Co przed nami?
Wj 16,2-4.12-15 Ps 78 Ef 4,17.20-24 J 6,24-35

Biegnie pierwsza, zawsze przed nami. Dobra lub zła sława. Częściej zła niestety. Och, jak bardzo chcielibyśmy wyjechać, opuścić miejsce, gdzie oprócz imienia i nazwiska towarzyszy nam zawsze krótka charakterystyka. Niepełny biogram, notatka do encyklopedii nieudaczników albo słownika głupców. „No nie wiesz, to ten facet, który na zebraniu…”, „A pamiętasz, jak w czasie obiadu…”, „I ona wtedy…”. Tak, na zawsze pozostaje z nami niczym najwierniejszy przyjaciel. Już nigdy cię nie opuszczę, więc my chcemy opuścić, popatrzeć prosto w oczy innym ludziom albo w swoje odbicie w lustrze. Bez dławienia w gardle, czy ledwie już odczuwanego skurczu mięśni karku. I jedziemy, daleko, daleko, w nowe miejsca, inne bajki, ale ona już tam jest. Przybyła tu przed nami. Wyszeptana w słuchawkę telefonu, przesłana mailem, wymamrotana przy kolejnym piwie. Wstydliwa forpoczta, szybsza niż nasze dobre chęci i szczere nadzieje. I nawet jeśli uspokoimy samych siebie, że to histeria, że dramatyzujemy, że głupio wyglądamy w roli Hamleta wijącego się na scenie i że to nie scena przecież, to jednak nie opuszcza nas pragnienie nowego początku.

Skalkulowali to dokładnie, przeliczyli wszystkie łodzie. Co jeszcze mogło ujść ich uwagi? Wciąż mieli przed oczami dwanaście koszy ułomków, a brzuchy przyjemnie pełne. Tak pięknie mówił do nich, do których nikt się nie zwracał. Byli ważni. Nie tylko mówił, ale jeszcze dawał chleb, i to znikąd, jakby stwarzał go z niczego. Kiedy mógł się wymknąć i dokąd poszedł? Czyżby miało nie być dalszego ciągu? Ale teraz jest, stoi przed nimi, wyprzedził ich jakoś tajemniczo. Nic przecież nie wiedzieli o Jego nocnym spacerze po falach jeziora. „Kiedy tu przybyłeś?”, szybciej niż nasze nadzieje i strach przed porzuceniem.

Nowe miejsca i czasy. Dziób łodzi wbija się w zarośla. Brzeg jeziora po przeprawie. Co mnie tu czeka? Kto na mnie tu czeka? Przyszłość nie jest bezludną wyspą, a ja nie jestem rozbitkiem ściskającym z lękiem swoją niepewną tożsamość. Nawet jeśli, lądując jak astronauci na Solaris, spotkamy w przyszłości utkane z naszego wstydu niechciane historie, On będzie tam także, będzie przede wszystkim. Ostatecznie to Bóg jest naszą przyszłością, naszym nowym początkiem.


Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Była sobie bajka

Nieznany Znany

Wrześniowe lato

Antyreklama

Szczęściarze


komentarze



Facebook