


Stosunek do starości w naszej kulturze jest ambiwalentny. Z jednej strony funkcjonuje w niej tradycyjny wzór osoby starszej jako reprezentanta mądrości życiowej, któremu należy się szacunek i specjalne względy — i ten wzór coraz częściej odchodzi do lamusa. Dzisiaj bowiem dominujący nurt kultury głosi apoteozę młodości, indywidualizmu i budowania życia na własnych doświadczeniach bez oglądania się na tradycyjne wartości. Starość traci więc swoją istotną społecznie funkcję — staje się, jak to pokazują filmy fabularne i reklama, urocza, sentymentalna, bajkowa. I jest przy tym starość sprawą delikatną — mówienie o niej uważane bywa często za niegrzeczne, wymaga specjalnych językowych zabiegów. Wiele starszych osób ulega tendencji do udawania, że starość nie istnieje — zachowywanie się na sposób młodzieżowy maskuje faktyczny wiek i wskazuje na niekończącą się nigdy młodość i witalność.
Karate na emeryturze
Jak wiadomo, tradycyjne wzorce i wartości przeżywają dziś kryzys. Wiedzy o tym, jak należy żyć, dostarcza kultura masowa. Jest ona przesiąknięta lękiem przed starością, jej bożyszczami są ludzie młodzi. „Musisz być, młody/młoda, a jeśli nie jesteś, to przynajmniej wyglądaj młodo, a jeśli nawet to Ci się nie udaje, to przynajmniej obwieszczaj wszem wobec, że czujesz się młodo. Za wszelką cenę i pod żadnym pozorem nie przyznawaj się do swojej starości nawet przed samym sobą” — to nieoficjalny komunikat naszej kultury.
Ludzie starsi, (...)

Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.
O lekarzu, który się nie uleczył