Archwium > Numer 409 (09/2007) > Szukającym drogi > Bóg Anonimowych Alkoholików

Bóg Anonimowych Alkoholików

Spróbuję rozwiać pewne religijne zastrzeżenie pod adresem ruchu Anonimowych Alkoholików. Wprawdzie sączy się ono bardzo cieniutką strużką, ale nieraz już różni ludzie zwracali się do mnie z tym problemem. Niekiedy przybiera ono postać wygodnej, bo brzmiącej szlachetnie wymówki, którą przywołuje ktoś uwikłany w alkoholizm, ażeby do AA nie przystępować.

Zastrzeżenie to przepisuję z listu, który otrzymałem stosunkowo niedawno: „W skrócie chodzi mi o to, że w tych grupach przywoływana jest »Siła Wyższa, jakkolwiek ją rozumiemy«. Ale czy katolik może modlić się do Siły Wyższej, czy tylko do Boga w Trójcy Jedynego, albo do którejś z Osób Trójcy Przenajświętszej?”.

Przypatrzmy się zatem obrazowi Boga, który wyłania się z tekstu dla ruchu AA najbardziej programowego. W Dwunastu Krokach AA o Bogu mówi się wprost aż sześć razy:

2. Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Wystarczy przeczytać powyższe zdania, żeby nabrać pewności, że mówią one o Bogu prawdziwym, który jest Bogiem osobowym, przebaczającym, kochającym. Bogiem, który ma moc wyrwać nas z niewoli naszych wad i nałogów. Jego wola, siła i opieka są czymś ponad wszelką wątpliwość realnym i jednoznacznie pozytywnym.

Owszem, w punkcie drugim jest On nazwany „Siłą Większą od nas samych”. Jednak w świetle całego dokumentu zdanie to jest poza jakimkolwiek podejrzeniem o panteizm. Wyraża raczej pokorne uznanie, że Ten, któremu chcemy się zawierzyć, przekracza nasz rozum i nas całych.

W żadnym z sześciu zdań, które w Dwunastu Krokach AA wprost mówią o Bogu, nie wyjaśnia się prawdy o Nim, ale się ją zakłada. Podstawowym celem tych sześciu zdań jest bowiem budowanie religijnego stosunku do Tego, który jedyny może uratować nas w sytuacji, która wyrwała się spod naszej kontroli.

Dwunastu Krokach AA uderza to, że kiedy człowiek zwraca się do Boga o ratunek, nie szuka boga panteistów ani politeistów, ale poniekąd instynktownie skłania się ku Bogu prawdziwemu, który jest realną, osobową Miłością. Człowiek intuicyjnie, nawet bez pouczenia, wie wtedy, że Bóg, który nas kocha, jest Bogiem miłosiernym i zależy Mu na tym, żebyśmy się raczej nawrócili, niż zostali przez Niego ukarani. Nie jest On też permisywistą, któremu obojętne byłyby nasze grzechy i nałogi. Wręcz przeciwnie: właśnie dlatego, że nas kocha, jest przeciwnikiem naszych nałogów i chce nas wspomagać w naszej walce z nimi.

Słowem, katolik rozpoznaje w Nim Boga prawdziwego – tego samego, w którego wierzy razem ze swoim Kościołem. Toteż nie trzeba lękać się tego, że angażując się w ruch AA albo innych tam kierując, nieopatrznie wspomagamy jakiś religijny synkretyzm. W każdym razie, jak dotąd zarzutu o szerzenie religijnego zamętu ruchowi AA stawiać nie sposób, byłby to bowiem zarzut głęboko niesprawiedliwy.

Nasuwa się jednak pytanie: Skoro tekst Dwunastu Kroków AA opiera się na założeniu, że Bóg, któremu zawierzają się anonimowi alkoholicy, jest Kimś osobowym i miłosiernym, kto kocha i chce nas wspierać – to dlaczego przywołanie Go aż dwukrotnie opatrzono zastrzeżeniem: „jakkolwiek Go pojmujemy”? Skoro członkowie ruchu AA nie pojmują Boga panteistycznie ani politeistycznie, skoro nie jest On dla nich Bogiem, który przede wszystkim chciałby nas karać, ani Bogiem dalekim, któremu nasz los byłby obojętny, to co znaczy owo „jakkolwiek Go pojmujemy”?

