Obumieranie
Jr 31,31-34 Ps 51 Hbr 5,7-9 J 12,20-33

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.

Piewców sukcesu można dziś znaleźć niemal wszędzie. Ze sztucznym uśmiechem na twarzy doradzają, jak uniknąć kryzysów, jak szybko i łatwo zrealizować marzenia, jak przekraczać, co nieprzekraczalne. Od młodości bombardowani informacjami, że należy inwestować w siebie, gromadzić różne doświadczenia, zdobywać kolejne tytuły, pniemy się po szczeblach kariery. Panicznie boimy się porażki. Paraliżuje nas lęk, że przegramy wyścig, że podłożą nam nogę, że nie podołamy. Skoncentrowani na własnym „sukcesie” nie dostrzegamy, że w maratonie tym wcale nie biegniemy razem, lecz absolutnie sami, że innych – świadomie bądź nie – wykosiliśmy gdzieś po drodze. Gratulowano nam osiągnięć i nadzwyczajnych wyników. Chwalono, a nawet stawiano za wzór. Obiecywano bowiem pełnię szczęścia! W zamian, tymczasem, otrzymaliśmy doskwierającą samotność, głuche ściany i wydoskonalone ego. A przecież mieliśmy owocować...

Ziarno, by przyniosło plon, musi zostać najpierw rzucone w ziemię. Truizm. Paść w ziemię to wiedzieć, kim się naprawdę jest, to znać swój etap i swoje miejsce w życiu. Ziarno wyrasta natomiast na glebie, którą Pan przygotował każdemu z nas. Grunt to odkryć ten etap i to miejsce.

Ziarno, by przyniosło plon, musi także obumrzeć, inaczej zostaje tylko samo. Samotne. Kresem obumierania nie jest więc śmierć, lecz życie i związana z nim obietnica obfitości. Z czego zatem mamy obumierać? Z tego, co nie jest naszą ziemią, ze wszystkich iluzji i dążeń, które mają budować wyłącznie nas. Mamy obumierać ze wszystkiego, co nie jest wolą Pana. Potrzeba nam bardzo obumierania z naszej teologicznej zarozumiałości i triumfalizmu, również tego kościelnego.

Nie ma się co łudzić: nie jest to proces łatwy, choć nauczono nas odruchów obronnych oraz „poprawnych” odpowiedzi. Wmówiono nam, że istnieją sposoby, by tę dychotomię zagłuszyć. Prawdziwy chrześcijanin jednak przed obumieraniem nie ucieknie, bo chrześcijaństwo zakłada przejście przez śmierć do życia. Nie samemu, lecz z Nim, podążając Jego śladami.

Nie bez powodu zasłaniamy dziś w kościołach krzyże, bo potrzebujemy na nowo uczyć się spoglądania na śmierć – nie jako cel, lecz jako na konieczny etap, który w Nim i z Nim mamy przejść, którego kresem jest prawdziwe życie i chwała.


Dominik Jurczak OP - ur. 1980, dominikanin, dyrektor Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego w Krakowie, członek Międzynarodowej Komisji Liturgicznej Zakonu Kaznodziejskiego oraz Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego Archidiecezji Krakowskiej, promotor liturgii w Polskiej Prowincji Dominikanów, wykładowca w Papieskim Instytucie Liturgicznym Anselmianum oraz na Papieskim Uniwersytecie Angelicum w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

LIST CZY KONFERENCJA?

PRZEPROWADZKA

DALEJ NIŻ ZMYSŁY

Wypowiedzieć tajemnicę

WIERZĄCY-NIEPRAKTYKUJĄCY


komentarze



Facebook