Archwium > Numer 431 (07/2009) > Szukającym drogi > "Uświęca się niewierzący mąż dzięki swej wierzącej żonie"

"Uświęca się niewierzący mąż dzięki swej wierzącej żonie"

Nadzieję, że niewierzący małżonek uświęci się dzięki swojemu wierzącemu współmałżonkowi, apostoł Paweł odniósł do pewnej konkretnej sytuacji. Nasuwa się pytanie, czy obietnica ta rozciąga się również na pozostałe pary małżeńskie, w których tylko jedno z małżonków wierzy w Chrystusa?

Kiedy chrzest przyjmuje tylko jedno z małżonków…

Przypomnijmy problem, którym zajął się apostoł Paweł we fragmencie, z którego pochodzi tytuł niniejszego tekstu (1 Kor 7,12–16). W czasach apostolskich nieraz się zdarzało, że wiarę i chrzest przyjmowano całymi rodzinami (por. Dz 16,33; 18,8; 1 Kor 1,16). Jednak zdarzało się również, że tylko jedno z małżonków uwierzyło w Chrystusa, drugie zaś pozostawało niewierzące. Niekiedy strona niewierząca radykalnie sprzeciwiała się decyzji współmałżonka i próbowała go przymusić do porzucenia wiary. Wtedy małżonkom, którzy mieli do wyboru apostazję od wiary albo wojnę religijną we własnym domu, Kościół pozwalał się rozejść z wrogim wierze małżonkiem.

Apostoł Paweł zachęca jednak nowych chrześcijan, których dotyczył ten problem, ażeby dążyli raczej do ułożenia zgodnych relacji z niewierzącym mężem czy żoną. Właśnie w tym kontekście Apostoł formułuje dodatkowy argument na rzecz dążenia do utrzymania małżeństwa. Nie jest bez znaczenia to – przekonuje Paweł nowych chrześcijan – że twój niewierzący małżonek będzie żył w przestrzeni twojej wiary: „Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez brata, [tzn. wierzącego męża]” (1 Kor 7,14).

Do dziś Kościół w tego typu przypadkach postępuje podobnie. Tak zwany „przywilej Pawłowy” dopuszcza rozwiązanie małżeństwa zawartego przez osoby nieochrzczone jeżeli wymaga tego dobro wiary tego z małżonków, który przyjął chrzest. Obecny Kodeks Prawa Kanonicznego mówi o tym w kanonie 1143. Zarazem należy dążyć do kontynuowania tego małżeństwa, co jest możliwe wówczas, kiedy strona nieochrzczona i niezamierzająca przyjąć chrztu „przynajmniej chce zgodnie mieszkać ze stroną ochrzczoną, bez obrazy Stwórcy” (kan. 1144). Dokładnie tej sytuacji dotyczą słowa apostoła Pawła, że uświęca się niewierzący małżonek dzięki wierzącemu współmałżonkowi.

Kiedy chrześcijanin zawiera małżeństwo z osobą niewierzącą…

Kościół dopuszcza do ślubu te swoje dzieci, które pragną wejść w związek małżeński z osobą nieochrzczoną lub niewyznającą żadnej religii. Wymagana jest do tego dyspensa biskupa – katolikowi, który poślubia osobę nieochrzczoną, nie będzie przecież łatwo trwać w wierze i się w niej pogłębiać, a zwłaszcza wychowywać w wierze dzieci, które są też dziećmi nieochrzczonego współmałżonka.

Adhortacja Jana Pawła II Familiaris consortio w następujących słowach wyraża ów niepokój Kościoła o dobro duchowe tych katolików, którzy zamierzają związać się z osobą nieochrzczoną:

Przede wszystkim winny być wzięte pod uwagę wynikające z wiary obowiązki strony katolickiej, dotyczące swobodnego praktykowania wiary i płynący stąd obowiązek zatroszczenia się w miarę własnych sił o to, aby dzieci zostały ochrzczone i wychowane w wierze katolickiej.
Trzeba sobie uświadamiać szczególne trudności związane z ułożeniem stosunków między mężem i żoną w tym, co się odnosi do poszanowania wolności religijnej: może ona być naruszona tak przez naciski zmierzające do zmiany przekonań religijnych partnera, jak przez stawianie przeszkód swobodnemu ich wyrażaniu poprzez praktyki religijne (nr 78).

Zdarza się, niestety, że małżeństwo takie – zamiast uświęcać stronę niewierzącą – prowadzi stronę wierzącą do utraty wiary. Wydaje się jednak, że nieporównanie częściej dzieje się tak, jak napisał apostoł Paweł: że „uświęca się mąż niewierzący dzięki swej wierzącej żonie, podobnie jak świętość osiąga niewierząca żona przez brata [tzn. wierzącego męża]”.

Przywołajmy kilka pozytywnych przykładów dowodzących, że również u boku niewierzącego małżonka można autentycznie trwać w wierze i w niej się rozwijać.

Nieochrzczonego męża miała na przykład święta Monika, matka św. Augustyna. Jej mąż dopiero pod koniec życia został obdarzony łaską wiary i postanowił przyjąć chrzest. Nie wiemy nawet, czy udało mu się zrealizować to postanowienie, tyle tylko wiemy, że na pewno do chrztu się przygotowywał.

