wybrała go już na drugą. Miał do mnie żal, że to przyjąłem. Trudna i twarda była nasza pierwsza rozmowa we Wrocławiu po mojej nominacji. Pamiętam miejsce i tę rozmowę bardzo dobrze. Gdy trzy lata później został wybrany na prowincjała, wiedziałem, że i moja pierwsza kadencja będzie ostatnią. I rozmowa pierwsza, gdy został prowincjałem, była twarda. Zaproponował mi wyjazd za granicę. Wiedziałem, że teraz nie będzie łatwo.

Józef Puciłowski, już po śmierci Macieja, w świetnej rozmowie z Damianem Jankowskim w „Więzi” mówił o czasach, gdy był on prowincjałem.

„ – W końcu sam został przełożonym, i to całej polskiej prowincji.

– Chwała Bogu, że ja wówczas byłem wikariuszem generalnym na Węgrzech!

– Dlaczego »chwała Bogu«?

– Bobyśmy najprawdopodobniej ze sobą nie wytrzymali. Nigdy nie wchodziłem mu w drogę, natomiast – proszę mi wierzyć – jego sposób bycia był naprawdę trudny do zaakceptowania dla ludzi, którzy mieli własne zdanie. Chodzi mi o to, że on wiedział, czego chce, tylko nie zawsze umiał to przekazać innym. Maciek był – co tu dużo mówić – despotą. (…) Pozostawał bardzo wymagający, stawiał współbraciom ogromne wymagania, a nie zawsze wysłuchiwał racji drugiej strony. Trzeba to uczciwie powiedzieć. Jak się uparł, to gadał, gadał, gadał i w końcu na ogół wszystkich przegadał. Jednocześnie – to trzeba mu oddać – należał do wielkich prowincjałów”.

Na pytanie: „Jak bardzo zakon go zmienił?”, Puciłowski odpowie: „To raczej Zięba zmienił zakon”.

I niech ta interpretacja jego przyjaciela, jeszcze z lat siedemdziesiątych XX wieku, zostanie tutaj ostatnim słowem o tym, jak Maciej był naszym prowincjałem.

***

Maciej był fizykiem z wykształcenia. Pozostawił po sobie niezatarty ślad swoich intelektualnych zmagań. Demokracja, Europa, wolność, wolny rynek – to pojęcia, które chciał oświetlić nauczaniem Kościoła, teologią. Po przemianach demokratycznych w 1989 roku w Polsce ukazywał amerykańskie doświadczenie wolności inspirowane chrześcijańską refleksją. I jako dyrektor Wydawnictwa W drodze, założyciel Instytutu Tertio Millennio, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności poświęcił wiele czasu na propagowanie nauki społecznej Kościoła katolickiego zawartej w pismach Jana Pawła II.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Dostatni OP - ur. 1964, dominikanin, prezes Fundacji "Ponad granicami", publicysta, przez kilka lat mieszkał w Pradze. Wydał m.in. dwie książki po czesku: rozmowę z Tomášem Halíkem "Smířená různost" (wyd. polskie "Różnorodność pojednana. Rozmowy", Znak, Kraków 2013), przeprowadzoną wraz z Jaroslavem Šubrtem rozmowę z abp. Dominikiem Duką "Tradice, která je výzvou" (wyd. polskie "Tradycja jest wyzwaniem. Czego się, za przeproszeniem, boisz?", W drodze, Poznań 2012) i "Duchowe wędrowanie", (Zysk, Poznań 2015), "Kościół na łamach paryskiej Kultury w latach 1946 - 2000" (Instytut Książki, Paryż - Kraków 2015). Mieszka w Lublinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

KARDYNAŁ Z FIRMY TESLA

ODEJŚCIE DO LEPSZEGO ŚWIATA

Trzy refleksje

PO PROSTU DOM

O MYSZACH CO POD MIOTŁĄ SIEDZIAŁY


komentarze



Facebook