Nienawiść dla miłości
Mdr 9,13-18b Ps 90 Flm 9b-10.12-17 Łk 14,25-33

Słowa Pana Jezusa o tym, że kto chce być Jego uczniem, powinien mieć w nienawiści ojca, matkę, żonę, braci i siostry i na dodatek jeszcze samego siebie, winny nas zdziwić i zachęcić do pytania, co Chrystus miał na myśli, gdy je wypowiadał? Co jest w tych słowach zaskakującego? Przede wszystkim dziwne jest to, że Jezus wzywa do nienawiści, raczej pamiętamy Jego nauczanie o miłości Boga i bliźniego, o tym, że nie ma większej miłości niż oddać życie za przyjaciół. Z ewangelicznego opisu znamy Jego czyny: dobroć, pomoc bliźniemu, uzdrowienia. Co więcej, można by jeszcze jakoś po ludzku – choć nie ma tego w nauczaniu Jezusa – zrozumieć wezwanie do nienawiści wobec wrogów i złoczyńców, słowa o słusznej karze lub zemście za krzywdę, ale Chrystus wzywa do nienawiści osób najbliższych każdemu z nas. Na koniec mowa jest także o nienawiści wobec siebie samego. To już w ogóle, przynajmniej na pierwszy rzut oka, pachnie jakimś niezdrowym cierpiętnictwem albo chorobą psychiczną. Co zrobić ze słowami Pana Jezusa o nienawiści?

Zwróćmy uwagę na jeden z możliwych, występujący w Biblii, sposobów rozumienia słowa „nienawiść”. Jak mówią znawcy Pisma Świętego, dla semickiego sposobu wyrażania się charakterystyczne jest posługiwanie się parami słów o przeciwstawnej treści bez uwzględniania pośrednich odcieni znaczeniowych. I tak na przykład w Starym Testamencie, gdy mowa jest o małżeństwach poligamicznych, żona kochana mniej od pozostałych żon określana jest po prostu jako „znienawidzona”. Pojęcie owo nie oznacza tutaj nienawiści w ścisłym znaczeniu, czyli wrogości i odrazy wobec konkretnej osoby, ale miłość mniej intensywną. Jeśli takie rozumienie „nienawiści” zastosujemy do słów Pana Jezusa, oznaczałoby to, iż kto chce być Jego uczniem, powinien bardziej niż swoich najbliższych krewnych miłować Chrystusa. Dlaczego? Dlatego, że do każdego przedsięwzięcia, czy jest to budowa wieży, czy bitwa należy się zabrać z głową. Przyjaźń z Chrystusem jest źródłem miłości i siły, także w relacjach z ludźmi. Ktoś powie: po co mi Ewangelia, sam wiem, jak mam kochać żonę i bliskich, nie mam z tym żadnych problemów. Być może nie mamy z tym problemów do czasu. Miłość do bliskich również potrafi być wyzwaniem i dlatego potrzebujemy umocnienia i światła do podejmowania mądrych i dobrych decyzji. A być może nigdy nie nauczymy się kochać, jeśli Chrystus nie pociągnie nas do pójścia za Nim drogą Ewangelii.


Grzegorz Chrzanowski OP - ur. 1965, dominikanin. Wykładowca filozofii w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów oraz na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

BYĆ W NIEBIE

ETYKA I OPTYKA

WIELKOŚĆ CZŁOWIEKA

Kogo krytykuje kardynał Ratzinger

SŁABOŚĆ


komentarze



Facebook