Trawieni gorączką
Hi 7,1-4.6-7 Ps 147 1 Kor 9,16-19.22-23 Mk 1,29-39

„Gorączka: stan towarzyszący chorobie polegający na zwiększeniu temperatury ciała. Pierwotne znaczenie tego objawu to obronna odpowiedź organizmu na atak wirusów, bakterii, grzybów, obecność ciał obcych, alergenów i martwych fragmentów tkanek”. Tyle mówi o gorączce internetowa wikipedia. Zatem gorączka jest dobra, choć naukowcy ponoć na ten temat się spierają. Gorączka to sygnał, że organizm funkcjonuje nie tak, jak powinien, że trzeba się zatrzymać, przyjrzeć, zdiagnozować, dać czas na leczenie. Takie jest przesłanie gorączki. Nie wszyscy je lubią, bo nie ma czasu zaopiekować się sobą. Tym bardziej, że bywa to uznawane za „takie egoistyczne”. Jak to zajmować się sobą? – pytają niektórzy. Wszystkim, wszystkimi! Tylko nie sobą. Nawet w duchowości pobrzmiewa czasem mentalność: „Nie zajmuj się sobą! Zajmij się Panem Jezusem, a On się zajmie Tobą”. A gorączka daje sygnały, mówi o chorobie. Najgorzej, jak podskoczy do 42. Wtedy ponoć białko się ścina. Robi się śmiertelnie niebezpiecznie. Dziwne, ludzie, bywa, lubią lekceważyć gorączkę.

Czy Pan Jezus mógł pozbawić teściową Piotra dobrodziejstwa gorączki? Zabrać jej ten w ciele ulokowany probierz mówiący o równowadze, stanie zdrowia? Nie sądzę. Nie z takiej gorączki uleczył Pan Jezus kobietę, bo gorączka gorączce nierówna.

Z jakiej zatem?

Z takiej, którą rozgorączkowaniem moglibyśmy nazwać, niecierpliwością, paniką, gorączką z powodu gorączki. „Co taki w gorącej wodzie jesteś kąpany” – mówimy do kogoś czasem. „Coś taki niecierpliwy, coś taki rozgorączkowany?!”. Zwolnij, zatrzymaj się, poczekaj. Nie lubimy gorączki, bo jest nieprzyjemna. Jeszcze bardziej nie lubimy jej wówczas, gdy nie potrafimy sobie z nią poradzić. Chcemy szybko, zaraz, byle biec, uciec... przed sobą. Leczenie bowiem bywa długie. Zwłaszcza kiedy dotyczy nie tyle stanu zapalnego gardła, ile stanu zapalnego duszy.

Myślę albo na potrzeby tego rozważania zakładam, że Jezus uzdrawia teściową Piotra z takiej właśnie gorączki, rozgorączkowania. Mówi jej przez to: „masz czas”, „możesz zwolnić”, „nie musisz się spieszyć, panikować”, bo leczenie duszy trwa długo.

Bóg daje człowiekowi czas. To ludzie się spieszą. Bóg nie pospiesza, wie, że zajęcie się sobą ma sens. Wyleżeć, wyleczyć.

Dziwne. Teściowa Piotra zaraz wstała i im usługiwała. No cóż. Nawet gdy Bóg chce człowiekowi ulżyć, ten i tak upierać się będzie przy swoim, ale nie obwiniajmy za to Boga.


Tomasz Golonka OP - ur. 1965, dominikanin, przeor, proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Katowicach. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Czasem trzeba ryzykować

Musicie być mocni

KTO KOGO WYPRZEDZI?

Miejsce na kryzys

Bierzcie i jedzcie


komentarze



Facebook