Wydaje się, że za pomocą tego zastrzeżenia ruch AA zaprasza w swoje szeregi wszystkich ludzi, dla których alkohol stał się problemem – niezależnie od wyznania i od praktykowania swojej wiary. Zaprasza również niewierzących, choć zapraszanie ich do ruchu, którego fundamentem jest zawierzenie się Bogu, mogłoby się wydawać czymś równie nielogicznym, co beznadziejnym. Pamiętajmy jednak, że podział ludzi na wierzących i niewierzących nie jest podziałem metafizycznym. Skoro stworzył nas Bóg, to stworzył nas wszystkich, również niewierzących. Skoro zaś wszystkich stworzył, to wszystkich kocha i wszystkich chciałby obdarzać. Wszystkich też, również niewierzących, uzdolnił do tego, żeby Mu się zawierzali.

Prawdą jest, że ludzie niewierzący są w ruchu AA rzadkością. Owszem, zdarza się, że podnosząc się z nałogu, ludzie przedtem niewierzący odnajdują wiarę w Boga. Jeżeli mają katolickie korzenie, nieraz zaczynają regularnie przyjmować sakramenty i praktykować coniedzielną mszę świętą. Niekiedy odważają się nawet nazwać swój alkoholizm „błogosławioną winą”, bo dopiero dzięki niemu odnaleźli się w wierze.

Ta pozornie nielogiczna sytuacja, że również ludziom niewierzącym, jeżeli uwikłali się w zależność od alkoholu, ruch AA proponuje zawierzenie się Bogu, każe zwrócić uwagę na wieloznaczność pojęcia „człowiek niewierzący”. Niekiedy przecież ktoś uważający się za niewierzącego uznaje stanowczo i bezwyjątkowo prawdę przykazań dekalogu, łącznie z przykazaniem piątym i szóstym (wymieniam te dwa przykazania, bo ich łamanie szczególnie łatwo potrafimy dzisiaj godzić z subiektywnym poczuciem własnej uczciwości). Czy ktoś uznający się za niewierzącego, kto stanowczo odrzuca moralny relatywizm, naprawdę nie wierzy w Boga?

Albo spójrzmy wraz z Simone Weil na dialektykę jednoczesnego bycia człowiekiem wierzącym i niewierzącym – wierzącym w Boga prawdziwego i niewierzącym w ludzkie o Nim wyobrażenia. Gdyby nie to, że Simone Weil napisała te słowa na wiele lat przed powstaniem książki Richarda Dawkinsa, można by pomyśleć, że jest to genialna jej recenzja: „Jestem zupełnie pewna, że jest Bóg, w tym sensie: jestem zupełnie pewna, że moja miłość nie jest złudzeniem. Jestem zupełnie pewna, że nie ma Boga, w tym sensie: jestem zupełnie pewna, że nic rzeczywistego nie odpowiada temu, co mogę pomyśleć, wymawiając to imię. Ale to, czego nie mogę pomyśleć, nie jest złudzeniem”.

Przypomnę jeszcze świadectwo Aleksandra Wata, w jak dziwnym sensie uważał się niegdyś za człowieka niewierzącego: „Nie znajdowałem w sobie żadnej wiary w istnienie Boga. Ale miałem żywe poczucie, niesłychanie mocne, że jestem odrzucony przez Boga, przez fakt niewiary w Jego istnienie. Czyli nie wierząc, wierzyłem, ale jedyną wiarą moją było poczucie odrzucenia”. Czy można się dziwić, że z czasem Aleksander Wat uwierzył w Boga prawdziwego, przyjął chrzest i był człowiekiem wierzącym?

Zapewne przede wszystkim tacy „niewierzący”, z chwilą kiedy ratując się przed rujnującym ich nałogiem, zaangażują się w ruch AA i usłyszą wezwanie do zawierzenia się Bogu, potrafią odpowiedzieć na nie pozytywnie. Dla Boga jednak nie ma nic niemożliwego. Jak powiedział Pan Jezus: „Nawet z kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi” (Mt 3,9). Z całą pewnością potrafi On obdarzyć wiarą i uzdolnić do zawierzenia Mu również ludzi naprawdę niewierzących. Niekiedy czyni to zapewne również za pośrednictwem ruchu AA.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Łaska sakramentu po rozwodzie

Pielgrzymka pokoju

Syndrom ocaleńca

Żebro Adama

Niepotrzebna kara


komentarze



Facebook