Niezwykle cenne świadectwo, jak wiara wierzącej rodziny może ogarniać niewierzącego jej członka, zostawił św. Hieronim w swoim napisanym w 403 roku Liście 107. Jego duchowa podopieczna Leta niepokoiła się, czy jej ojciec – skądinąd dawny pogański kapłan i rzymski arystokrata – dostąpi zbawienia, skoro wciąż jest nieochrzczony. Ona sama została wychowana na gorliwą chrześcijankę przez swoją głęboko wierzącą matkę. Natomiast mężowi Lety, Toksocjuszowi, który początkowo również był człowiekiem niewierzącym, właśnie Hieronim pomógł dojść do wiary i przyjąć chrzest. Reakcja Hieronima na niepokój Lety uderza optymizmem:

Ty urodziłaś się z nierównego małżeństwa; od ciebie i mego Toksocjusza pochodzi Paula. Któż by uwierzył, że wnuczka kapłana Albina narodzi się z obietnicy matki, że w obecności dziadka i ku jego uciesze niezdarny jeszcze język maleństwa będzie nucił Chrystusowe Alleluja, a starzec piastować będzie na swym łonie Bożą dziewicę? Dobre i szczęśliwe były nasze oczekiwania. Święty i wierny dom uświęca jednego niewierzącego. Już jest kandydatem wiary ten, którego otacza tłum wierzących synów i wnuków. (…) Niech te słowa moje, Leto, świątobliwa córko w Chrystusie, usuną twoje rozpaczliwe zwątpienie o zbawieniu rodzica.

W rodzinach, w których panuje zgoda i umiłowanie prawdy, jej niewierzący członek nieraz wypełnia pozytywną posługę na rzecz oczyszczenia i pogłębienia wiary u tych swoich bliskich, którzy są ludźmi wierzącymi. Własne pytania, zastrzeżenia i wątpliwości pod adresem wiary przedstawia bowiem bez szyderstw i demagogii, ale w miłości do swoich bliskich i z szacunkiem dla prawdy. W ten sposób mobilizuje wierzącą część rodziny – pod warunkiem, że wiara jest dla nich naprawdę wartością taką, jaką być powinna – do weryfikowania swojej wiary i oczyszczania jej z różnych nieporozumień.

Wydaje się, że taką właśnie, ogromnie pozytywną rolę w duchowym rozwoju Karola Ludwika Konińskiego, jednego z najgłębszych polskich myślicieli religijnych pierwszej połowy XX wieku, wypełnił jego niewierzący ojciec.

Kiedy już po ślubie mąż (żona) odchodzi od wiary…

Nasuwa się jeszcze jedno pytanie: Czy obietnica, że niewierzący mąż uświęca się dzięki wierzącej żonie, odnosi się również do małżonka, który wzgardził wiarą z powodów ewidentnie niechwalebnych? Przecież zdarza się nierzadko, że ludzie, nawet uchodzący dotąd za przykładnych katolików, porzucają wiarę, gdyż zaczęli budować nowy związek… gdyż wpadli w takie lub inne nałogi… gdyż podjęli moralnie wątpliwą pracę albo związali się z jakimś niechętnym wierze środowiskiem. Niekiedy zdarza się nawet, że ktoś, kto jeszcze niedawno wydawał się wzorem człowieka wierzącego, teraz z wiary szydzi, a nawet jej nienawidzi.

Czy również ktoś taki dostępuje (a przynajmniej może dostąpić) uświęcenia dzięki swojemu trwającemu w wierze małżonkowi? Zauważmy najpierw, że kto z takich czy podobnych powodów porzucił wiarę, nie jest zwyczajnym człowiekiem niewierzącym. Wszystko, co wiąże się z wiarą, zazwyczaj go drażni. O jakiejkolwiek uświęcającej mocy wiary nie wolno nawet wspomnieć w jego obecności.

Małżonkowi takiego człowieka nie jest łatwo duchowo mu pomagać. Jeżeli dotknęła go antyreligijna alergia, wielką sztuką będzie już to, żeby nie dawać powodów do jej ujawniania. Czymś zapewne jeszcze trudniejszym będzie wypracowanie zasad, które umożliwią zachowanie religijnego pokoju we wspólnym domu. Rzecz jasna, nie byłoby czymś słusznym zrezygnować z własnej wolności religijnej i w imię „świętego spokoju” zacząć ukrywać się z praktykowaniem swojej wiary. Wolno ufać, że właśnie w ten sposób „niewierzący mąż będzie uświęcał się dzięki wierzącej żonie”. A to, że również w takiej sytuacji należy modlić się za swojego współmałżonka, rozumie się przecież samo przez się. On, gdyby to miało go drażnić, przecież o tym nie musi wiedzieć.

Nawet jeżeli żona lub mąż podeptali przysięgę małżeńską i ułożyli sobie życie z kimś trzecim, małżonek porzucony, który trzyma się zasady „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza”, nieraz modli się za niewiernego i już nieobecnego współmałżonka. Modli się zwłaszcza o to, żeby przynajmniej z Bogiem zdążył się on pojednać. Zatem nawet do małżeństwa rozbitego mogą niekiedy odnosić się słowa apostoła Pawła – teraz cytuję je w nieco innym sensie – że „uświęca się mąż niewierny dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierna żona przez brata [tzn. wiernego męża]”.

„U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” – powiedział w obliczu analogicznego problemu Pan Jezus (Mt 19,26).


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Katolicyzm i polska gospodarka

Wielodzietność

Tęsknota małżonków za niebem

Ile lat miał Matuzalem?

Niegodziwe eksperymenty


komentarze



Facebook