Bierzcie i jedzcie
Wj 24,3-8 Ps 116B Hbr 9,11-15 Mk 14,12-16.22-26

Wobec Eucharystii jesteśmy jak dzieci. Nie rozumiemy do końca, co się dzieje, co spożywamy, Kogo przyjmujemy. Można mnożyć „duże słowa”: Miłość nieskończona, Obecność prawdziwa i rzeczywista, Bóg sam wreszcie. Ale i tak nie rozumiemy. Jak dzieci pierwszokomunijne jesteśmy. Mamy przeczucia, intuicje, doświadczenia. I spożywamy. Albo czynimy to jak dzieci, które nie wiedzą, co jedzą, gdy przyjmują pokarm od matki, będąc jeszcze w jej ciele, a potem ssąc pierś, by wreszcie posługiwać się łyżeczką, pochłaniając papki i kaszki. Dziecko wie jedno… ma to w sobie – instynktownie: by żyć, trzeba jeść. Nie zastanawia się. Poddaje się porządkowi rzeczy, ufa, marudzi czasem… i je. Jednego nie wolno: przymuszać. Można, nieraz nawet pewnie trzeba, znaleźć sposób, by nakarmić niejadka. Ale nie wolno zmuszać. Dziecko też ma prawo wyrazić swoją wolę, potrzebuje czasu, by zechcieć jeść. Przekonać się, że jedzenie ma sens – ot sztuka.

Warto wobec Eucharystii być jak dziecko. Warto brać, bo nie jesteśmy samowystarczalni, potrzebujemy kogoś, kto daje. A Bóg w Eucharystii daje, jest DAWANIEM. Ale wobec Eucharystii jesteśmy również jak dorośli. No bo jesteśmy dorośli – nie przypuszczam, by wiele dzieci przeczytało ten tekst. A dorosły pyta, zastanawia się, co mu służy, chce zrozumieć. Uchylić rąbka tajemnicy może. Po co? Żeby nie było jak w anegdocie. Mówi zakonnik do zakonnika: „Słuchaj, ty już w swoim życiu cały kosz komunikantów zjadłeś. I co z tego!”. Właśnie: co z tego? Co wynika z tego, że „cały kosz komunikantów” już w swoim życiu zjadłem?

Co tłumaczy Eucharystię, co ją na życie „przekłada”? Umywanie nóg. Tak. Umywanie nóg. Jezus uczynił ten gest, zanim przystąpił do uczty. Najpierw umył uczniom nogi. Dopiero potem powiedział: „Bierzcie i jedzcie”.

Umywanie nóg. Niezwykły gest, szalenie ekspresyjny, symboliczny. Podkreśla się w katechezie zazwyczaj, że to gest służby, zaczerpnięty z życia niewolników obmywających nogi swoim panom. Owszem. Ale może Jezus zaczerpnął ten gest skądinąd? Myślę o kobiecie, która Jezusowi obmyła stopy łzami, otarła włosami, pocałunkami racząc, a na koniec namaściła drogocennym olejkiem. Gest nie tyle niewolniczej służby, ile gest zachwytu, szacunku i czci dla człowieka. Czy jest ktoś na świecie, komu bym TAK umył nogi? Jeśli Eucharystia przekłada się na takie bycie wobec ludzi, na TAKIE umywanie nóg, „kosz komunikantów” nie jest zjedzony na darmo.


Tomasz Golonka OP - ur. 1965, dominikanin, przeor, proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Katowicach. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Dawanie i branie

Miejsce na kryzys

Bez zrozumienia

Ot, chrześcijanin

Nowa nauka z mocą


komentarze



Facebook