Nieznany Znany
Ez 2,2-5 Ps 123 2 Kor 12,7-10 Mk 6,1-6

Bez względu na to, czy chodzi o zakup nowego sprzętu, czy wyjazd na wakacje w nowe miejsce, zawsze jest tak samo. Staram się sprawdzić, dowiedzieć się, poznać wcześniej parametry głośniczków do komputera albo długość życia baterii w lampce do roweru. Studiuję mapy i rozkłady jazdy. Czy z dworca można dojść do hotelu na piechotę, czy też trzeba podjechać autobusem lub – nie daj Boże – taksówką? Jak daleko jest do plaży? Droga schodzi w dół do morza? Do której czynna jest kawiarnia przy rynku? Czy starówka zachwyci mnie pajęczyną wąskich uliczek i zaułków, w których z rozmysłem zgubię się późnym popołudniem? Kiedyś tym poszukiwaniom towarzyszył szelest kartek wertowanych bez końca przewodników, które – nikomu niepotrzebne – przeleżały zimę w szarym kartonie po butach. Teraz jest mniej romantycznie. Musi wystarczyć klikanie. Za to mogę popatrzeć z góry na domy, ulice, poszarpaną linię brzegową, za którą sinieje morze. Albo powoli oddalać oko satelity, aż na ekranie monitora zakręci się cała Ziemia.

Ale i tak najbardziej lubię dać się zaskoczyć. Przygotowany, pewny siebie skręcam w lewo za mostem, bo tam jest kiosk, w którym kupię bilet na autobus. Ale kiosku nie ma, za to przez kamienny mur ogrodu przelewają się kwiaty, pnącza, jakieś nieznane rośliny pozłocone ciepłym światłem wieczoru. No i ten zapach przyniesiony przez morską bryzę. Internet nie przenosi zapachów. Albo smak kawy w maleńkim miasteczku na Ukrainie. Gęsta, czarna, mocna. Dziś nawet nie pamiętam, czy w ogóle miałem plan tego miasta. Czasem nieco rozczarowują miejsca godne zwiedzenia, do których przygotował nas autor przewodnika. Za to te wcześniej nieznane pozostają we wspomnieniach, nasza pamięć jest ich jedyną fotografią.

Kiedy Jezus wchodził do swojego rodzinnego miasta, przyglądający Mu się od progów mieszkańcy dobrze wiedzieli, kto wchodzi. Cieśla, syn, brat, z pokolenia... Nie potrzeba szczególnej błyskotliwości, żeby spamiętać kilka nieskomplikowanych określeń. Definicji prostych jak meldunek albo wzór chemiczny wody. Może stoimy na tych samych progach, z głowami pełnymi słów „w składni pozbawionej urody koniunktiwu”. Wiemy i nie chcemy dać się zaskoczyć. Kogo w takim razie spotykamy?


Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Umowa bez aneksu

CV lub notka o autorze

Co przed nami?

Antyreklama

Była sobie bajka


komentarze



Facebook