Dramat porównań

Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa reż. Andrew Adamson wyst. Georgie Henley, William Moseley i inni USA 2005

Biografia i dorobek twórczy dwóch bliskich przyjaciół — Tolkiena i Lewisa — mają tyle punktów stycznych, że trudno się uwolnić od porównań Władcy pierścieniOpowieści z Narnii. Obu przyświecała ta sama ambicja — przywrócić chrystianizm pod zlaicyzowane strzechy za pomocą fantastycznych światów. Ich filmowe odpowiedniki także skłaniają do porównań. Dla dobra Narnii — nie powinny.

Opowieści z Narnii mogą oglądać już siedmiolatki, Władcę pierścieni, ci, którzy ukończyli 13 lat. Zupełnie słusznie, ponieważ dzieło Tolkiena i ekranizacja Jacksona przeznaczone są dla dojrzalszego czytelnika i widza. To byłby wystarczający powód, by filmów nie porównywać — z perspektywy dorosłego odbiorcy głębia przedstawionego świata jest w nich różna. W tym kontekście Opowieści tracą. Moim problemem jest jednak uwikłanie w sieć wzajemnych odniesień, przed którymi — przyznaję szczerze — uciec nie potrafię. Jeśli przyjmuję tak osobisty tryb oceny filmu (przeze mnie samego najmniej ceniony w krytyce filmowej), to z jakimś silnym wewnętrznym przekonaniem, że ów „dramat porównań” to problem przynajmniej części widzów. Z mojej indywidualnej perspektywy Opowieści Adamsona pojawiły się w momencie najgorszym (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Krzysztof Kornacki - ur. 1970, adiunkt w Zakładzie Dramatu, Teatru i Filmu Uniwersytetu Gdańskiego, autor książki "Kino polskie wobec katolicyzmu 1945-1970", żonaty, mieszka w Gdańsku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Drzewo w środku sypialni

American, ale czy Beauty?

Beznamiętny reportaż z lektury

Polskie modlitwy

Niebezpieczna zabawa w diabła


komentarze



Facebook